piątek, listopada 11, 2005

4/5 grudzien 2001

Czesc snu: zostalem wybrany do grupy osob 4 kobie oraz 3 mezczyzn.Kazano nam isc przez jakies polne drogi do lasu, gdzie straznikiem "wejscia" (lub przejscia) byl jelen, ktory w miejscu ogona mial narosl w ksztalcie poroza (te na glowie byly dosc duze).Wspialem sie na dosc wysoka, stroma sciane ziemi, aby zobaczyc go dokladniej, ale w tej samej chwili zobaczylem mala sarne, ktora polizala moja prawa reke.Poglaskalem ja po nodze.Jelen powiedzial, ze mialo sie zjawic 10 osob i chyba nas nie wpusci, ale po chwili zgodzil sie.Kiedy popatrzylem na zegarek-wskazowki krecily sie wokol osi.Podarowal mi swoj (duzy budzik) i powiedzial, iz "mamy 10 minut, no moze godzine, ale nie wiecej".Wszyscy przeszlismy przez lustro do jakiegos budynku z nakazem odszukania DRZWI.Otworzylem pierwsze.Byl to pokoj szpitalny, w ktorym zaraz po wejsciu zobaczylem dwa parawany; za mna stali pozostali czlonkowie grupy.Musialem je ominac, aby zobaczyc, co jest w srodku pomieszczenia.Byla to typowa sala szpitalna, a raczej gabinet zabiegowy w przychodni.Na lozku lezala kobieta, a obok jej dziecko-mala mysz.Lekarz oznajmil, ze ojcem jest "szczurek", a dziecko nie zyje.Wyszlismy na zewnatrz, a ja otworzylem kolejny drzwi.Byl tam lekarz zaslaniajacy parawan i oznajmujacy, ze dziecko zaraz sie urodzi, a my musimy wyjsc.Dwoch facetow usiadlo na laweczce i jeden z nich oznajmil, iz zna te kobiete/dziewczyne.Zapytalem, czy jest zadownolony z tego, ze bedzie mial dziecko; odparl "bardzo".Opowiadal jak poznal swoja milosc.Niestety, tego juz nie bylem w stanie sobie przypomniec...


Po przebudzeniu okazalo sie, ze zapomnialem zegarka, zostawiajac go w kosciele.Wczoraj gralismy w ping-ponga z Romanem.