piątek, listopada 11, 2005

15/16 marca 2003

1. Znajduje sie w srodkowej klatce schodowej w moim bloku, gdzie stoi drewniana lawka (w rzeczywistosci byla tam kiedys).Siedzi na niej kilku moich znajomych, tzn.Zbysiu, M.H., Pablo, chyba nawet P.U.Podchodze do skrzynki na listy, gdzie pod numerem 10 najduje 2 paczuszki do znajomego; jedna na 100% to jakas darmowa reklama.Po prawej stronie widze uchylone drzwi do mieszkania.Otwieram skrzynke bez pomocy klucza wyciagajac listy; w tym momencie drzwi zamykaja sie; niose paczki znajomemu, ale po chwili wracam do skrzynki.Na samej gorze zuwazam 2 pudelka.Otwieram jedno z nich - okazuje sie, iz sa to mazaki.Schodze nizej po 7 stopniach i siadam na pierwszym z nich.Zagladam do pudelka z prawej strony - same odcienie niebieskiego.Otwieram pudelko z lewej strony, gdzie wystepuja prawie wszystkie kolory.Ponownie otwieram paczke i wyciagajac niebieski mazak sciagam biala nasadke; sprawdzam, czy nie wysechl piszac jakis wyraz w bialym wnetrzu opakowania.Zakladam nakretke, ale jednoczesnie spostrzegam, ze wiekszosc mazakow nie ma "czopkow", tzn.sa sciagniete, ale nadal znajduja sie w pudelku, ktore teraz wydaje sie przyjmowac rozmiary szuflady.Przebierajac miedzy flamastrami znajduje dosc duza ilosc malych, plastikowych, glinianych sloni, ktore nastepnie wybieram.Mam juz pelne rece, choc nie wybralem wszystkich.Znajduje maly samochod - dawniej w realu mialem wagon do kolejki, ktory przewozil 2 sciagane autka.Ogladam go odkladajac sobie w miejsce miedzy brzuchem a szuflada (a moze juz kartonem?), kiedy z mieszkania Zbysia wychodzi najpierw jego babka, a potem ojciec.Babka idzie wolno, wiec podnosze karton ze schodow zgniatajac auto, o ktorym zapomnialem.Po ich przejsciu staram sie zebrac resztki ze schodow, wsypujac wszystko na przyczepke auta.Zauwazam, iz resztami tymi sa juz raczej kurz i popiol.

2. Sama ciemnosc, widze wylacznie biale zarysy jakich konturow podobnych do drzwi.Sa ustawone pod dziwnym katem.Przypomina mi to duzy prostokat znajdujacy sie we wnetrzu innego.

3. Jade samochodem, poniewaz znajomy pozwolil mi poprowadzic, a sam stoi i przyglada sie.Jade dosc wolno, na pierwszym biegu.Pod stopami -patrzac odlewej strony- znajduje sie sprzeglo, hamulec oraz gaz pod prawa noga.Mam jakies klopoty z hamowaniem, ale po krotkim czasie dostosowuje sie.Jezdze po moim osiedlu, czasem znajduje sie na drodze pod blokiem wyprzedzajac dziecieki na malych rowerach.Potem parkuje gdzies przy ulicy.Okazuje sie, iz to nie byla Omega, ale jakis wiekszy, dostawczy i bialy samochod.Zaparkowalem dosc krzywo, przy czym uto ociera inny samochod zderzakiem, wiec jakas osoba przepycha go (recznie) i ustawia w normalnej pozycji.

4. Tym razem jezdze mniejszym samochodem, podjezdzajac pod jakies wzniesienie.Znajduje sie wewnatrz budynku, co jest troche dziwne, poniewaz kat wznoszenia podlogi to jakies 45* ,do tego korytarz ma moze metr szerokosci.Znajduje sie na samym dole, a jakies 3 metry powyzej po obu stronach widze zaglebienia w scianach (otworzy drzwiowe bez futryn), ktore prowadza do innych pokoi.Pozyczam od kogos rower, ktorym probuje wjechac na szczyt wzniesienia.Okazuje sie, iz idzie mi to calkiem gladko, o czym mowie jakims osobom: "Jeszcze nigdy tak latwo mi sie nie jechalo".Chwile potem pomyslalem, ze przeciez na podlodze nie ma zadnego dywanu i w tej samej chwili zaczale sie slizgac, tzn.kola obracaly sie w miejscuu, a ja powoli cofalem sie.Zaczalem zjezdzac w dol, ale ze bylem rozpedzony - obrocilem rower bokiem, tak ze opony mogly przyhamowac i bezpiecznie zjechalem ku dolowi.

Rozmawiam z jakas dziewczyna, ktora oznajmia mi : "Jestes za doskonaly i dokladny.Wystarczy, ze popatrzysz na jakas dziewczyne..." (tyle pamietam, poniewaz obudzilem sie).