sobota, listopada 12, 2005

21/22 lutego 2004

1. Wygladam przez jakies okno, moze na 3-4 pietrze, widze kilka domow.Wyglada, jakbym znajdowal sie w Kozuchowie na 3 pietrze, gdzie mieszkala dawniej moja babka.Przygladam sie posesjom i stwierdzam, ze na kazdej jest tyle miejsca, iz mozna wybudowac drugi dom.Kiedy patrze uwazniej widze rzeke (tych miejsc tam nie ma!), dalej jakis most - niby glogowski, znajdujacy sie w rzeczywistosci przed Serbami.Zauwazam ludzi spacerujacych brzegiem rzeki, pod mostem stoi jakas grupka chlopcow.Znajduje sie nad rzeka, stoje na skarpie.Wode oddziela wysokie ogrodzenie z zespawanych ze soba pretow zbrojeniowych, takie jak czasem na boisku szkolnym.Widze moja babke z Kozuchowa, ktora chce zejsc, ale nie robi tego normalnie, tylko kladzie sie glowa do przodu i zsuwa sie z gorki do wody.W jednym miejscu ogrodzenia znajduje sie ok.2 metrowej szerokosci dziura, przez ktora przechodze.Skarpa jest prawie pionowa, wiec zsuwam sie do wody po jasnym piasku.Zanurzam sie caly, ale cos wypycha mnie nad wode.Stoje na malym kamieniu, przede mna pionowa sciana z piasq.Widze nad sobo betonowa plyte, ktorej moglbym sie zlapac, pod nia zauwazam siano lub resztki suchej trawy, w ktorej znajduja sie węże.Lapie 2 z nich za ogony i wrzucam do wody.Lapie trzeciego, ale urywam mu kilka cm ogona.Inny wpelza mi do rekawa lewej reki.Chyba go stamtad wyciagnalem.Ponownie zanurzam sie w cieczy, lecz znow cos wyrzuca mnie na powierzchnie.Probuje rozkopac piasek, ale kazdy rok zbliza mnie do wody.Wpadam - wyskakuje.Zamykam oczy i szybkimi ruchami rąk oram skarpe; po chwili wykopuje dosc duza dziure i wiem, iz jestem juz bezpieczny.

2. Rozmawiam z pracodawca - chyba w Anglii; babeczka mowi po Polsku, wiec nie mam klopotu z porozumiewaniem sie.Mowi, ze jestem pierwszy i czeka jeszcze na 5 osob z innych krajow.Szukam mojego elektronicznego tlumacza, ale nie mam do niego baterii - takich malych, jak do zegarka.

Ogladam jakis magazyn (maly format, dodatek do "Super Expresu" z kosmonauta i Marsem na okladce), gdzie zauwazam na jednej stronie kilka węży.