sobota, listopada 12, 2005

27/28 września 2003

KONTROLOWANY SEN

Kolejny LD w kolekcji, ale jakis dziwny: poklucilem sie z kilkoma gostkami (zwykly sen) i zaczalem uciekac.Pamietam, ze jeden z nich nosil skorzana kurtke z jakimis metalowymi elementami, na jakies 90% byly to cwieki.Wchodze na jakas metalowa drabine (metalowa konstrukcja ze stopniali - gdybym puscil sie stopni nie spadlbym, poniewaz byla to zabezpieczona konstrukcja, tzn.opieralem sie plecami o metalowe druty), od ktorej oderwalaem czesc po ktorej juz wszedlem tak, ze tamci nie mogli sie wspinac, ale strzelali do mnie z luku.Jeden trafil mnie od dolu w prawa stope i czulem bol, zreszta wyciagnalem jakies 10 cm strzaly.Dziwne, bo nie mialem na sobie obuwia.Polizalem strzale, ale poczulem... czekolade! Wszedlem na dach budynku i znalazlem sie automatycznie w pomieszczeniu kuchennym - zdalem sobie sprawe z LD i staralem sie zapamietac rozklad pomieszczen oraz architekture, bo wszystko to bardzo mi sie podobalo.Byla to duza kuchnia z podzialem na mniejsze pokoje.Byly tam male pomieszczenia, do ktorych wchodzilo sie po 2-3 stopniach - w jednym byl brodzik do mycia ziemniakow, wysuwana szuflada z kartoflami, blat od obierania itp., jakby kazde pomieszczonko przeznaczone bylo do innego rodzaju warzyw lub owocow.

Powiedzialem na glos, ze chcialbym z kims porozmawiac.Nie wiem jak sie tam znalazlem, bo bylem nagle w lazience, gdzie moja kolezanka ze szkoly -Magda Maraxxxxxx- brala prysznic.Znajdowala sie po prawej stronie, kiedy stalem w drzwiach, a kilka metrow na wprost mnie kapal sie jakis facet zakrywajac kotare innego typu, poniewaz widzialem tylko jego zarys.U znajomej widzialem glowe, poniewaz oslone prysznica stanowila kotara zakrywajaca jej cialo z 4 stron, ale od szyi w dol.Powitalem ja, na co ta odpowiedziala "Czesc".Powiedzialem, ze jest tylko postacia z mojego snu, ze nie jest autentyczna - ta zaczela zaprzeczac, iz to niemozliwe.Spytalem, gdzie tu maja komputer (?), poniewaz chcialbym wyniesc z tego swiata jakies ciekawe dane/informacje.Odparla, iz nie maja tu komputera i skazala mi drzwi do pokoju.Wszedlem do srodka.Przy okraglym stole siedzial jakis maly hindus, chyba w turbanie, amerykanian w garniturze i ktos jeszcze, moze murzyn, ale watpie.Albo w cos grali, albo nad czyms dyskutowali.Ponownie spytalem o komputer, ale ci takze odparli, iz nie posiadaja tu komputerow.Bylem zdziwiony, iz do tego LD nie potrzebowalem wpatrywanie sie w dlon, nie mialem tez trudnosci z utrzymaniem go - zaczalem sie nudzic, wiec obudzilem sie.