poniedziałek, grudnia 12, 2005

27/28 czerwca 2005

1.Zaczyna sie od tego, iz widze w sloneczny dzien spadajace kolo szkoly nr.10 widocznej z okna w Glogowie meteoryty, ktore ciagna za soba szara/ciemna smuge dymu.Jest ich coraz wiecej, dzieciaki podbiegaja i probuja wyciagac jeszcze gorace z ziemii.Podchodze blizej, w piasku znajduja sie lejowate, male zaglebienia od 2 do moze 5 cm srednicy.Na ich dnie znajduje male, czarne kamyki.Przytykam je do metalowej bramy, aby sprawdzic czy zawieraja zelazo i te dzialaja jak magnes.Znajduje jeden krater o moze metrowej srednicy, na jego obrzezach widze szklane, bardzo przejrzyste kule powstale w wyniku rozgrzania piasq.Odrywam jedna z nich od scianek krateru - wewnatrz sa jakies kleszcze lub podobne stworzenia, jednak ogromne.Sama kula jest ciezka, bezbarwna o srednicy moze 14 cm.Znajduje jeszcze 4 podobne.Nastepnie znajduje dziwny meteoryt: kamienna, krzemienna kula polaczona z metalem zwezajacym sie w mala rurke z otworem.Jakis dzieciak mowi, ze widzial to wczesniej, a ja odpowiadam, iz wczesniej od niego podnioslem to z ziemii.

2.Nastepny sen: czekam z O. na przystanq w Glogowie, obok Biedronki.Przeklinam glosno, iz stoimy tam jakies 40 minut i nic.Zmienilismy strone ulicy i natychmiast nadjechal autobus nr.48 (nie ma takiej linii w Glogowie), ale odparlem, iz nie wiem gdzie jedzie.Po chwili podjechal nr.50.Wsiedlismy i znalezlismy sie w miescie obok starego Urzedu Miasta, potem dalej kolo cmentarza.Kierowca powiedzial, iz musimy wysiasc gdyz zatrzymala go Policja.Autobus stanal po prawej stronie jezdni pod drzewami, slonca nie bylo za wiele, czas to moze poludnie.Bylo cieplo.Kiedy wychodzilismy policjant powiedzial, iz nie mozemy przejechac ze wzgl.na rzeke.Odwrocilem sie - za zutobusem jednia byla zniszczona tryskajaca spod jezdni woda z malej studzienki.Asfalt popekal i widzialem kamienie wielkosci piesci, ktore byly do niego dodawane podczas tworzenia."Extra, apokalipsa" powiedzialem; "Najpierw meteoryty, potem to".Bylem z O. i kilkoma ludzmi na zewnatrz, po lewej stronie znajdowal sie cmentarz.Popatrzylem na nagrobki, wygladaly jak angielskie, wielkosc uzalezniona od wieku czlowieka.Nagle jak w filmie: pociemnialo, cmentarz zaczal zarastac trzcinami z powodu naplywajacej wody.Po lewej stronie byla jakas wysoka sciana, pod nia widoczna glowa zolnieza w kasku (cialo znajdowalo sie pod ziemia).Cmentarz ciemnial, zmienial ksztalty, a twarz zolnieza pozostawala ta sama.W koncu nic nie bylo widac, a w miejscu twarzy zolnierza pojawil sie pomaranczowy, okreg o dziwnym ksztalcie, jakby rysowane kolo przez male dziecko.
O. objela mnie i probowala pocalowac, jednak wykrzywilem glowe uciekajac ustami w lewa strone mowiac, ze nie moge, a ta na to, ze mozemy.Przyniosla jakies wiadro z gabka (cmentarz zmienil sie do pierwotnego ksztaltu) i zaczela myc pisuar wiszacy na scianie na cmentarzu; caly obroniety byl zielonymi glonami.Powiedzialem, iz mozemy isc do mnie, bo kilka metrow dalej wynajmuje pokoj w hotelu.Zgodzila sie.Znajduje sie w lazience pokoju hotelowego, mam na sobie bielizne oraz koszule, swiatlo jest zgaszone.Wchodzi O. w podobnym mojemu stroju oraz podchodzi do zlewu.Budze sie.