sobota, listopada 12, 2005

10/11 lipca 2003

1. Siedze obok jakiegos goscia, po mojej lewej stronie "znajomy", ktorego nie poznaje.Obcy gostek nosi okulary, wazy jakies 70-80 kg, wiek okreslilbym na 40-45 lat.Na twarzy ma troche zmarszczek, jest bialy, nosi jasna koszule (chyba w jakies paski) z podwinietymi rekawami.Czyta swoje notatki i kiedy probuje zagladnac - zamyka zeszyt.Mowi, ze pracuje w firmie komputerowej.Przypadkowo przypomina mi sie, iz to on wymyslil komputer, ktory zniszczy swiat, a ten dzien wypada wlasnie dzisiaj.Zaczynaja trzasc mi sie rece, a po chwili mdleje.Odzyskuje przytomnosc w wodzie - jest noc, wszedzie plona szczatki samolotu, ktorym widocznie lecialem; slysze krzyki ludzi i widze kilka osob unoszacych sie w cieczy.Znajduje sie obok kadluba samolotu, ktory unosi sie na wodzie.W srodku znajduja sie ludzie, ktorzy probuja wydostac sie z wraq.Udaje im sie wylamac drzwi, ktorymi wychodza i skacza do wody.Obok zjawia sie jakis statek, z ktorego zwisa metalowa drabinka.Wchodze na gore.Okazuje sie, iz jest to amerykanski lotniskowiec; na gorze mnostwo tlacych sie cial, wraki samolotow itp.zgliszcza.Zastanawiam sie, czy pod pokladem ktos przezyl.Wiem, ze wybuchla bomba o ogromnej mocy, a pod wplywem temperatury czesc ludzi zostala spalona, czesc zmiotl sam podmuch.Podchodze do krawedzi statku, spogladajac w dal.Widze plonace miasto, nad ktorym lataja jakies statki z dwoma swiatlami po bokach.Troche przypominaly te z "Terminatora".Strzelaja do jakichs budynkow.Maja nowa bron - dwa "karabiny" po bokach, ktorych pociski sa w stanie przebic wszytsko.Po chwili jakis wysoki budynek staje w plomieniach.Jeden ze statkow strzela do Statuly Wolnosci, dziurawiac ja na wylot.Nie wiem, czy statki mialy na wyposazeniu czujniki ciepla, ale wszystkie zwracaja sie w moja strone i zaczynaja sie zblizac.Kiedy podlecialy - ostrzeliwuja poklad, a reszta ludzi, ktora sie na niego wspiela - skacze do wody.

2. Jestem na jakiejs wyspie, gdzie maszyny pozwolily zyc w spokoju ocalalym ludziom.Jest tam wszystko - od sklepow, po samochody, ktorymi zjezdza sie coraz wiecej osob.Niektore z nich maja przyczepki.Auta sa wspolne.Swieci slonce, na niebie kilka jasnych chmur.Szukam czegos do jedzenia.Na wyspie jest duzo lasow, przedzieram sie przez dzungle.

3. Znajduje sie u babki w Chrobrowie, gdzie wykupilem kawalek jej pola.Po chwili zaznaczam inna czesc przy plocie, gdzie kiedys lezal dzip wojskowy.Mowie, ze ten kawalek takze qpuje.Po chwili znajduje sie nad polem, gdzie widze -jakby na mapie- zaznaczone moye obszary.Oznajmiam, ze qpuje dalsza czesc pola, ktora zaznaczam.Przy koncu plota widze jakies granitowe plyty i pytam, czy w tym miejscu stal kiedys jakis dom.Zauwazam polna droge.Wchodze na nia i juz po chwili po prawej stronie odkopuje kawalek kla sloniowego.Okazuje sie jednak, z jego koniec powieksza sie, a sam kiel ma kilka metrow dlugosci, ale rozpada sie kiedy probuje go podniesc, tak ze wyciagam tylko jego kawalki.Kiedy caly jest odsloniony, tzn.oczyszczony z ziemii - widze wzdluz niego jakies wloka, ktore znajduja sie we wnetrzu - 3 moze 4 sploty, jakby warkocze.Pytam jakiegos czlowieka, czy sadzi, iz jest to kiel mamuta, na co on odpowieda, ze z przodu jest wejscie do piwnicy.Schodze do jakiegos wybetonowanego pomieszczenia, do ktorego wejscie znajdowalo sie tam, gdzie zauwazylem po raz pierwszy kiel.Piwniczka ciagnie sie na calej dlugosci kosci sloniowej, a gostek oznajmia mi, iz kiedys tam trzymano lwa, ktory uciekl i biega gdzies po okolicy.

4. Wspinam sie po jakims dziwnym materiale, w prawej rece mam karabin; w oddali slysze ryk lwa.Ktos mowi mi, abym nigdy nie nosil nabitej broni.Lamie wiec karabin (tak jak wiatrowke) i wyciagam naboj, ale okazuje sie, iz jest to luska od pocisku do mausera (niemiecki pistolet).

5. Jade pociagiem z jakas polityczna ekipa oraz doradcami.Kiedy mijamy jakies miasteczko - pociag nie zatrzymuje sie na stacji; na peronach widac wielu ludzi, orkiestre, niedaleko wesole miasteczko.Nagle w tlum uderza jakis latajacy pocisk.Widze olbrzymi ogien, a kiedy wychylam sie bardziej z okna pociagu - widze chmure podobna do grzyba.Przez to samo okno wychyla sie ow polityk; mowie, iz teraz mozemy rzadzic swiatem, jesli zastosujemy odpowiednia polityke.

- Jak szybko? -pyta jakas staruszka, przy ktorej stoi jej stary maz w kapeluszu dzialkowym.

- Co jak szybko? - spytalem.

- Jak szybko bedziecie rzadziac swiatem.

- Moze za tydzien, miesiac lub rok - odparlem.

- Jak za tydzien, to za pozno.

Polityk zlecil mi rozprowadzanie ulotek i spytal ile trzeba by zamowic.Jeden z jego doradcow mowi, ze 2800.Ja dodaje, iz przydaloby sie 3000 tygodniowo, co po chwili notuje jakas babeczka.Mowie jej takze, iz na nastepnej stacji ma qpic xero oraz drukarke laserowa.Jesli zabraknie nam ulotek, to szybko dodrukujemu.
Przejezdzajac przez kolejne stacje rozrzucam biale papierki zadrukowane z jednej stroony.Mozliwe, iz bylo to wspomniane wczesniej ulotki.

6. Znajduje sie w jakims sklepie spozywczym, gdzie czekam na wozek.Widze Pyoya, ktory przyjechal z Anglii,ale nic nie mowie.Ma na sobie wylacznie majtki oraz koszule.Potem przy kasie okazuje sie, iz gostek przede mna to wlasnie Pyoyo - obraca sie i sciska mnie jak stary znajomy smiejac sie.


Ogladam program "Comming Soon", gdzie wlasnie mowia o filmie "Terminator 1, 3", pokazuja takze latajace maszyny.