piątek, listopada 11, 2005

16/17 września 2002

Wstalem o 11:14

1. Bo zapomne: dzis kilka snow i pamietam raczej wiekszosc.Pierwszy? Hmmm.... domek zaraz przy plazy, bardzo duzo osob, chociaz polozenie slonca (a raczej jasnosc, oswietlenie morza) wskazuje na 17-18.Mam tez drzwi balkonowe z bialymi firankami.Wystarczy krok, aby znalezc sie na cieplym piasku.Weszla jakas kobieta - jej syn mowi, ze pomylila drzwi.Wychodzi.Wchodzi jakis facet - ostrzegam go, ze to wlasnosc prywatna.Wspomina cos o checi zobaczenia jak wyglada domek.Wqrzam sie przeklinajac, facet zaczyna sie ze mna klocic.

2. Ta sama plaza, ale nieco inna.Jestem biegnacym w grupie zolnierzem, ktory przeszedl do "nastepnego etapu"; z kilku tysiecy osob wylosowano 80 - jak odpowiedzial dowodca na pytanie innego czlowieka.Mam ubranie, buty, karabin i plecak - plaza zmienia sie czesciowo w olbrzymia lake z mnostwem mundurowych.Poligon? (to pewnie przez te Twoje WOJSKO ze "Smoka" -DOPISANE 4 marca 2005: tego dopisku nie pamietam dobrze, mozliwe iz jest to odpowiedz przeslana mojej znajomej Evie z Warszawy w odpowiedzi na jej wczesniejszy e-mial).

3. Tym razem jade autobusem - siedze na koncu rozmawiajac z dwoma chlopakami.Jada przebadac jakas stara fose kolo fortu wojskowego.Opowiadam im o swoich przygodach z wykrywaczem i wzywaniu saperow.Znajduje sie przy glebokiej fosie obok drogi.Skarpy sa wysokie.Do wody podchodzi jakies dziecko, ktore do niej wpada.Nie pokazuje sie przez dluzszy czas, totez jego ojciec skacze "na glowke".Dziecko wyplywa na srodku, wiec ojciec doplywa do niego.W tym samym czasie ukazuje sie przy brzegu czapka dziecka, wiec jego brat (lub siostra) skacze do wody po czapke.Przy brzegu stoja 2 osoby, ktore smieja sie z tej sytuacji.Ojciec lapie dziecko, wskakujac do jakiegos samochodu, w ktorym siedze rowniez ja - tylem do kierunku jazdy.Po pewnym czasie ojciec kaze dziecku wysiasc; jednoczesnie mowi, iz zaraz po niego przyjdzie.Maly placze, a ojciec smieje sie zamykajac jednoczesnie drzwi.Samochod odjezdza, chlopiec patrzy caly czas w kierunku ojca.

4. Sklejalem materac, jednakze byl przedziurawiony na wylot; przylepialem na niego mala latke, wczesniej smarujac boki dziurki klejem.Po chwili przeczytalem instrukcje: nie uzywac na gumowych wyrobach.Okazalo sie, iz materac w posmarowanym miejscu zaczynal sie rozpuszczac, tzn.guma zaczela "puchnac".

5. Biegam boso, lecz w pewnym momencie okazuje sie, iz mam na stopach pijawki.Pozyczam papierosa od znajomego - przypalam je, a te odpadaja.Po jakims czasie wyszlo, ze zagniezdzily sie w moim ciele i co jakis czas wychodza przy palcach nog.Odrywania ich nic nie daje.Wyrozniam 2 rodzaje robakow: jedna podobne do glizd o dl.2-3 cm, drugie krotkie, moze jakis 5 mm.Sa zawsze razem, tzn.Para pod kazdym palcem u stopy.Ktos doradza mi, abym wlozyl nogi do miski, a nastepnie wsypuje jakis proszek.Po chwili robaki oddzielaja sie od ciala oraz po chwili nieruchomieja.Sprawdzam stopy - czyste jak dawniej.

6. Znajduje sie w jakims duzym sklepie - obok mnie jest... Lobo - rzeznik wszechswiata, bohater komixowy :) Dlugie wlosy, twarz pomalowana w czarno-biale wzory.To chyba byl napad, lub jakas akcja zbrojna.Ubrany jestem jak zolnierz.Probuje szukac dla siebie odpowiednich butow, jednak wszystkie wygladaja raczej smiesznie: "BUTY WOJSKOWE" to zwykle, skorzane sandaly z olbrzymia iloscia otworow.Mowie do jakiegos czlowieka, ze szukam takich z metalowymi wkladkami przy palcach, numer 43.Lapie go wykrecajac reke, jednoczesnie zwracajac sie do Lobo, aby podal mi noz.Ten nie namyslajac sie dlugo probuje podciac gardlo tej osobie.Udaje mu sie tylko przeciac skore, co denerwuje mnie, poniewaz chcialem zakladnika tylko nastraszyc.

7. Znajduje sie w "Fantazji", a dokladniej na zewnatrz lokalu.Leze na trawie, na mnie jakas dziewczyna w czerni, z krotkimi, kreconymi wlosami.Obok stoi kufel z piwem.Zaczynamy calowac sie, potem ona siada na mnie.Wychodze na chwile do ubikacji, gdzie zapalam swiatlo.Slaba zarowka zapala sie gdzies na zewnatrz.Tam przy stoliku siedzi Krzysiek (szef), a przy innym kilka nieznanych osob - zalatwiam sie do pisuaru, ktorego w rzeczywistosci nie ma; obok niego, po prawej stronie znajduja sie okna z zaluzjami (w rzeczywistosci nie istnieja).

8. Jade motorem, lub samochodem bez dachu.Prowadzi moj ojciec, a wewnatrz jest jeszcze jeden chlopak.Zblizamy sie do zakretu w prawo, gdzie przy samym luku stoi pelno bialo-czerwonych, drewnianych barierek.Pytam dokad jedziemy - po pistolet.Dojezdzamy do malego ronda -wszedzie pelno zieleni, jakies drzewa i kilka samochodow.Jedziemy dalej, caly czas w prawo.Z daleka widze jakis kosciol z ostro zakonczonym dachem, po chwili jakby cerkiew (z dachem okraglym).Juz po chwili pokazuje sie nastepna, lecz tym razem wszystko wskazuje na to, iz byla to dawniej latarnia, obudowana obecnie szklanym "kokonem".Wjechalismy do jakiejs wioski, w ktorej jakby czas zatrzymal sie.Obejrzalem sie za siebie i zauwazylem dosc duza sciane jakiejs stajni, stodoly -sam nie wiem.W tej samej scianie (z malych kamieni oraz cegiel) zauwazylem olbrzymi plaski glaz wmurowany w sciane.Ksztaltem przypominal mape Ameryki; jego wielkosc to przynajmniej 5 na 8 m.Co jakis czas rozebrane budynki, duzo gruzu.Przejezdzamy obok wysokiego domu na skarpie, gdzie w jego parterze zamurowane zostaly otwory okienne.Widac jasne, odzielajace sie od reszty cegly.Przed domem rozwieszone na sznurku pranie - glownie skarpety i bielizna.Smieje sie, ze wyciagajac dlon moge wziac sobie cos na pamiatke.Za nami cos jedzie - kiedy podjezdza blizej okazuje sie, iz jest to pralka automatyczna.Po chwili mija nas.Zadnego kierowcy - same kola na dole.Dojechalismy do starego domu, wnoszac cos na gore po schodach.Ojciec wita sie z kolega wowiac, ze przyjechalismy po bron.Facet wychodzi gdzies.Podchodze do jednej ze scian - okazuje sie, iz jest to szyba, a w dole znajduje sie magazyn staroci.Przygladam sie olbrzymiej polce z zakurzanymi xiazkami w skorzanych oprawach.Ktos tam siedzi i czyta jedna z nich.Po chwili zjawia sie facet przynoszac najpiekniejszy rodzaj broni, jaki kiedykolwiek widzialem (stara strzelba).Zarzuca ja na ramie, pokazujac jak mozna ja nosic.Po chwili kladzie na jakischs widelkach.Podchodze blizej.Duzo srebra.Sciagana i rzezbiona nakladka na lufe, troche zlota.Brak drewna, ktore zastopila w calosci kosc sloniowa.Cudo! Pistolet ze snu przypominal czesciowo miecz samurajski.