piątek, listopada 11, 2005

20/21 lutego 2002

1. Jest okolo poludnia, swieci slonce.Znajduje sie na przystanku, za ktorym biega gdzies moj pies z dobermanem.Na przystanku po lewej stronie siedzi moja mama i rozmawia z jakas babeczka o mojej dziewczynie, ktora mieszka podobno w Egipcie.Babeczka zaczyna opowiadac jakim to wspanialym panstwem jest Egipt.Na przystanku sa jeszcze 2 mlode dziewczyny siedzace na lawkach oraz kilka osob (nieokreslonych) na zewnatrz, przy ulicy.Wczesniej przyszedlem w samych skarpetkch, co zauwazyli pozostali oczekujacy na autobus.Kiedy podszedlem blizej okazalo sie, ze moje buty miala na nogach moja mama, ktora wlasnie je sciagnela.


2. Podjechal autobus "krotki" (tzn.nie przegłubowy), do ktorego wsiadlo trzech mezczyzn, ale kiedy jeden z nich chcial wysiasc, jeden z wczesniejszych pasazerow przylozyl mu pistolet do glowy i kazal wsiadac.Dodam jeszcze, ze otworzyly sie tylko ostatnie drzwi.Po chwili wyszlo 2 gostkow z bronia; jeden w krotkich spodenkach, siwy z duzymi wasami.Powiedzieli mierzac w ludzi na przystanku, ze "nic nie widzielismy i nie mozemy o tym nikomu powiedziec".Po chwili wyszedl tez jakis arab, ktory zaczac cos mowic w swoim jezyku i wyciagnal zlozona w kwadracik kartke, ktora trzymal w wyprostowanej rece; byla zapisana duzymi literami po obu stronach.Nikt nie chcial podejsc, wiec wzialem ja od niego.Trzej mezczyzni wsiedli do autobusu, ktory wolno ruszyl.Od razu powiedzialem mamie, zeby zadzwonila na policje, co wlasnie robila (dzwonila z komorki).Autobus przejechal kilkadziesiat metrow, po czym skrecil w prawo, miedzy bloki mieszkalne.

Podjechal drugi bus, przeglubowy, do ktorego wsiedli wszyscy na przystanku.Okazalo sie, ze w nim rowniez sa terrorysci.Kiedy ten przejechal kilkadziesiat metrow i minal skret w prawo zauwazylem, ze wczesniejszy
pojazd zaczal ruszac, a po chwili oba samochody spotkaly sie na ulicy, lecz "moj" autobus jechal bardzo szybko.Krotki pojazd zatrzymal sie nagle, a auto, ktorym jechalem przejechalo przed przodem pojazdu, sunac w strone budynkow i ludzi znajdujacych sie ponizej ulicy, w dole.Znajdowalem sie na koncu autobusu, gdzie bylem chyba najbezpieczniejszy.Powiedzialem mamie, zaby trzymala sie mocno, co sam takze uczynilem.Autobus zjechal ze skarpy przez chwile lecac w powietrzu.Opadl na ziemie uderzajac w nia i pedzil w setki ludzi, ktorzy zebrali sie na jakim targu badz pokazie.Nikt nie uciekal, poniewaz scisk byl duzy.Kiedy wjezdzl w tlum slychac bylo odglos lamanych kosci, a wnetrze autobusu zaczelo byc coraz ciemniejsze za sprawa krwi, ktore byla na wszystkich szybach.Postanowilem wybic tylna, duza szybe kopiac ja prawa noga, ale zrobilem tylko mala dziure.Auto pedzilo dalej i na koncu placu wjechalo w niski bialy budynek z kilkuspadowym dachem (chyba kosciol).

3. Pelno kurzu, nic nie widac.W autobusie cisza.Rozbilem szybe piescia i wydostalem sie na zewnatrz podtrzymujac mame (nic jej sie nie stalo).Z kartka w prawej dloni wbieglem do jakiegos wiezowca, a ze mna dwie osoby, ktore wyszly calo z autobusu.Zaczelismy dzwonic do kilku drzwi na parterze, aby poinformowac przez telefon odpowiednie wladze.Otworzyly sie jedne z nich, a ja zaczalem mowic o wypadku i poinformowaniu policji."A moze pojdziemy popatrzec?" - zaproponowala babeczka."Nie -powiedzialem- dzwon szybko na policje!" Zamknela powoli drzwi.Bedac na klatce schodowej spostrzeglem, ze w miejsce wypadku jada jakies samochody z drewnianymi palami, czolg oraz ekipy budowlane, ktore od razu rozpoczynaja prace, poniewaz slychac bylo mloty pneumatyczne.Wbieglem z mama na drugie pietro bloku (?) i okazalo sie, ze na kazdym sa tylko jedne drzwi.Na ostatnim pietrze znajdowala sie dodatkowo drabinka,
ktora prowadzila nieco wyzej, gdzie w scianie znajdowala sie nisza z dodatkowymi drzwiami.W scianie przy wycieraczce (po lewej stronie) byl maly otwor, a obok lezala cegla.Mama wsunela wiec ja do otworu i nacisnela maly kwadratowy przycisk obok drzwi, a nastepnie same drzwi.Odsunela sie jakas klapa i odslonila drzwi na nizszym poziomie, przez ktore weszlismy.Wystarczylo, ze przymknalem drzwi, a one zamknely sie
automatycznei na 2 zamki; byl jeszcze lancuch, ale pomyslalem, iz te zabezpieczenia wystarcza.Wszedlem od razu do pokoju po lewej stronie i na ciemnobrazowych, lakierowanych meblach (szafce?) polozylem kartke od terrorysty.Podeszlismy do okna, gdzie obserwowalismy wszystko.Ludzi bylo malo, co wydalo mi sie toche dziwne, lecz pojawila sie policja w kowbojskich czapkach i zagranicznych wozach.Chcialem rzucic kartke (przez okno) jednemu z nich, lecz uswiadomilem sobie, iz moze zniesc ja wiatr z takiem wysokosci.Pobieglem wiec po nia i zaczalem rozwijac, a z zewnatrz wylecial bialy proszek, ktory obsypal mi reke.Wstrzymalem oddech, zawinalem kartke i pobieglem do ubukacji, gdzie wszystko wrzucilem do muszli.Wrocilem do pokoju i wytarlem dokladnie meble.Ponownie udalem sie do ubikacji, a mama zagotowala w czajniku wode i polewajac wrzatkiem dlon odkarzala ja.