sobota, listopada 12, 2005

22/23 lutego 2004

KONTROLOWANY SEN

Dzis senna rzeźnia, bo znow mialem LD - wczoraj jak zwykle powiedzialem sobie przed snem "zaklecie" i... zadzialalo :)

1. Najpierw znalazlem sie w jakies fabryce, cos na ksztalt tej z II czesci "Obcego" - rusztowania i wielkie przestrzenie miedzy nimi.Wszystko zaczelo sie od wyostrzenia konturow dloni, ale tym razem prawej, co mnie lekko zaskoczylo.Rzucilem cos do dziury miedzy schodami, ale zniklo w ciemnej mgle ponizej.Stwierdzilem, ze tego jeszcze we snie nie robilem, wiec skoczylem przez barierke i lecialem w dol.Wiem, ze gdybym zamknal oczy przy uderzeniu, to pewnie bym sie obudzil, wiec patrzylem do konca i bezpiecznie wyladowalem.Znalazlem sie w moze jakies szkole, przez okna wpadalo slonce.Wnioskuje, iz byla to szkola, poniewaz po obu stronach korytarzy widzialem mnostwo drzwi.Mialem chyba wystarczajaco duzo czasu, poniewaz postanowilem zaczac od gory i systematyczie schodzic w dol budynku, zagladajac przy tym do kazdej sali.Wbieglem po schodach na gore, ale byly tam nowe korytarze.Biegalem po pietrach nie mogac znalezc szczytowego, w koncu znalazlem sie obok mojej dawnej klasy na IV pietrze w SP10.Wszedlem do srodka, gdzie siedziala Magda Bartczak.Pomyslalem, iz moge tu przeciez robic wszystko, ale dziwnie sie zlozylo, poniewaz tym razem nie chcialem! Usiadlem przy niej, patrzylem na piekna twarz i powiedzialem, ze jest bardzo ladna dziewczyna.Ta odwrocila sie twarza do mnie (wczesniej siedziala bokiem), usmiechnela i podziekowala.

2. Nastepny sen, czesciowo swiadomy: teren opadajacy lekko w dol, otwarte pole, na podniesionym obszarze widoczny las, toczy sie jakas bitwa.Jestem zolnierzem, kryje sie przy jakims jadacym czolgu.Ktos wskakuje na niego i strzela do mnie z wielkiego karabinu, takiego jak w "Predatorze".Nie odnosze ran, ale denerwuje mnie to.Zrzucam strzelca, ale ten powtarza wszystko.Mowie mu, iz jeszcze raz strzeli do mnie, to polamie mu rece.Ten powoli zbliza sie do karabinu i... zaczyna strzelac! Lekko go pobilem, spadl z wiezyczki.Czolg byl jakis dziwny, czyba jeden z pierwszych, poniewaz tylne kola byly dosc duze, przednie male, a sam przod opadal w dol.Sam pojazd byl wysoki, moze jakies 1,5 m na ziemia + wysokosc wiezyczki.Tak wiec gostek spadl z czolgu, a ja za plecami mialem 2 sciany, moze mur - bylem w kacie, wiec kiedy czolg wykonal zwrot - balem sie, ze mnie zmiazdzy, ale udalo mi sie przycisnac mocno do sciany i tak ocalalem.
Ktos oznajmia zakonczenie wojny, wszyscy poruszaja sie w kierunku lasu.
Zostaje na polu, widze jakies starsze kobiety.Kiedy poruszam sie obok skib - zauwazam na ziemi jakis diadem na glowe, srebrny, ale czesc jest oderwana, jakby sie odlutowala.Podnosze go, dalej znajduje jakby slonia z powklejanymi drogimi kamieniami.Podnosze go i ide dalej.Slysze jakies stukniecia - okazalo sie, iz szlachetne kamienie zaczely od niego odpadac, wiec podosze je z ziemi umieszczajac na tych samych miejscach na sloniu.Brakuje jednego kawalka.Zbieram jakies inne precjoza i chwam je w kieszeni.Zjawia sie ktos z odkurzaczem, a ja spostrzegam, ze zbieram cos z podlogi w jakims mieszkaniu, jakby male, walcowate koraliki.