piątek, listopada 11, 2005

18/19 wrzesien 2001

1. Znajduje sie w miescie obok cukierni (dworzec-poczta-cukiernia).Jest ze mna P.U. i kilku "znajomych", ale tylko ze snu.P. wchodzi -sklep dalej- do jakiejs kolezanki-blondynki i co kilka minut wychodzi do nas.Podnioslem ziarno zwiru i wrzucilem do metalowego kosza znajdujacego sie obok sklepu.Po chwili wyszedl z niego wlasciciel i powiedzial, ze jszcze raz ktos otworzy szampana (huk), to sobie z nim porozmawia i... wrocil do sklepu.Po jakims czasie kolega rzucil kamieniem w krate, ktora zabezpieczala drzwi do sklepu.Wyszedl z niego wqrzony wlasciciel w kaszuli z krotkim rekawkiem i teczka, przeszedl do chlopakow na druga stronie ulicy (zbieralo sie pelno osob i jacys harcerze, ktorzy oczkiwali na pociag), podal jednemu z teczke do przytrzymania, podszedl do drugiego, zlapal go rekoma za kark, sciagnal w dol i z kolanka rozbil mu nos, ktory zaraz zaczal krwawic.Wzial teczke i wrocil na druga strone ulicy patrzac, co sie stanie.w tej chwili chlopaki zaczeli wzywac policje, ktorej biurko z radiostacja i policjantem znajdowalo sie w miejscu kiosku.Gostek zdziwil sie i lekko wystraszyl: wszedl do sklepu i zaraz wyszedl w jasnej marynarce, lekko zoltej, poruszajac sie w kierunku PKS'u.Gliniarz powiedzial cos do radiostacji patrzrac na uciekiniera.Widzialo go kilkanascie osob, a reszta byla zajeta krwawiacym czlopakiem.Gostek biegl, wiec zatrzymali go trzej wojskowi w mundurach-wytlumaczyl im cos i biegl dalej.Przy dworcu zebralo sie kilkadziesiat osob zaciekawionych sytuacja i czesc z nich zaczela go gonic.Uciekal dalej w strone zamku, gdzie przebywala grupka dzieciakow.Na widok biegnacych w ich strone tlumow zaczali biec w strone dworca placzac i krzyczac, poniewaz nie wiedzieli, co takiego wydarzylo sie.

W tym momencie kucnalem kolo sklepu, a moj znajomy rzucile kamyk, ktory uderzyl w krate.Pomyslelem sobie, ze wlasciciel sie zdenerwuje (sytuacja sie powtarza!), wiec wszedlem do sklepu, gdzie znajdowal sie P. z qmpelka.W gablocie zobaczylem jakies wisiorki, wiec zapytalem, czy sa to znaki zodiaku.Sprzedawczyni podeszla, ale stwierdzila, ze nie wie.Wyszedlem ze sklepu i wszedlem do pomieszczenia obok, w ktorym pracowal "uciekinier".Bylo tam mnostwo xiazek prawniczych, wiec zapytalem, czy jest to antykwariat.Odparl, iz cos w tym rodzaju i ze mozna dodatkowo wypozyczyc xiazke.Chcialem zakupic jakis komix, a on wreczyl mi kilkunasto stronicowy kwestionariusz, ktory trzeba bylo wypelnic, aby cos nabyc.Zaczalem wypelniac, jednak nie wiedzialem, co w nim wpisywac.Powiedzial, iz komix na razie wycenil na 6 zl.Zaczal wpisywac cos do kwestionariusza: 6 * 0,5 +... w tym miejscu podstawial jakies skomplikowane wzory.Kiedy cena komixu zaczela rosnac powiedzialem, ze w takim razie rezygnuje z zakupu.Zdenerwowal sie i zaczal krzyczec.Wyszedlem ze sklepu, a on podszedl do drzwi i trzasnal nimi.

2. Poszedlem na przystanek autobusowy, gdzie wlasnie zajechal 57 (na przystanku 50!).Szedlem powoli, bo bolaly mnie piszczele, prawa reka zatrzymujac jadace auta.Kiedy podszedlem by wsiasc - znajomy byl juz w srodku, a kierowca zamknal mi przed nosem drzwi i zaczal jechac.Zlapalem drzwi i tak pokonalem kilka metrow; zatrzymal sie ponownie i otworzyl mi drzwi.Autobus skrecil w strone "manhatanu".W autobusie nie bylo miejsca; zauwazylem jakiegos cygana w bialej koszulce na ramiaczkach i dwie cyganki. takze w bialych koszulkach.Cygan byl mlody; wstal i zaczal zblizac sie do mnie.Wyciagnalem noz, zaczalem mowic cos w jego jezyku, po czym przecialem mu skore na lewym boku brzucha.Usiadl i jechalismy dalej.Kiedy patrzylem przez okno po prawej stronie, zobaczylem olbrzymie stepy z dziecmi i dwoma chudymi psami, pogorki porosniete trawa i w oddali gory.Spytalem co to za kraj, a cygan powiedzial, ze PrzedVietnam i ze bedziemy mijac inne kraje.Potem przykleil mi gume do zucia na srodku plecow.Odkleilem ja i wyrzucilem.



Po przebudzeniu i odbiorze poczty wszedlem na strone www.wrak.prv. pl, gdzie znalazlem text "ostatnio wydane" z okladka komixu "CYGAN".