sobota, listopada 12, 2005

30/31 lipca 2003

1. Znajduje sie w jakims zaglebieniu terenu, sciany wokolo wykopane sa pod lagodnym katem.Nie widze nieba ani lonca, ale calosc jest oswietlona.Zaczynam kopac nizej - dochodze do glebokosci moze 1,8 metra, poniewaz kiedy w nim stoje widze, co dzieje sie wyzej.Wyglada to jak okop, ale ziemi jest ardzo malo - wiekszosc stanowi ubity piasek.Ktos kopioe razem ze mna - wyglada na starszego ogostka, ktory po chwili wychodzi zmeczony.Ide na jego iejsce, gdzie zaczynam delikatnie kopac w scianie na przodzi wykopu.Dokopuje sie do jakiegos szkla, ktore okazuje sie brazowa butelka o ciekawym ksztalcie; do tego ma nalpke, a raczej bialawy nadruk z napisem "voodka".Chowam ja pod koszule, abym mogl zabrac do domu.Szukam dalej i juz po chwili znajdje nastepna - tym razem jest raczej plaska z motywem roslinnym.Glaszcze ja dlonia czujac liscie.Podaje ja komus wyzej, ale ta spada do wykopu.Peka szyjka, ktora lezy obok.Podnosze ja zloszczac sie i narzekajac probuje dopasowac rozbite czesci.Dokopuje sie do jakiejs metalowej konstrukcji, bardzo zlozonej, lecz po chwili scianki zaczynaja sie sypac, przywalajac najpierw moje nogi, a potem dalsza czesc ciala.Kiedys ledwo wydostaje sie z okopu - widze kilku ludzi; jeden z nich oznajmia mi, iz w tym miejscu niedlugo pojawia sie archeolodzy, a calosc ma zostac nienaruszona i nikt nie powinien o tym wiedziec.Po chwili stoje na powierzchni, a po wykopie nie ma ani sladu, do tego jacys ludzie zagrabiaja teren.

2. Rozmawiam z kilkoma osobami.Widze olbrzymia mape - chyba Glogowa oraz okolice, bo ktos wymienia nazwe wioski, gdzie znaleziono metalowa tabliczke z napisem "BERMUDA TRIANGLE" oraz zaszyfrowanymi wspolrzednymi, ktorych nikt nie potrafi odczytac.

3. Patrze na Japonczykow, ktorzy przygotowuja sie do samobojczej misji.Kamikadze.Wszedzie pelno wody - byc moze ocean, ale ja znajduje sie blisko brzegu.Niektorzy z nurkow znajduja sie w wielkich beczkach, do ktorych przymocowany jest silnik oraz ster, inni wchodza i klada sie wyprostowani w karoseriach samochodow o takim samym przeznaczeniu.Wszyscy odpalaja silniki i po chwili ruszaja w kierunku amerykanskiej jednostki.Po jakims czasie pruja w kierunku statku, na ktorym marynarze probuja zestrzelic nieprzyjaciol, ale nie udaje im sie to.Kilka beczek uderza w burte wywolujac explozje i pozar, lecz marynarze dobiegaja z gasnicami.Na lodce plynie dowodca japonczykow, ale nie uderza w statek.Ma na sobie dlugi, gduby plaszcz i wojskowa czapke, jaka nosili rosjanie.Wyskakuje z lodzi, ktora zatrzymuje sie nie explodujac.Wiem, ze ten czlowiek zostal uznany potem za tchorza oraz zdrajce narodu-poniewaz nie umarl w walce.

Ktos pokazuje mi ladunki, ktorych uzywaja do wysadzania.Ulozone sa w ksztalcie piramidy, tzn.na dwoch dlugich rzedach ulozono trzeci.W kilkunastu miejscach widoczne sa zapalniki, sam nie wiem po co.

4. Jestem w jakiejs wiosce, chyba kilkanascie lat po wojnie.Oprowadza mnie jakas kobieta.Dochodzimy do domu "tchorza", ktory wychodzi na zewnatrz.Ubranie raczej swzarawe, na stopach gumowce.Smieje sie, a my zaczynamy wypytywac jak zmienilo sie jego zycie od tamtego czasu.Idziemy dalej.Znajduje sie na zadrzewionej wydmie, w dole plynie strumyk.Przewodniczka mowi, ze teraz idziemy do innego gostka i jesli jej przypuszczenia sie potwierdza - bedziemy wiedzieli kto zabil Lenina i bardzo prawdopodobne, ze to wlasie ten facet byl morderca.Zeskakuje ze skarpy ladujac po drugiej stronie strumyka.Znajduje na malej, zarosnietej chwastami gorce srebrny noz - tepy, raczka zdobiona, ale starta.Obok lezy maly widelec w nieco lepszym stanie.Jesttem w cieniu, ale nie przeszkadza mi to w szukanieu przedmiotow.Po chwili wyciagam kawalki duzej, starej muszli, prawie skamienialej.Kobieta mowi, zebym nei zabieral stad sztućcow, poniewaz nie sa mi potrzebne i nic sie z nimi nie da zrobic, a nalezaly do kogos, kto mieszkal tu dawno.Kazdy o tym wie i szanuje jego rzeczy.Ta gorka to jakby muzeum pamiatek po tej osobie.

5. Teraz jestem chyba gdzies w Indiach lub jakims innym kraju, gdzie znajduja sie ludzie o ciemnych cerach oraz wasach.Moze to ta sama wioska - sam nie wiem.Widze stragan, wlasciciel lekko gruby, ubrany w biala koszulke.Podchodze blizej i widze komix "Asterix" wydny w ksztalcie krzyza, ktorego ramiona stanowia odrebna historie, a calosc otwiera sie do wewnatrz.Ogladam jedna czesc, gdzie widze Asterixa oraz Obelixa w wielkim formacie, bez dymkow - calosc wyglada jak exkluzywne wydanie.Pytam ile kosztuje, a sprzedawca odpowiada 350.Spytalem przewodniczki o co chodzi, bo nie wiem jakiej waluty uzywaja w tym kraju: czy to drahmy, czy stotinki :) Chyba zrozumial, bo zaczal cos przeliczac i pokazal mi na malej, bialej kartce liczbe 4.Okazalo sie, ze byly to 4 pln, wiec kobieta siegnela do kieszeni wreczajac mu kaske.Potem przygladalem sie innym komixoom - jeden byl o Indianach, w srodku mial jakies dodatki.Zauwazylem malpe podobna do Tytusa - zabawka, moze skarbonka.Juz mialem pytac o ceny, kiedy sprzedawca powiedzial, abym podal mu lewa dlon.Troche sie zdziwilem, bo nie do konca wiedzialem w jakim jezyku mowi, ale rozumialem go.Po chwili prawa dlonia zaczal masowac moja reke, a lewa podtrzymywal ja od dolu.Po chwili zauwazylem, ze rece ma tluste i blyszczace, jakby posmarowal je olejkiem.

Wpatruje sie w dlon i oznajmia, ze wszystko dobrze; palcem wodzi po liniach papilarnych i mruczy cos pod nosem.Na dloni widze kobiete, za ktora przebiega jakas linia, ale facet o niej nie mowi mi.Wreszcie spoglada na mnie mowiac, iz posiadam wielkie zdolnosci paranormalne, na co ja przytakuje.Patrzy mi przez jakis czas w oczy: "No dobrze" - mowi przerywajac wrozenie i odwraca sie.Widocznie chcial pogadac, ale nie mialem czasu ani ochoty.Tym razem mowil po Polsku, ale podziekowalem mu (thank you) po angielsq; odwrocilem sie ogladajac pozostale przedmioty na wystawie.