poniedziałek, grudnia 12, 2005

25/26 lipca 2005

1.Wracam autokarem z Arktyki (?), siedze w rzedzie po lewej stronie, przedostatnie siedzenie, za mna siedzi jakis chlopak; znajduje sie obok przejscia, nie przy oknie, ale widze biale, osniezone pola, raczej nie na plaskim terenie, lecz na malych pagorkach, tak ze nie widac nic poza nimi.Zjawia sie jakas rodzina: matka + ojciec + 2 dzieciaki; przesuwaja sie do srodka autobusu, jednak po chwili siadaja za kierowca.Pilot mowi, aby kazdy sprawdzil numer siedzenia na bilecie i przesiadl sie.Moj to 39, ale nie wiem, czy siedze na odpowiednim fotelu.Przede mna widze numer 41.Do autokaru weszla jakas blondyna, krotko scieta - wlosy przylegajace, moze w wieku 24 lat, oczy wymalowane dookola na czarno, swietnie wygladala.Dzwigala torbe podrozna, podobna do mojej, ale mniejsza, kurtka chyba skorzana z foterkiem przy szyi.Popatrzyla na mnie, chyba szukala miejsca.Pilot zaczal opowiadac dowcipy (zadnego nie pamietam), a za oknem po lewej stronie widzialem ludzi na polach, glownie dzieci, ktore machaly osobom wewnatrz autokaru.Ktos po prawej opowiada, ze wszyscy mieli klopoty z rozrywka, ze zamieniali dziewczyny na nowe gazety, bo tak sie nudzili, a potem nawet przerzucali sie na grube, jak Wlosi (?).

2. Jestem w jakims miescie, na dworcu.Szukam pociagu do mojego miasta - znajduje je na tablicy (wisi dosc wysoko, tlo czane, a przynajmniej ciemnoszare, na wysokosci moze 4 metrow), ale nie moge odczytac godzin odjazdu, sa niewyrazne, prawie calkowicie wyblakle.Obok przechodzi Elka R., ma zepsute zeby, ciagnie mnie na zewnatrz, ale nie chce isc.Chyba jest dziwka i szuka klienta.Kiedy wychodze z dworca - widze w jej prawej dloni maly worek z bialym proszkiem.Miasto jakby wymarle; dookola kolorowe, przedwojenne domy/kamienice.