piątek, listopada 11, 2005

24/25 stycznia 2003

1. Znajduje sie w jakims miescie.Pamietam, ze ktos mowil mi o straganach, gdzie mozna cos kupic, ktore zawsze stoja w danym miejscu.Przechadzam sie po miescie ogladajac towar.Dochodze do jakiegos malego budynku, troche wiekszego od kiosku.Wyglada na sklep, ale okna ma zabite deskami i plytami.Po prawej stronie znajduja sie krzaki, a obok nich dostrzegam grupke goryli.Stoja wyprostowane jak ludzie, po chwili dwa z nich zaczynaja sie klocic.Reaguje przewodnik, nieco starszy i jakby rudy, z dziwna fryzura.Oczywiscie mowa o gorylu.Po chwili wszystko sie uspokaja, a zwierzeta ida w rzadku dalej.Przechodza za budynkiem, a ja przechodze na lewa strone, aby dokladniej przyjrzec im sie.Kiedy zwierzeta wychodza - okazuje sie, ze to niedzwiedzie.Obok mnie stoi zarosniety gostek z rozpieta koszula w krate, rekawy podwiniete, pali papierosa.Odzywa sie: "Ladne, nie?" Odparlem, ze pewnie jest opiekunem zwierzat, co potwierdzil zaskonczony pytajac skad to wiem.Dodalem: "To widac".Niedzwiedzie zaczely sie klocic - zwrocily sie do siebie twarzami i ruszaly wargami, lecz nie wydawaly z siebie zadnego dzwieku.Po chwili uspokoily sie oraz ruszyly gesiego dalej.

2. Znalazlem sie obok jakiegos urwiska, swiat jakby wyniszczony; wszedzie walaly sie kawalki drewna i gruzu.Zauwazylem jakis metalowy przedmiot wbity w ziemie.Okazalo sie, iz jest to sledz od namiotu, ktory zreszta zwisal czesciowo ze skarpy.Nie bylo w nim zadnych pretow podtrzymujacych konstrukcje, tak ze calosc wygladala jak duzy, pofaldowany koc.Zaczalem ciagnac za jedna z linek, aby wciagnac go w calosci na ziemie.Na skarpie znajdowaly sie jakies osoby, wiec powiedzialem, ze w srodku ktos jest.Kiedy podnioslem kawalek materialu - wewnatrz bylo troje dzieci."Wychodzcie, szybko" - krzyknalem wyciagajac do nich dlon.Pierwsze dziecko ledwie chodzilo, wiec rozplakalo sie, a wtedy wzialem je na rece i podalem jakiejs dziewczynie.Powiedzialem, zeby zmienila mu pieluche.Potem wyciagnalem inne dzieciaki, lekko przestraszone.