piątek, listopada 11, 2005

24/25 marca 2003

KONTROLOWANY SEN

1. Znajduje sie na jakims malym wzniesieniu pokrytym trawa, gdzieniegdzie rozlozone sa koce, na ktorych leza ludzie.Nie moge powiedziec, ze sie opalaja, poniewaz nie ma slonca.W dole plynie jakas rzeczka, jest tez kilka malych stawow.Przychodzi jakas dziewczyna i kladzie sie na kocu.Mowie jej, ze bedzie niewygodnie i pod jeden koc wsuwam poduszki, aby miala miekko.Wchodze do wody, a potem przechodze przez jakas furtke (chyba ja przeskoczylem) obok domku jednorodzinnego.Ide sciezka, ale nie chce jej zablocic.
Szukam mojego psa, ktory po chwili przychodzi mokry.Oznajmia mi, iz wlasnie kapal sie, ale nieco dalej.Pokazuje mi to miejsce z daleka.Ide w tamta strone.
Widze wejscie do jakiejs jaskini; po chwili wchodze do niej, obawiam sie, iz niedlugo sie zawali.Jaskinia takze jest wypelniona woda do kostek.We wnetrzu widze innych ludzi zwiedzajacych korytarze.Jest tam kilkaset prostokatnych tuneli z odchodzacymi po bokach pokojami; w scianach wykute sa miejscami prostokatne, pionowe otwory, nie za szerokie, aby moc zobaczyc co jest w sali obok.Wszedzie jest woda.Zagladam przez jeden otwor, gdzie za sciana spi jakiej olbrzymie cielsko, cos na ksztal wieloryba z ostrymi zebami i okraglymi, duzymi oczami.Ide wzdluz tej sciany, ale okazuje sie, iz potwor moze w kazdej chwili wyjsc, poniewaz mur sie konczy.Odchodze cicho w przeciwna strone.Zwiedzam nadal "grote", a raczej jakis podziemny komplex.Spotykam kilq znajomych ze szkoly.W scianie znajdujemy okno, ktorego szyba oddziela nastepne pomieszczenie - ogromne, wieksze od hali sportowej.Zagladamy do srodka, gdzie widac mnostwo ludzkich kosci, cos na ksztalt niekompletnych szkieletow, a jakies kilkanascie metrow od nas widac olbrzymie jajo wysokosci pilki plazowej oraz podwojnej dlugosci, ktore spoczywa we wnetrzu cmentarzyska.Nie widac konca sali, ale jest duzo zalaman, jakby innych pomieszczen po bokach.2 osoby przechodza przez okno, aby przyjrzec sie blizej znaleziskom.Ostrzegam, ze ze wzgledu na kosci moze byc niebezpiecznie.Jeden z ludzi idzie dalej mijajac jajo i znika za zakretem.Drugi podchodzi do jajka kopiac je, w nastepstwie czego rozlatuje sie na male czesci.Nastepuje cisza.Po chwili widze biegnacego czlowieka - jest to nasz znajomy, ktory zninkal za sciana.Krzyczy, ze ktos go goni.Uciekaja oboje w kierunku okna, a my probujemy tak ustawic szybe, aby szybko przeszli.Okno posiada jedna szybe, ktora zamocowana jest na 2 zawiasach po bokach i mozna je przechylic w poziomie, a nie w pionie.Kiedy koledzy jakos przecisneli sie przez okno - szybko z innym czlowiekiem przymocowalismy sznurki do klamek, ktore mocno trzymalismy.Goniacy ich czlowiek mocno uderzal w szybe, a my nie dawalismy juz rady, poza tym z grubego, 4 linkowego sznura powoli robil sie 2 linowy.Powiedzialem, ze nie uda nam sie dluzej utrzymac, wiec zeskoczylismy z parapetu uciekajac z jaskini.Powoli zaczely otwierac sie sciany, wypuszczajac wszystko, co bylo za nimi uwiezione.Ludzie w poplochu zaczeli biec ku wyjsciu.Kiedy dobieglismy do wyjscia - byli juz tam zmarli, ktorzy powstali z grobow.Wymijalismy ich biegnac dalej wzdluz plazy, na ktorej rowniez pojawily sie martwe osoby.Atakowaly ludzi, ale byly zbyt powolne, wiec moglismy je omijac unikajac ciosow.Jeden ze zmarlych chcial uderzyc mnie w brzuch dlugim, okraglym kijem, ale nie udalo mu sie to.


2. Chodze z dziewczyna do jakiejs piwnicy, a raczej lochu.Sciany wykonane sa z cegiel, strop zaokraglony, przez srodek piwnicy plynie... lawa.Po bokach magma stwardniala, wiec mozna po niej przechodzic.Po chwili w rece trzymam plastikowe, biale naczynie, ktorym zaczerpnalem wody polewajac zstygajaca lawe.Po lewej stronie lawa wyglada normalnie, jednak po prawej wygiela sie ku gorze i w bok, wiec przechodzac ta strona trzeba sie wyginac do tylu, trzymajac mocna reka plaskiej powierzchni.Przechodze wiec wzdluz scian jako drugi, pierwsza idzie jakas japonka w sukience w kwiatki, ktora po przejsciu kilku krokow staje we wnece po prawej stronie piwniczki, tylem do mnie.Podchodze do niej lapiac za biodra.Obracam ja i sadzam na ceglanej polce.Ma biale podkolanowki.Po chwili rozchyla nogi, a ja widze biala bielizne.Scigam jej powoli skarpetki.Zaczynam wpatrywac sie (przypadkiem :) w swa prawa dlon; uswiadamiam sobie, ze to sen, a otoczenie jest tylko moja wyobraznia.Nareszcie LD po tak dlugim czasie! Teraz sciagam dziwczyne z polki.Stoi przy mnie wpatrujac sie w moja twarz; zadaje jej pytanie:

- Czy w rzeczywistosci posiadam jakies zdolnosci paranormalne?

Ta odpowieda nie na temat.Chcialbym dodac, iz trzy pierwsze wyrazy wypowiedzialem z trudem, jakbym byl lekko pijany, tzn. "czy w rz..." przyszlo mi z trudem.Cale zdanie wypowiadalem zbyt glosno, wiec balem sie, iz mowie przez sen i ktos z domownikow mnie uslyszy.Po chwili jedak powtarzam pytanie nieco ciszej, na co dziewczyna odpowiada tym samym, co wczesniej.Nie pamietam dokladnie co to byly za slowa.Denerwuje sie, wiec chwytam ja za ramiona i uderzajac jej cialem o mur ponawiam pytanie.Bez rezultatu, jakby dzialala wedlug z gory okreslonego scenariusza snu.
Po chwili dalem jej spokoj.Ide dalej wzdluz sciany - tym razem przeskoczylem na lewa strone, az dochodze do schodkow prowadzacych na zewnatrz, skad pada swiatlo.Budze sie.Zasypiam ponownie i tym razem stoje przy wyjsciu z piwnicy wpatrujac sie w prawa dlon.Ciesze sie jak duren, poniewaz ponownie uzyskalem LD i to w tym samym marzeniu sennym! Wyostrzam wiec bardziej kontury wychodzac z piwniczki.Jestem w Glogowie, chyba na jakims trawiastym tarasie.Zauwazam drewniana skrzynie, do ktorej zamocowane sa metalowe stopnie.Wspinam sie po nich.Jestem teraz na jakims wzniesieniu, po prawej stronie widze obrosniety trawa nasyp, w dali za nim dostrzegam dach kosciola, na szczycie ktorego widac krzyz, a na nim dwa male druty w krztalcie litery V (sa tam w rzeczywistosci, to chyba piorunochron).Udaje sie kilka metrow w lewa strone wchodzac na niewielka gorke o lagodnym zboczu.Caly czas powtarzam sobie glosno co kilka sekund: "Nie moge zasnac".Ponownie spogladam na dlon cieszac sie z tak dlugiego LD.Rozgladam sie szukajac jakiejs osoby, ktorej moge zadac kilka pytan lub po prostu porozmawiac, ale nikogo nie widac.Wiem, ze jestem juz w kontrolowanym snie - tak rzeczywistym, iz niemozliwoscia jest tworzenie otoczenia oraz osob.Po raz kolejny juz powtarzam "Nie moge zasnac."Przypomina mi sie text z grupy Oneiro, gdzie ktos pisal o "pamietaniu siebie".Zastanawaim sie jak dlugo utrzymam ten stan.Doszlo do mnie, iz nigdy nie wirowalem jak "baczek" (zabawka), co opisywaly inne osoby na grupie.Zawsze chcialem to zrobic.Zaczynam powoli krecic sie w lewo.Po chwili przyspieszam, ale nie dotykam juz ziemi unoszac sie w powietrzu! Otoczenie smiaga jak tory podczas jazdy pociagiem, tzn.widze tylko rozmywajace sie kontury, nie moge rozroznic ksztaltow.Wyciagam prawa dlon do przodu nadal szybko wirujac, ale jej ostrosc sie nie zmienia.Nie moge uwierzyc, iz robie te wszystki rzeczy pozostajac w kontrolowanym snie.Dawniej przechodzilem do stanu najnormalniejszego marzenia sennego po uswiadomwieniu sobie LD, lub po krotkim czasie - teraz jednak bylo inaczej.Jakbym awansowal stopien wyzej... Po chwili zwalniam - chyba cos sie w moim otoczeniu zmienilo jednak nieznacznie, poniewaz dostrzeglem koniki (na placu zabaw), na ktore wczesniej nie zwracalem uwagi lub ktorych po prostu nie bylo.

Obraz zamazuje sie, a ja budze sie.Lekko boli mnie glowa.Dodam jeszcze, iz wirowalem poniewaz chcialem to zrobic, a nie z powodu zanikania LD.