sobota, listopada 12, 2005

29/30 grudnia 2003

Po przebudzeniu mysle, ze M.H. nie zalatwil zadnego wyjazdu na Sylwestra i pewnie spedzi go w aszym miescie.
Przed poludniem zjawia sie u mnie oznajmiajac, ze Sylvestra wyprawia u siebie, bo niby wszystko jest juz pozajmowane.


SNY

1. Jakas dziewczyna zalatwiła sie i osikala mi dlon.

2. Znajduje sie na dworze, siedze na ziemii, obok mnie jest 3 Niemcow w mundurach, trzymaja karabiny.Jeden z nich zaklada sobie jeden na plecy.Zaatakowalem go, sciagnalem karabin i zastrzelilem.Jacys ludzie bedacy ze mna postapili podobnie z 2 pozostalymi szkopkami.Przebralem sie w mundur, jakis Polak wygladal troche zaniedbale, ale zalozyl helm i trudno bylo go rozpoznac, tzn.czy jest Niemcem czy nie.Po chwili znalezlismy sie na slonecznym placu, gdzie biegalismy dookola jakiegos boiska; na plecach mialem plecak.Zolnierzy bylo kilkudziesieciu, wszyscy byli Niemcami, nawet rozmawiali w tym jezyku.Za mna biegl Polak w przebraniu.W pewnym momencie szkop za nim zaczal mu sie przygladac i o cos wypytywac, a ze ten nie znal niemieckiego - wyprzedzi mnie, aby nie miec klopotow z tamtym i teraz biegl przede mna.Kiedy wiecej zolnierzy zaczelo nam sie przypatrywac - zaczelismy strzelac zabijajac ich.Co prawda bylo slychac strzaly, ale kule nie wylatywaly z karabinow, jednakze Niemcy wywracali sie i juz nie podnosili.Nie bylo tez zadnej krwi; po chwili znalazlem ludzi ukrywajacych sie w krzakach/wlazie do kanalu przy plocie domu samopomocy - na moj widok wyskoczyli; byly tam tez dziewczyny z bialymi kokardkami we wlosach, ubrane w biale sukienki z falbankami.Zaczely uciekac smiejac sie, traktowaly wszystko jak zabawe.Nagle znalazlem sie przed moja klatka wejsciowa w pelnym umundurowaniu, na ziemii postrzeglem kilka kropel krwi.SDziwna sprawa, gdyz zaraz pojawilo sie jakies lusterko na drzwiach i zauwazylem, ze mam drobne zadrapania, moze male naciecia na ustach - krew na ziemii byla moja.Odchylilem drzwi i wszedlem do srodka.

3. ....podchodze do skrzynki na listy i przez szpary widze jakies 2 koperty - jedna zwykla, szara, druga formatu A4 tego samego koloru, mniejsza popisana czarnym mazakiem, ale nie chaotycznie, tylko jakies tabelki, adres itp.Otwieram skrzynke wyciagajac jej zawartosc i wychodze na zawnatrz siadajac na lawce, ktorej tam w rzeczywistosci nie ma.Po obu stronach przysiadaja sie jacych ludzie, ktorzy z zaciekawieniem spogladaja na korespondencje.Okazuje sie, ze byly to 4 listy: Jeden z Anglii od Kariny (nie znam nikogo o takim imieniu) do mnie i jakiegos jeszcze chlopaka, nastepny z Danii, a 2 ostatnie -z Australii- zawieraly formularze do Reality Show "Rozbitkowie" - wygladalo to tak, ze zakwalifikowalem sie dalej, poniewaz przypomialo mi sie we snie, iz juz wczesniej cos im wysylalem.