piątek, listopada 11, 2005

12/13 kwietnia 2003

A wszystko zaczelo sie, kiedy przeczytalem ostatni list Evy o Zydach, no i we snie.... bylem jednym z nich!

Ukrywalem sie w jakiejs willi stojacej na polanie porosnietej trawa, w dole plynela rzeczka, a calosc nalezala do jakiegos niemieckiego doktora (!).Ukrywalem sie u niego na pietrze na tapczanie, pod recznikiem, ktory trzymalem rozpiety.Jakas baba co chwile wpadala do pokoju (chyba jego zona) mowiac, ze to niebezpieczne i przysypujac mnie innym praniem.Co jakis czas sprawdzala, czy moge oddychac.Naprzeciw tapczanu znajdowaly sie drzi, wiec widzieli mnie inni Niemcy, kiedy wychodzili z mieszkania.Zauwazyl mnie takze jeden starszy, lekko lysiejacy na czubq glowy.Po domu chodzilem na czworaka, aby nikt mnie nie zobaczyl przez szybe.Kiedy zajrzalem na dwor - z kazdej strony ustawiali sie 3 Niemcy, ktorymi kierowal ten, ktory mnie obczail.

Potem bylem w jakims zniszczonym miescie, gdzie wisialem za oknem, a podemna kilkunastometrowa przepasc; trzymalem sie jakiejs instalacji (rur) wystajacej ze sciany.Sen czesciowo swiadomy, poniewaz czulem ciezar ciala, ktory utrzymuje na lewej rece, bo tylko nia sie trzymalem.Obok glowy mialem otwor okienny, w ktorym lezaly jakies metalowe odlamki.Podnioslem jeden z nich i chcialem wyrzucic, ale zdalem sobie sprawe, iz jest to czesc karabinu.Pode mna w gruzach znajdowal sie moj znajomy.Zyl i patrzyl na mnie.Zauwazylem takze samolot ze spalonym pilotem.Widzialem jego czaszke z rozchylonymi szczekami.

Potem udawalem niepelnosprawnego-chorego umyslowo Niemca, bo biegalem po miescie podskakujac i wykrzykujac "Hail, hail Hitler!".Znalem troche jezyk, wiec moglem "poszalec" :) Kiedy widzialem grupke oficerow (badz innych w okraglych czapeczkach - salutowalem im, na co oni odpowiadali tym samym).

Znalazlem sie na dworcu, gdzie pod pociag rzucali sie Zydzi (dobrowolnie!).Niemcy nie chcieli do tego dopuscic, wiec strzelali do nich jeszcze na peronie.Ciala znajdowaly sie miedzy mna a hitlerowcami.Zaczalem krzyczen po niemiecku: "Nicht schisen, ich bin - Hans" (bo wtedy tak sie nazywalem - nie wiem jak z pisowania, poniewaz mialem kilkuletnia przerwe w nauce...).Opuscili bron.Na torach zauwazylem kilka cial.Kiedy minalem Niemcow - szedlem do konca wzdluz peronu.Okazalo sie, iz znajduje sie tam ciemne pomieszczenie, do ktorego dochodza tory, lecz tam sie koncza.Lokomotywa zblizala sie do swoistego "pokoju", kiedy wewnatrz oswietlila kilkunastu ukrywajacych sie Zydow.Nie mieli butow, ubrania raczej postrzepione.Jedna z kobiet trzymala na rekach dziecko, inne siedzialy na torach placzac.Lokomotywa zblizala sie coraz bardzie oslepiajac ich swiatlami.Zauwazylem chuda dziewczynke o dziwnej twarzy, jakby doroslej kobiety.Wszyscy zaczeli krzyczec, coraz glosniej i glosniej, a po chwii slyszalem trzask pekajacych kosci.


Znalazlem sie na jakiejs wiosce, gdzie na slupie ogloszeniowym zauwazylem plakat z mala dziewczynka, ktora widzialem na torach.Kilku ludzi przygladalo sie ogloszeniu.W pewnym momencie podszedl maly (niecale 1,5 m wysokosci), gruby czlowieczek o czaszce spiczastej, porosnietej wlosami.Nosil wasy.Przypatrzyl sie i po chwili odszedl.Wiedzialem, ze przetrzymuje dziecko w zamknietym pokoju, wiec bodbieglem do niego od tylu i skoczylem.Powalilem go na ziemie, a ten po chwili prowadzil mnie do swego domu.Po drodze zauwazylem pien drzewa lekko zaostrzony, kory wygladal jak piramida.Obwiazany byl grupa lina, jakims sznurem.Grubas powiedzial, ze drzewo nie moze rosnac, musi umrzec - to jest kara.Wykonalem kilka ruchow dlonmi (w powietrzu, jakbym czarowal); lina opadla, a ja ucieszylem sie.Przeszlismy obok pnia jakies 2 metry dalej.Obrocilem sie mowiac, iz teraz drzewo zacznie rosnac.Po chwili mialo kilka metrow wysokosci i dosc gruby pien, ale nie wypuszczalo jeszcze lisci.Grubasemk powiedzial cos w stylu, ze i tak kiedys uschnie, ale jak na razie to nie nastapilo i powiekszalo sie dalej.

Doszlismy do jakiegos obsianego pola, gdzie zielenina zdazyla wykielkowac na kilka cm.Byla tam jakis inny gostek, ktory zaproponowal mi kilka pelnych przedmiotow skrzyn w zamian za puszczenie karla wolno.W jednaj z nich znajdowaly sie zolnierzyki oraz jakies zabawki, w nastepnej bizuteria srebrna z drogimi kamykami.Zaczalem ja ogladac.Po chwili skladalem bransolete z bialych, plastikowych czesci, ktore laczylem ze soba.