piątek, listopada 11, 2005

23/24 października 2002

1. We snie jakis Samuray chcial sciac mi glowe! Przechodzil obok mnie, a ja popatrzylem w jego oczy - oczywiscie klekalem bijac mu poklon, ale cos mnie pokusilo, aby spojrzyc w gore.Podniosl swoj miecz i wtedy zaczalem uciekac.Bylem za wolny, a on sobie po prostu szedl.Doszedl do mnie, kiedy kucalem.Napial luk mowiac, ze zabije mnie z 74 strzal (wystrzelonych na raz).Odparlem, ze jesli naciagnie luk z taka iloscia, to zerwie sobie sciegna.Poradzilem (!), aby naciagnal tylko 22 strzaly (moja glupota czasem mnie przeraza ;)

2. Ze skosnookimi ciag dalszy: znalazlem sie w BARze (pozno w nocy, wewnatrz nikogo prawie nie bylo), gdzie przy stoliku siedzial moj znajomy.Obok niego znajdowal sie jakis Japonczyk lub Chinczyk.Qmpel przedstawil mi go - podalem mu dlon mowiac: "Yxxxxx".On widocznie nie zrozumial, bo o cos spytal, tak wiec kontynuowalem: "Lxxxxx albo Lxxx".Wtedy sie usmiechnal.Powiedzial jak sie nazywa, jednak nie pamietam.Mial zniszczona twarz w bliznach po jakichs krostach.

3. Potem byle jeszcze jedna przygoda z Japonczykiem: tym razem starszym, a moze nawet starym.Poradzilem mu, aby popatrzyl w lustro.Na twarzy mial male strupy."A wiec to prawda, moze ja naprawde mam guza?" - odrzekl.

4. W nastepnym snie znajdowalem sie w.... przyszlosci? Miasta zasypane piaskiem, ale nie bylo blokow, tylko 1-2 pietrowe "wille".Gdzieniegdzie widac bylo ludzi.Siedzielismy ze znajomym i jakims gostekim obok malucha, a we wnetrzu znajdowaly sie straki jakby fasoli, jednazke nie byly wygiete, ale proste; dlugosc ok.20 cm, wewnatrz po kilka nasion.Powoli zaczela zblizac sie jakas starsza para.Facet stanal dalej, a babka podejszla blizej :-) Zabrala znajomemu 2 konserwy mowiac, iz kiedys mu pozyczala i teraz chce je odebrac.Qmpel wyrwal jej puszki.Spytalem, co jest w stanie zrobic za zywnosc, na co ona: "Mozesz mnie pieprzyc ile tylko razy zechcesz".

Po jakims czasie uslyszelismy glosny ryk, jakby zblizajacego sie zwierzecia.Nie bylo wiatru, jednak slonce nie swiecilo jak na pustyni.Kazdy patrzyl w strone horyzontu, jakby z tamtej strony mialoby cos nadejsc.

W dalszej czesci 'pustynnego' snu pamietam glosne uderzenia, jakby pioruna.Okazalo sie, ze z dokladnoscia roku wystepuja tam burze, ale... bardzo rozniace sie od tym "ziemskich" - bez opadow.Byly to kopuly, w ktorych bily pioruny.Calosc ok.10 m srednicy, wysokie na 5 (w zaleznosci od mocy pioruna).Zauwazylem pierwsza z nich - wewnatrz niej piasek zostal spalony, a moze przykopcony - mial czarna barwe, a wiec wewnatrz kopulki znajdowal sie idealny, ciemny okrag.Kopuly zaczely przesuwac sie w strone budynkow, pozostawiajac na piachu czarne slady, jakby żarzace sie resztki.Podchodzily do budynkow, wiec krzynkalem, ze cale miasto moze splonac, poniewaz domy sa z drewna, a nie ma wody.Chwycilem sciane jednego domu, ktora wywrocila sie.Kopula pochlonela drewno nie zostawiajac ani sladu.Podobnie robilem z innymi domami na drodze piorunow (widocznie konstrukcje byly bardzo delikatne).