poniedziałek, grudnia 12, 2005

17/18 sierpnia 2005

1. Sni mi sie Nadia - ktos obcina jej wosy obok lewego ucha, takie zakrecone, ukladajace sie na policzku.Nadia smieje sie i patrzy na mnie.

2. Sen drugi, krotki: znajduje sie obok mojego bloku, patrze w niebo i widze xiezyc.Okazalo sie, ze obok byl mniejszy, jakby sztuczny, ktory lekko sie obrocil i zaczal leciec, po chwili zauwazylem, ze zbliza sie jakis statek kosmiczny o dziwnym ksztalcie.

10/11 sierpnia 2005

1. Znajduje sie przy basenie, chyba sztucznym zbiorniq z brudna woda, gdzie siedze na betonowym nabrzezu; widze grzbiety plywajacych ryb, ktos mowi jakie to ryby, ale nie pamietam nazwy (moze oklejki lub uklejki).Podplywa jadna, na oko widze, ze dlugosci jakies 20 cm i zmierza powoli w moja strone.Prawa reka chytam ja, ale w wody wyciagam macke jakiegos stwora, ktory zostal pod woda.Macka opletla moj srodkowy palec u prawej reki, zaraz przy kosci.Byla dosc cienka, powiedzialbym max 5 mm, ale sprezysta.Puscila mnie i zniknela pod woda.Palec zaczal puchnac, zrobil sie czerwony i widzialem oparzenie oraz jakby sucha skore w obolalym miejscu, cos jak slad po bardzo ciasnym pierscionku, ktory od wewnatrznej strony ma papier scierny, a wlasciciel rusza nim na wszystkie strony scierajac skore do miesa.... Pierwszy raz od dluzszego czasu czulem bol we snie i to przez dlugi okres.

2. Drugi sen - jestem w sklepie kolekcjonerskim, ktos sprzedaje rzymskie monety; niektore sa dziwne, poniewaz sa to dlugie, pionowe (stojace) kawalki metalu o przekroju kwadratowym, dlugosc moze 10 cm, szerokosc na 5 mm, na koncu kazdego okazu jest kulka.

Sierpien... 2005 b

Sierpien - na pewno poczatek miesiaca: siedze obok kierowcy, wydaje mi sie, iz jest to David z Equadoru.Mowie mu jak ma jechac i co robic, tzn.kiedy skrecic i gdzie; jestesmy chyba miedzy "Kawiarnia X" a bankiem, na skrzyzowaniu.Skreca w prawo, ale przed nami znajduje sie jakies auto.Nie powiedzialem mu o hamowianiu, wiec uderzyl w samochod.Najgorsze jest to, iz jechalismy autem Marka (szefa).Kiedy wyszlismy na ewnatrz - mlody mial rozbita lampe.Kiedy przyszedl Mark - stalismy we trojke (nie wiem, kim byla trzecia osoba) na jakiejs trawie.Mark wreczyl nam dlugie lisy z uszkodzeniami, na koncu zobaczylem cyfre: 547 funtow - tyle mialem zaplacic za naprawe jego auta, pozostali otrzymali podobne info.Mark polewal nam nogi jakas woda, co powodowalo nasze zapadanie pod ziemie.Zapadlem sie po kostki, David caly zniknal pod gleba, a Mark nadal go polewal jakims bezbarwnym plynem.

Sierpien... 2005

Sierpien - na pewno poczatek miesiaca, snu nie pamietam, ale znalazalem w notatniq kluczowe wyrazy z krainy marzen sennych:

- Cher

- nie baw sie kulkami

- wiem, co to 'pisle'

- kreowanie rzeczywistosci

- pręciki

- zobaczysz, co za chwile

- 2+5=7

7/8 sierpnia 2005

Jestem w klubie, moze kawiarni, jest dzien; siedzenia -a raczej lawki- sa podswietlone od wewnatrz, po mojej prawej stronie siedzi jakas dziewczyna w mini sukience.Poznaje ja i pytam, czy nie nazywa sie Marta Szulc (moze Shulc - fonetycznie).Ta potwierdza, obracajac sie w moja strone.Obok niej siedzi krotko obciety chlopak, mowi cos o swojej zonie, ale ona oznajmia, ze nie jest jej mezem.Opowiadam jej, ze chodzilismy razem do przedszkola, do 5-o latkow.Tej nie chce sie wierzyc, ale przed nami pojawia sie budynek przedszkolny, potem caly plac dookola.Opowiadam jej, ze najpierw zamkneli ten starszy budynek, potem calosc, teraz sa tam mieszkania prywatne i ze byloby niesamowicie, gdybysmy kiedys tam wrocili i zwiedzali kazde pomieszczenia, w ktorych sie bawilismy.Opowiedzialem jej, ze miala mlodsza siostre, krotko scieta, a ona -Marta- zawsze miala kucyki po bokach, albo jeden z tylu.Ta potwierdzila wszystko, ale nadal nie chcialo jej sie uwierzyc, ze nadal ja pamietam.


Pamietam ta dziewczyne z przedszkola, nie mam tylko pewnosci co do je imienia i nazwiska.Dziwne, ze przed snem powiedzialem sobie, ze chce jakiegos znaku, po ktorym poznam moja przyszla dziewczyne.Chyba bylo ich za wiele i to doslownych :)

29 lipca 2005

Szedlem najpierw polna droga, nastepnie wyszedlem na ulice, na ktorej nie bylo aut; byla bardzo kreta, rozwidlala sie na kilka stron, po bokach drzewa.Po prawej stronie mialem jakas dziewczyne, trzymalem ja za posladek, chyba szukalismy oczyszczalni sciekow (?).Wyszlismy wreszcie z "lasu" na koniec drogi, gdzie zauwazylem ocean lub moze i powiedzialem: "To chyba nie jest nasza oczyszczalnia, bo nie widac drugiego brzegu".Zaczely pojawiac sie domy i zauwazylem, iz za nami stoi inna dziewczyna z chlopakiem - widocznie nasi znajomi.Laska wlosy dlugie, raczej ciemny blond, nosila okulary, miala bialy sweter rozpianany wzdluz, ciemna spudnice do kolan.W dloni trzymala 10 Funtow.Zapukala do drzwi, wyszedl jakis facet krotko sciety, takze w okularach, moze 35 lat.

- Przepraszam pana, czy bylby pan tak mily i spytal rodzicow, czy nie zawiozlby nas do miasta? zaplace 10 funtow.

- Nie musze pytac rodzicow, moge was podwiezc.

No i w tym czasie zza jego plecow wyszla z domu matka oraz starszy ojciec; oznajmili, iz ich syn jest pijany i nie bedzie prowadzil.Chlopak, ktory byl z moja znajoma wyciagnal z kieszeni jakas metalowa rurke, czarna, dlugosci moze 12 cm i srednicy 1,5 mm, i uderzyl pijaczka w glowe.Ten stracil przytomnosc.Ojciec podtrzymal go i polozyl kolo drzwi, pod glowe kladac jakas koszule.Mial na rekach krew.Podziekowal mojemu znajomemu za to, iz jego syn nie musi teraz prowadzic auta pod wplywem alkoholu.

27/28 lipca 2005

1. Pierwszy sen byl z Nadia, lezelismy gdzies lub prawie siedzielismy - dotykala plecami mojego brzucha, obejmowalem ja trzymajac prawa dlon na jej brzuchu, ona polozyla swoje dlonie na moich, a glowe trzymala obok mojej.Powiedziala: "Come with me to Spain".Potem bylem chyba za granica, Nadia miala gdzies jechac pociagiem; miala juz qpiony bilet, a kiedy sie z nia zegnalem - widzialem siebie lezacego na ziemi, wyprostowanego; po chwili cialo zaczelo znikac i widac bylo tylko kosci, nastepnie nawet kosci staly sie niewidzialne.Kiedy po chwili wszystko wrocilo do normy - stalem z nia na schodach prowadzacych do jakiegos palacu lub pieknej budowli z bialego kamienia, wszytskie domy wokolo byly bardzo jasne, stalo kilka osob, pogoda doskonala, bardzo duzo slonca i bezchmurne niebo.Nadjechal pociag i nie wiem jak znajezlismy sie w srodku, gdzie razem z nia szukalem wolnego przedzialu.Wszedlem do toalety, a okazalo sie, iz jest tam jakis gostek, ktory wlasnie sciagal koszule.Troche sie zdziwilem, iz nie zamknal drzwi od wewnatrz, treszta nie byl to kibelek, ale prywatny przedzial (?).

2. Jestem zolnierzem niemieckim, bronimy jakigos budynq, ktory nie ma jednej sciany, tylko ta od strony wroga.Wszyscy zostali zabici, tylko ja przezylem, walczylismy chyba z Anglikami.Bronilem sie do ostatniego naboju, potem znalazlem tylko ognie sztuczne, ktore i tak chcialem wyslac podpalajac w kierunq wroga.

3. Znajduje sie na wzgorzu, ale nie gorze.Patrze w dol i niedaleko widze jakby szeroki row, ktory wylozony jest kamieniami; obok -wzdluz niego- ciagnie sie po bokach wysoki i gruby mur obronny -takze z duzych, kwadratowych lub prostokatnych kamieni), lecz miejscami ma wielkie przerwy.Ktos powiedzial, ze obie budowle sa rzymskie i bardzo stare.Wchodze na te dziwna droge i patrze w lewa strone kucajac, poniewaz po bokach rosna drzewa i krzewy zaslaniajace mi widok - droga wydaje sie nie miec konca (ani poczatq) i niknie w cieniu drzew, jakies kilkadziesiat metrow dalej.Schodze z niej, przechodze obok muru caly czas kierujac sie w dol doliny.Slizgam sie po zboczu za murem, gdzie aqrat jest gola, wilgotna i czarna ziemia; lapie kolczaste krzewy hamujac nieco.Zatrzymuje sie 2-3 metry nizej, zaplatany w kolce.Powoli odrywam je od ciala, aby nie uszkodzic oczu i glowy, gdzie kilka wlasnie mi sie wbilo.

25/26 lipca 2005

1.Wracam autokarem z Arktyki (?), siedze w rzedzie po lewej stronie, przedostatnie siedzenie, za mna siedzi jakis chlopak; znajduje sie obok przejscia, nie przy oknie, ale widze biale, osniezone pola, raczej nie na plaskim terenie, lecz na malych pagorkach, tak ze nie widac nic poza nimi.Zjawia sie jakas rodzina: matka + ojciec + 2 dzieciaki; przesuwaja sie do srodka autobusu, jednak po chwili siadaja za kierowca.Pilot mowi, aby kazdy sprawdzil numer siedzenia na bilecie i przesiadl sie.Moj to 39, ale nie wiem, czy siedze na odpowiednim fotelu.Przede mna widze numer 41.Do autokaru weszla jakas blondyna, krotko scieta - wlosy przylegajace, moze w wieku 24 lat, oczy wymalowane dookola na czarno, swietnie wygladala.Dzwigala torbe podrozna, podobna do mojej, ale mniejsza, kurtka chyba skorzana z foterkiem przy szyi.Popatrzyla na mnie, chyba szukala miejsca.Pilot zaczal opowiadac dowcipy (zadnego nie pamietam), a za oknem po lewej stronie widzialem ludzi na polach, glownie dzieci, ktore machaly osobom wewnatrz autokaru.Ktos po prawej opowiada, ze wszyscy mieli klopoty z rozrywka, ze zamieniali dziewczyny na nowe gazety, bo tak sie nudzili, a potem nawet przerzucali sie na grube, jak Wlosi (?).

2. Jestem w jakims miescie, na dworcu.Szukam pociagu do mojego miasta - znajduje je na tablicy (wisi dosc wysoko, tlo czane, a przynajmniej ciemnoszare, na wysokosci moze 4 metrow), ale nie moge odczytac godzin odjazdu, sa niewyrazne, prawie calkowicie wyblakle.Obok przechodzi Elka R., ma zepsute zeby, ciagnie mnie na zewnatrz, ale nie chce isc.Chyba jest dziwka i szuka klienta.Kiedy wychodze z dworca - widze w jej prawej dloni maly worek z bialym proszkiem.Miasto jakby wymarle; dookola kolorowe, przedwojenne domy/kamienice.

23/24 lipca 2005

Tato qpil piwnice Tadka, tylko wewnatrz byla 2x wieksza, do tego na podlodze pelno zwiru.Pamietam, ze Tadek wykul w podlodze schowek na ziemniaki, wiec prubuje go wymacac noga.Znajduje wlaz, ktory po oczyszczeniu podnosze.Pod nim znajduje sie nastepny, jednak zamkniety na klodke (bardzo duza, masywna i stara), nie moge go otworzyc, ale nawet nie probuje.Odsuwam sie i widze, jak z otworu (byl juz otwarty) wydobywa sie ogien, dookola lataja iskry.Ktos mowi, ze "brama piekla".

15/16 lipca 2005

Pamietam tylko tyle, ze bylem w kuchni Culver Diner i ktos mowil mi, iz musze najpierw zuzyc pojemniki na ryby.Staly na polce obok mikrofalowki (oczywiscie kiedy po przebudzeniu poszedlem do pracy - nie bylo zadnego i musieli pakowac ryby w pojemniki po chipsach).

14/15 lipca 2005

Sni mi sie A.K.Stoi usmiechajac sie, odgarniam palcami prawej dloni dlugie, czarne wlosy z jej czola.

13/14 lipca 2005

Chodze po lesie z jakims facetem, chyba zbieramy grzyby.Po lewej stronie stoi mur o wysokosci moze 2 metrow - nie widze co znajduje sie poza nim, wykonany chyba z cegly i otynkowany; po prawej stronie krotka trawa, drzewa raczej sosnowe.Kiedy wchodze w glebsza trawe - pojawiaja sie prawdziwki, najpierw zbieram kilka, potem jest ich kilkadziesiat.

7/8 lipca 2005

Sen erotyczny, "bawilem sie" z jakas dziewczyna, potem podgladal nas maly chlopak, moze 10 letni.Udawalem, ze spie i przymykalem oczy, a ten dalej sie w nas wpatrywal.

27/28 czerwca 2005

1.Zaczyna sie od tego, iz widze w sloneczny dzien spadajace kolo szkoly nr.10 widocznej z okna w Glogowie meteoryty, ktore ciagna za soba szara/ciemna smuge dymu.Jest ich coraz wiecej, dzieciaki podbiegaja i probuja wyciagac jeszcze gorace z ziemii.Podchodze blizej, w piasku znajduja sie lejowate, male zaglebienia od 2 do moze 5 cm srednicy.Na ich dnie znajduje male, czarne kamyki.Przytykam je do metalowej bramy, aby sprawdzic czy zawieraja zelazo i te dzialaja jak magnes.Znajduje jeden krater o moze metrowej srednicy, na jego obrzezach widze szklane, bardzo przejrzyste kule powstale w wyniku rozgrzania piasq.Odrywam jedna z nich od scianek krateru - wewnatrz sa jakies kleszcze lub podobne stworzenia, jednak ogromne.Sama kula jest ciezka, bezbarwna o srednicy moze 14 cm.Znajduje jeszcze 4 podobne.Nastepnie znajduje dziwny meteoryt: kamienna, krzemienna kula polaczona z metalem zwezajacym sie w mala rurke z otworem.Jakis dzieciak mowi, ze widzial to wczesniej, a ja odpowiadam, iz wczesniej od niego podnioslem to z ziemii.

2.Nastepny sen: czekam z O. na przystanq w Glogowie, obok Biedronki.Przeklinam glosno, iz stoimy tam jakies 40 minut i nic.Zmienilismy strone ulicy i natychmiast nadjechal autobus nr.48 (nie ma takiej linii w Glogowie), ale odparlem, iz nie wiem gdzie jedzie.Po chwili podjechal nr.50.Wsiedlismy i znalezlismy sie w miescie obok starego Urzedu Miasta, potem dalej kolo cmentarza.Kierowca powiedzial, iz musimy wysiasc gdyz zatrzymala go Policja.Autobus stanal po prawej stronie jezdni pod drzewami, slonca nie bylo za wiele, czas to moze poludnie.Bylo cieplo.Kiedy wychodzilismy policjant powiedzial, iz nie mozemy przejechac ze wzgl.na rzeke.Odwrocilem sie - za zutobusem jednia byla zniszczona tryskajaca spod jezdni woda z malej studzienki.Asfalt popekal i widzialem kamienie wielkosci piesci, ktore byly do niego dodawane podczas tworzenia."Extra, apokalipsa" powiedzialem; "Najpierw meteoryty, potem to".Bylem z O. i kilkoma ludzmi na zewnatrz, po lewej stronie znajdowal sie cmentarz.Popatrzylem na nagrobki, wygladaly jak angielskie, wielkosc uzalezniona od wieku czlowieka.Nagle jak w filmie: pociemnialo, cmentarz zaczal zarastac trzcinami z powodu naplywajacej wody.Po lewej stronie byla jakas wysoka sciana, pod nia widoczna glowa zolnieza w kasku (cialo znajdowalo sie pod ziemia).Cmentarz ciemnial, zmienial ksztalty, a twarz zolnieza pozostawala ta sama.W koncu nic nie bylo widac, a w miejscu twarzy zolnierza pojawil sie pomaranczowy, okreg o dziwnym ksztalcie, jakby rysowane kolo przez male dziecko.
O. objela mnie i probowala pocalowac, jednak wykrzywilem glowe uciekajac ustami w lewa strone mowiac, ze nie moge, a ta na to, ze mozemy.Przyniosla jakies wiadro z gabka (cmentarz zmienil sie do pierwotnego ksztaltu) i zaczela myc pisuar wiszacy na scianie na cmentarzu; caly obroniety byl zielonymi glonami.Powiedzialem, iz mozemy isc do mnie, bo kilka metrow dalej wynajmuje pokoj w hotelu.Zgodzila sie.Znajduje sie w lazience pokoju hotelowego, mam na sobie bielizne oraz koszule, swiatlo jest zgaszone.Wchodzi O. w podobnym mojemu stroju oraz podchodzi do zlewu.Budze sie.

Przedzial pomiedzy czerwcem-lipcem 2005 b

Snow juz nie zapisuje, ale nadal jakies dziwne.Ostatnio przebywalem w klasie szkolej, gdzie na 92 stronie znalazlem wierszyk (pamietam go dokladnie, poniewaz ledwo sie obudzilem, a juz go zapisywalem w notatniq).Brzmi mniej/wiecej tak (tytul yakis dziwny):

"PSIA DOLA"

pies

moj pies moj

mysli sobie, ze moze o tej porze

na innej planecie ktos bawi sie

z innym psem


Ciekawe, nieprawdaz? Moj pierwszy dluzszy text wyniesiony z Tamtego Swiata.Troche dziwie sie, ze go wogole odczytalem, poniewaz -jak juz chyba wiadomo- zawsze, kiedy probuje cos odczytac - literki zaczynaja skakac, przestawiac sie i ogolnie slowa nie maja sensu oraz znaczenia.Oczywiscie kiedy skupiam sie na czytaniu.Zawsze wtedy jestem blisko LD.

Przedzial pomiedzy czerwcem-lipcem 2005

KONTROLOWANY SEN

Niedawno bardzo wyrazne LD: szedlem gdziesz ulica w Glogowie, a na niebie (bloki obok Banku Zachodniego, wzdluz ulicy) zauwazylem w oddali stare auto, moze z XIX wieku bez dachu, lecialo w moim kierunq w otoczeniu plomieni.Pomyslalem, ze to przeciez niemozliwe, ale nie mialem pewnosci czy snie.Wyszedlem na ulice, gdzie w moim kierunku pedzil samochod.Chcialem go przeniknac.Nie zatrzymal sie, nie bylo sygnalu klaksonu - przeniknalem przez niego, nawet nachylalem sie, aby uderzyl mnie w brode, lecz niczego nie czulem.
Nie mam pojecia jak znalazlem sie w innym miejscu, do tego LD- chodzilem po drzewach w lesie; do wspinania uzywalem tylko lewej reki, potem wisialem oplotwszy konar stopa (jak ja to zrobilem? nie czulem ciezaru ciala) do gory nogami.Extra sprawa, chyba po tych Vit B.

8/9 czerwca 2005

Snil mi sie moj pies, ale o kilka lat mlodszy.Nie byl siwy, tylko calkiem czarny, z wyjatkiem bialej plamy na brzuchu.Tulilem ja jak dzieciaka.

W nastepnym snie calowalem delikatnie usta Danieli (Rumunki).

7/8 czerwca 2005

Pamietam tylko tyle, ze stalem przed balkonem Zbysia H.Przed snem zastanawialem sie czy juz pracuje w Anglii, czy jest w kraju.Pokazal mi tylko obraczke slubna, B. (jego dziewczyna) pokazala mi swoja dlon z obraczka.Widocznie sa juz po slubie.

6/7 czerwca 2005

1.Dzis we snie stalem na przystanku, obok widzialem matke O. z jakas babeczka - opowiadala jej, ze nie zna nowego chlopaka O. i tam chyba nie ma milosci.

2.Siedze na jakiejs metalowej pokrywie, pod nia zbiornik wodny.Woda jest bardzo czysta.Rozbieram sie i chce zanurkowac, ale pierwszy wchodzi jakis czlowiek, byc moze murzyn.Slychac jakiej odglosy z wnetrza - okazuje sie, iz jest on polaczony z jakims innym podziemnymi tunelami.Czlowiek szamocze sie i po chwili znika pod woda, ktora teraz jest ciemna.Zamykam pokrywe, aby to cos nie wyszlo na zewnatrz.Potem jakis stwor podobny do czlowieka wydostal sie z wnetrza; chodzil - a raczej czolgal sie na mojej klatce schodowej, na ktorej nie bylo swiatla.Cialo czlowieka, biale oczy bez zrenic, pysk jakby psa.Bal sie ognia.Mial ludzkie dlonie; jedna z nich zlapalem, a po chwili zapalilem zapalke.Ten wystraszyl sie, ale powiedzialem ze ogien to cieplo i trzymajac zapalke zblizylem od gory jego reke.Uspokoil sie.

Ostatni sen to cos zwiazanego z poczta lub recepcja, gdzie odbieral paczki - byla jedna dla mnie.



Eve napisala, ze cos za dlugo idzie ta expresowa paczka wyslana do mnie w zeszlym tygodniu.

5/6 czerwca 2005

Dzis nie moglem spac, zasnalem moze kolo 3 nad ranem i obudzilem sie o 10:20.Przed snem jadlem pikantnego qrczaka i pilem cole.Chyba dlatego mialem klopoty z kraina marzen sennych, poza tym lyknalem 2x vit B.OK: siedze w jakims pociagu, ale poruszam sie nie dosc ze normalnie do przodu po sznach, do poruszam sie wewnatrz calego pociagu z zawrotna predkoscia! Tory opadaja w dol i lekko zakrecaja na dole w prawo.Zauwazam jakiegos czlowieka za biurkiem (oczywiscie we wnatrzu - nie bylo wagonow tylko jakby jeden przedzial) po lewej stronie.Pedze w jego kierunku, kiedy nagle chamuje.Wszystko odbywa sie w zwolnionym tempe, tzn.Rzuca mna o sciane sila przyciagania (lub impetu); ledwo stoje i opadam na plecy.Facet podaje mi cos do jedzenia, a ja nie moge tego utrzymac i nadal nie mogac zlapac rownowagi - rzucam talerzem, a raczej miska o sciane.Ta odbija sie rozprysqjac jedzenie, ktore po chwili wraca jednak do misy, ktora chwytam.Stoje obok biurka, ale nadal wyginam sie we wszystkie strony, jakby grawitacja byla odmienna od ziemskiej.

4/5 czerwca 2005

1. Calosc przypomina koncowa scene z filmu "Scareface" z All'em Pacino: siedze na kanapie w mojej rezydencji w czarnym garniturze i bialej koszuli.Za wielka, przeszklona sciana widze podjezdzajacy bus.Zatrzymuje sie i wysiadaja z niego ludzie z karabinami, chyba UZI bo byly bardzo male.Wbiegaja po schodach i zblizaja sie do domu.Strzelaja w szklane sciany, ktore krusza sie.Zabijam kilku z nich z mojej broni palnej.Wreszcie jeden z nich pcha mnie i upadam na wersalke.Zbliza sie z nozem mowiac, ze obetnie mi stopy; automatycznie przypomina mi sie, ze w przeszlosci zrobilem cos, co przykulo jego zleceniodawce do wozka i ten teraz chce sie zemscic.Cofam sie powoli, ale nagle odbieram mu noz i podcinam gardlo.Widze glebokie rozciecie i odstajaca do tylu glowe, lecz nie ma krwi.W podobny sposob zalatwiam drugiego napastnika, a ostatniego trafiam rzuconym nozem w srodek brzucha.Tak ginie ostatni, ktory pada na plecy bez ruchu.

2. Kolejny sen: Denise odprawia Davida (od kilku dni wybiera sie do kraju -Eqwadoru- i codziennnie mowi, ze nastepnego dnia... jakos nikt mu juz nie wierzy).Dostaje zalegle wynagrodzenie za nie wykorzystane wakacje: 407 funtow.

1 czerwca 2005

Sni mi sie O., ktora rozmawia ze mna.Powiedziala, ze ze mna zrywa, a przynajmniej chce separacji.Potem kolejny sen, tym razem o moim psie, ktory mial klopot z okiem.Wstawili mu jakas metalawa plytke, tak ze czesc czaszki w miejscu oka jest pogrubiona.Moj ojciec opowiada mi o operacji psa.



Odebralem maila: O. napisala, ze jest teraz z kims innym; zna go od miesiaca, ale chyba jest tym, kogo szukala od zawsze.I oto kolejny przypadek odczytania przyszlosci za pomoca snu! :)

18/19 kwietnia 2005

1. Jestem u babci w Chrobrowie, znajduje sie w jakiejs szopie bez przedniej scianki, wykonana z desek, pomieszczenie o wysokosci 1,8 m.Ktos wypuscil psa -ten juz w rzeczywistosci dawno zdechl, ale byl mieszancem wilczura z jakims wiekszym i nie bylo w wiosce wiekszego psa- ktory przeskoczyl niskie ogrodzenie wykonane z jednego kawalka 2x zagietej blachy o wysokosci moze 50 cm i podbiegl do mnie.

2. Jestem w moim miescie gdzies przy dawnym "Pub 17".Ktos pokazuje mi statek na niebie, cos w stylu UFO - porusza sie bezglosnie, wyglada jak maly statek bojowy w ksztalcie poziomej litery X, na koncach skrzydel ma zolte, migajace swiatla, wydaje sie przezroczysty.Laduje obok mnie, przybiera postac sredniego rozmiary prostokata, takze polprzezroczystego.Ktos przynosi koc i zarzucago na UFO myslac, iz jest to stol.Ktos inny przynosi kanapki i cole w puszkach.Podchodze do stolu.Ktos niewidzialny prosi mnie o puszke coli.Pytam kim jest, ale nie odpowiada, tylko oznajmia: "Jestem kims, kogo zaniedbales i o kim nie pamietasz.Zjawie sie na zawodach".

2a. Sen zwiazany z poprzednim - jestem w tym samym miescie obok dworca PKP, gdzie ustawia sie kolejka na zapisy do turnieju kreglarskiego.Po chwili pojawia sie czlowiek, ktorego znalem, ale nie pamietam skad.Podobny jest do Cliffa - niski, czarne krotko obciete wlosy, dlugie i krotkie baki, mala czarna brodka.Moglby byc jego bratem blizniakiem.Obok niego stoi chlopiec w wieku moze 13 lat, na glowie ma czarny kaptur i peleryne takze z czarnego, blyszczacego materialu siegajaca do kostek.Lewa noga grubsza od prawej i sztywna.Podobno to on byl tym glosem.Ktos opowiada mi, ze kiedy chlopak byl mlody i bardzo slaby, jego ojciec ulepszal go wmontowujac jakies metalowe czesci do jego ciala.Chlopak nazywa sie Czarny Peter.
3. Nie wiem gdzie jestem, obok mnie stoi A.K. i oglada jakas wystawe w sklepie.Ma ciemna sukienke do kostek, na nia narzucony swetr; kiedy przygladam sie - widze, ze jest w ciazy, tzn.ma duzy brzuch, ktory zakrywa lewa dlonia.Wyglada na 6-7 miesiac.

4. Znajduje sie obok sklepu Biedronka, bardziej przy aptece po drugiej stronie ulicy.W dloni trzymam talie kart.Tasuje je i mowie, ze jesli wyciagne czerwona - bedzie to dobry znak, jesli czarna - zly.Wyciagam po kolei karty i klade je obok siebie: as czerwo, szostka wino, trzeciej nie pamietam, ostatnia to trojka wino.Podchodze do kiosku, gdzie po lewej stronie stoi Mariusz K.Oglada wystawe, na ktorej zauwazam zabawke w pudelku - lezacego zolnierza z karabinem.Pokazuje mu to, a ten pyta kiedy sie odwracam: "Gdzie tu sie wklada baterie i jak to dziala?".


Dostaje sms od Evy z Warszawy: "Nie wiem czemu mam dzis pietra.Chyba wcale nie pojde spac.Duzy pies b.potrzebny".Sms wyslany wczoraj o 22:58:49 czasu polskiego.Mozna przypuszczac, ze odebralem jej mysli w fomie snu przed otrzymaniem oraz przeczytaniem smsa, ale juz po jego wyslaniu.

17 kwietnia 2005

Sen dziwny i dopiero pod koniec nocy (czytaj: nad ranem :) Mialem zarzadzac jakims majatkiem, poza tym malo pamietam... Byl tam jakis czlowiek w lesie, a raczej na lekko zarosnietej polanie, ktory sploszyl jelenia.Widzialem to zdarzenie wczesniej i oczekiwalem, ze jelen zaatakuje czlowieka, ale stalo sie cos innego, poniewaz zwierze ucieklo.<
br>Nastepna scena: slizgam sie na kolanach po jakims waskim -na moze 80 cm- torze, niezwykle plaskim i sliskim, zawieszonym moze metr nad ziemia, a raczej polem obsadzonym roslinami o duzych, zielonych lisciach.Na zakrecie -ktory wynosil 90*- wypadlem z trasy, ale wisialem w powietrzu i nie spadlem na pole.
Sen sexualny - Asia bawi sie moim... i... ;).

Nastepna scenka: widze z gory ulice, ktora wznosi sie na jakies 100 metrow pod katem prostym.Stwierdzam, ze raczej niemozliwe jest, aby podjechal pod nia jakis samochod ze wzgledu na kat ustawienia.Po chwili widze jednak, ze podjezdza kilka, potem kilkanascie aut.Wznosze sie wyzej w powietrze i obserwuje, jak wszystkie rozpedzone wyskakuja jakby ze skoczni i wpadaja do wulkanu, gdzie w kraterze znajduje sie juz kilkaset innych pojazdow.


Ostatni sen powodowany byl filmem "Wulkan", ktory ogladalem ostatniej nocy: po prostu lawa zalewala ulice palac samochody znajdujace sie na niej.

15/16 kwietnia 2005

Wychodze z pokoju mojego mieszkania na balkon, ale nie calkiem, tzn.stoje w miejscu futryny.Na srodku balkonu znajduje sie pies Pankracy - szmaciana lalka z programu dla dzieci z lat '80.Macha ogonem patrzac na mnie.Nie ma tylu kreconych wlosow jak zwykle, siersc raczej krotka.Glaszcze go po sztucznym pysku.Po lewej stronie chowa sie za jakims drewnianym krzeslem kucajac pan Zygmunt - filmowy opiekun psa.

12-13 kwietnia 2005

Chodze po chodniku w Glogowie, przy smietniku widze wieka kupe zabawek, cos jak "wystawka niemiecka" - wszystkie w dobrym stanie.Znajduje olbrzymie pudlo z liczbami 1978 - duze, czarne cyfry, chodzi o rok produkcji jak sie domyslam, w srodku "Krolewna Sniezka i 7 krasnoludkow", obrazek tytulowy na jednej stronie pudelka w pelnym kolorze.Nie mam pojecia, czy to byly klocki czy zabawki pluszowe, pudelko wielkosci telewizora 28 calowego, przewazal bialy kolor.

5/6 marca 2005

1. Budze sie u siebie w domu, spogladam na plan lekcji, ktory wisi obok drzwi nad biurkiem, ktorego tam w rzeczywistosci nie ma.Dowiaduje sie, ze dzis mam 7 lekcji - jest piatek.Kiedy spogladam po raz drugi - zajec jest okolo 10! Szybko ubieram sie, a siostra smieje sie, iz nie zdaze, bo jest wlasnie godzina 7:49, a zajecia sa na 8:00.Okazuje sie po chwili, iz jest to plan sprzed dwoch lat! Wczesniej lekko sie wystraszylem, poniewaz nie pamietalem zadnych zajec, jakby ich wogole nie bylo.
Jestem w szkole, w klasie, gdzie znajduje sie tylko polowa uczniow.Obok mnie - przy scianie siedza w rzedzie znajomi, poznaje Artura Ch. i Marcina K.Pytam go o zajecia, a ten oznajmia mi cos niewyraznie.Za drugim razem jest to samo - nie slysze kilku slow.Za trzecim razem wyjasnia, ze zadali nam cos z angielskiego i dzis bedzie zaliczenie, w dodatku mowi, iz nastepna lekcja jest z "zainteresowan" i dzis mamy tyko 3lekcje.Do sali wchodzi jakis facet, a nauczycielka prowadzaca lekce (nie widzialem jej wczesniej w pomieszczeniu) oznajmia, ze bedzie teatryk zwiazany z zajeciami i abysmy przywitali go brawami.Klaszcze, co zreszta robi tylko kilkoro uczniow.Teatrzyk jakis marny, razem z nim weszlo do klasy kilka osob - jego pomocnicy.Gostek ustawil rekwizyt: plot o wysokosci ok.1,5 m, do tego jakas mala szope z dachem.W dloni mial niebieska lalke i odstawial przedstawienie.Po chwili przerwal i stwierdzil, ze powinnismy zapisac nazwiska aktorow wystepujacych przed nami.Nie mialem zaszytu, wiec znalazlem jakis olowek i zaczalem pisac... na sniegu w jakiejs wannie.Kiedy pisalem nastepne wyrazy - te poprzednie powoli znikaly.Po chciwli wybiegle z klasy umyc rece, ale po drodze zauwazlem siedzaca samotnie za biurkiem nauczycielke.Drzwi byly otwarte wiec wbieglem, zblizylem sie do niej i zaczalem calowac w usta.Powiedziala, ze chca jaj zwolnic z pracy.

2. Znajduje sie na dworze, jest zima.Jakis "lektor" opowiada o niedzwiedziu brunatnym, ktorego zreszat widze obok potoku, ktory plynie miedzy 2 skarpami.W tle jakis wiezowiec, podobny do hotelu Qubus w Zlotoryi.Ja tez jestem przy jego korycie, podobnie jak niedzwiedz - ten znajduje sie po lewej stronie, jakies 20 m dalej.Lektor wspomina, ze niedzwiedz wraca w znajome miejsce na spotkanie z matka.Ta zreszta pokazuje sie po chwili i podchodzi do syna.Lektor mowi teraz, iz poznala go i wydaje przyjazne odglosy.

3/4 marca 2005

Bylem w starym mieszkaniu wujaszka z N.S., na ulicy Konstytucji.Dziwne, poniewaz kilka dni temu zastanawialem sie kto dzis tam mieszka - doszly mnie sluchy, iz jego corka.

1. Zjawilem sie w mieszkaniu razem z wujkiem, przywitala nas A.oraz jej chlopak - usmiechal sie, kiedy podawal mi dlon i wypowiedzial swoje imie, ktorego nie pamietam.Nie byl za przystojny, raczej brzydki.A. bala sie go, nie chciala patrzec nam w oczy podczas rozmowy - zdziwila sie bardzo, ze ja odwiedzilismy.

2. Ten sam lokal - tym razem A. z chlopkiem chodza po kuchni, ja leze na zewnetrznym parapecie szerokiego okna, z tylu znajduje sie szyba, o ktora sie zreszta opieram.Obok mnie przechodz wujaszek i kuca - chce oderwac lusterka od elewacji bloku, ktore znajduja sie ponizej parapetu.Wyciaga reke i cos majstruje.Udalo mu sie z jednym (male, prostokatne, wymiary to moze 4x10-12 cm), lecz widze przez okno sasiadow obserwujacych "zlodziei" luster, czyli nas.Oznajmiam wujaszkowi, aby odlozyl je na miejsce.

22/23 lutego 2005

Dzis we snie jakis zamek z wysoka wieza.Bylem wewnatrz z nieznana mi dziewczyna oraz dwoma mezczyznami.Szlismy po kreconych schodach w gore; wieza dosc szeroka, pionowy szyb wewnatrz.kiedy unioslem glowe - zaczely kapac mi na twarz krople wody.Wchodze przez jakies drzwi z otworem do patrzenia do malego pomieszczenia.Po chwili zauwazam nastepne drzwi, o ktore opiera sie szczotka do podlogi.Wewnatrz pokoiku znajduje sie wilczur, ale przerosniety.Podchodzi do drzwi, ktore nie sa zablokowane i w kazdej chwili moze je otworzyc -gdyby chcial- popychajac.Rzucam mu jakies jedzenie, ktore lezy na podlodze obok mnie, potem widze kawalki sera, ktore tez zjada.Podchodzi do drzwi, otwiera je i wsadza nos w szczeline, wiec pcham je z calej sily i podtrzymuje szczotka.Pytam, czy mnie ugryzie, co ten zreszta potwierdza.Mowi, zebym ptrzygotowal mu ciasto ze łzami (to te wczesniejsze spadajace krople).


Rano pojechalem z psem do weterynarza.Uspili ja i wyrwali 2 zeby.Jakas babeczka w poczekalni powiedzial: "Widzial pan tego duzego psa w samochodzie?Weterynarz robi mu zastrzyk".Kiedy czekalem na zewnatrz na taxowke po zabiegu - z drzewa spadaly na moja glowe kawalki sniegu.Kiedy popatrzylem w gore - jakies krople upadly na moje czolo.W taxowce wyciagalem sieg zza kolnierza.

20/21 lutego 2005

Bylem w grupie zolnierzy poszukujacych skarbu oraz tajemniczych znakow; odkrywalismy kubki porcelanowe z napisami -od spodu- z roku 1740 (zaraz bede szukal w sieci co sie w tych latach wydarzylo), mielismy takie 4, ale jeden nie mial uszka, co zreszta nie wplywalo na odczytanie symboli.Na kazdym dnie od zewnatrz byla narysowana muszla slimaka z dziwnymi wzorkami lub tez malymi, kolorowymi kwadratami w jej centralnym punkcie, ale nikt nie wiedzial, co oznaczaja; do tego widnialy jakies tajemne znaki.Przebylismy rzeke, kiedy zaczela pojawiac sie wgla, ale kazdy kogo owiala - mdlal; okazalo sie, iz sa to opary gazu.Dwoje ludzi wpadlo do wody i wtedy nasza "szefowa" wskoczyla za nimi, aby ich uratowac, co sie zreszta udalo.Po chwili ktos -patrzac na muszle- rzekl, ze to "zakrecone", wiec szefowa krzyknela, iz chyba wlasnie o to chodzi - trzeba zakrecic muszlami, aby wirowala ich "spirala" - wtedy znaki odkryja swoj kod: gdy bedzie krecilo sie szybko - zdazymy odczytac kreslone w powietrzu znaczenie lub slowa.

15/16 lutego 2005

1. Najpierw koszmar: Culver Diner - Krzysiu wrocil, wiec go zatrudnili, Rafal mial jakas rane pod prawym okiem, byly jakies dziewczyny z Polski i kilku anglikow, Monika W.Mark niczego nie zmienil, ale tam gdzie sa mikrofalowki podlaczym mala kamere, zeby nas widzial oraz obserwowal, druga byla na wprost piekarnika do pizzy.Okazalo sie, ze examinuja kazdego i sprawdzaja, czy nadaje sie do nowej pracy! Krzysia pozbyli sie, Rafal tez odpad i zostalismy tylko my (ja oraz Monika W.).

2. Widze z dalka Petera - macha do mnie, a ja sie wqrzam, ze ten dupek znow tu nic nie bedzie robil :) Podchodze do niego, a ten oznajmia mi, ze mial operacje i wszczepil sobie implanty cycpiersi, ale nie ma sutkow.Widze, iz posiada dlugie blond wlosy oraz mini spodnice.

sobota, listopada 12, 2005

24 lutego 2004

ZBIEGI OKOLICZNOSCI

1.Rano myjac zeby mysle o Magdzie, tzn.ciekawi mnie, czy otrzymala juz moja przesylke.Kilkanascie minut potem dostaje sms'a z podziekowaniem za list.

2.Wychodze z domu i udaje sie na przystanek autobusowy.W drodze mysle o czeku z Kanady, ktory "podobno" zostal wyslany 17 lutego.Mysle, iz ciekawie byloby, gdyby wyszlo troche wiecej niz 20 pln w przeliczeniu.Po powrocie do domu zastaje koperte z czekiem w skrzynce na 10$ kanadyjskich (jakies 2,9 za sztuke).

3.Mysle o pierscionku dla O., nawet takim dla dzieci - plastikowym, zeby sie z niego smiala.Na urodziny ojca przyszla moja siostra, a kiedy wychodzila dala mi pierscionek, ktory dzis znalazla.Srebrny, ze szkielkiem.Dalem go O.

22/23 lutego 2004

KONTROLOWANY SEN

Dzis senna rzeźnia, bo znow mialem LD - wczoraj jak zwykle powiedzialem sobie przed snem "zaklecie" i... zadzialalo :)

1. Najpierw znalazlem sie w jakies fabryce, cos na ksztalt tej z II czesci "Obcego" - rusztowania i wielkie przestrzenie miedzy nimi.Wszystko zaczelo sie od wyostrzenia konturow dloni, ale tym razem prawej, co mnie lekko zaskoczylo.Rzucilem cos do dziury miedzy schodami, ale zniklo w ciemnej mgle ponizej.Stwierdzilem, ze tego jeszcze we snie nie robilem, wiec skoczylem przez barierke i lecialem w dol.Wiem, ze gdybym zamknal oczy przy uderzeniu, to pewnie bym sie obudzil, wiec patrzylem do konca i bezpiecznie wyladowalem.Znalazlem sie w moze jakies szkole, przez okna wpadalo slonce.Wnioskuje, iz byla to szkola, poniewaz po obu stronach korytarzy widzialem mnostwo drzwi.Mialem chyba wystarczajaco duzo czasu, poniewaz postanowilem zaczac od gory i systematyczie schodzic w dol budynku, zagladajac przy tym do kazdej sali.Wbieglem po schodach na gore, ale byly tam nowe korytarze.Biegalem po pietrach nie mogac znalezc szczytowego, w koncu znalazlem sie obok mojej dawnej klasy na IV pietrze w SP10.Wszedlem do srodka, gdzie siedziala Magda Bartczak.Pomyslalem, iz moge tu przeciez robic wszystko, ale dziwnie sie zlozylo, poniewaz tym razem nie chcialem! Usiadlem przy niej, patrzylem na piekna twarz i powiedzialem, ze jest bardzo ladna dziewczyna.Ta odwrocila sie twarza do mnie (wczesniej siedziala bokiem), usmiechnela i podziekowala.

2. Nastepny sen, czesciowo swiadomy: teren opadajacy lekko w dol, otwarte pole, na podniesionym obszarze widoczny las, toczy sie jakas bitwa.Jestem zolnierzem, kryje sie przy jakims jadacym czolgu.Ktos wskakuje na niego i strzela do mnie z wielkiego karabinu, takiego jak w "Predatorze".Nie odnosze ran, ale denerwuje mnie to.Zrzucam strzelca, ale ten powtarza wszystko.Mowie mu, iz jeszcze raz strzeli do mnie, to polamie mu rece.Ten powoli zbliza sie do karabinu i... zaczyna strzelac! Lekko go pobilem, spadl z wiezyczki.Czolg byl jakis dziwny, czyba jeden z pierwszych, poniewaz tylne kola byly dosc duze, przednie male, a sam przod opadal w dol.Sam pojazd byl wysoki, moze jakies 1,5 m na ziemia + wysokosc wiezyczki.Tak wiec gostek spadl z czolgu, a ja za plecami mialem 2 sciany, moze mur - bylem w kacie, wiec kiedy czolg wykonal zwrot - balem sie, ze mnie zmiazdzy, ale udalo mi sie przycisnac mocno do sciany i tak ocalalem.
Ktos oznajmia zakonczenie wojny, wszyscy poruszaja sie w kierunku lasu.
Zostaje na polu, widze jakies starsze kobiety.Kiedy poruszam sie obok skib - zauwazam na ziemi jakis diadem na glowe, srebrny, ale czesc jest oderwana, jakby sie odlutowala.Podnosze go, dalej znajduje jakby slonia z powklejanymi drogimi kamieniami.Podnosze go i ide dalej.Slysze jakies stukniecia - okazalo sie, iz szlachetne kamienie zaczely od niego odpadac, wiec podosze je z ziemi umieszczajac na tych samych miejscach na sloniu.Brakuje jednego kawalka.Zbieram jakies inne precjoza i chwam je w kieszeni.Zjawia sie ktos z odkurzaczem, a ja spostrzegam, ze zbieram cos z podlogi w jakims mieszkaniu, jakby male, walcowate koraliki.

21/22 lutego 2004

1. Wygladam przez jakies okno, moze na 3-4 pietrze, widze kilka domow.Wyglada, jakbym znajdowal sie w Kozuchowie na 3 pietrze, gdzie mieszkala dawniej moja babka.Przygladam sie posesjom i stwierdzam, ze na kazdej jest tyle miejsca, iz mozna wybudowac drugi dom.Kiedy patrze uwazniej widze rzeke (tych miejsc tam nie ma!), dalej jakis most - niby glogowski, znajdujacy sie w rzeczywistosci przed Serbami.Zauwazam ludzi spacerujacych brzegiem rzeki, pod mostem stoi jakas grupka chlopcow.Znajduje sie nad rzeka, stoje na skarpie.Wode oddziela wysokie ogrodzenie z zespawanych ze soba pretow zbrojeniowych, takie jak czasem na boisku szkolnym.Widze moja babke z Kozuchowa, ktora chce zejsc, ale nie robi tego normalnie, tylko kladzie sie glowa do przodu i zsuwa sie z gorki do wody.W jednym miejscu ogrodzenia znajduje sie ok.2 metrowej szerokosci dziura, przez ktora przechodze.Skarpa jest prawie pionowa, wiec zsuwam sie do wody po jasnym piasku.Zanurzam sie caly, ale cos wypycha mnie nad wode.Stoje na malym kamieniu, przede mna pionowa sciana z piasq.Widze nad sobo betonowa plyte, ktorej moglbym sie zlapac, pod nia zauwazam siano lub resztki suchej trawy, w ktorej znajduja sie węże.Lapie 2 z nich za ogony i wrzucam do wody.Lapie trzeciego, ale urywam mu kilka cm ogona.Inny wpelza mi do rekawa lewej reki.Chyba go stamtad wyciagnalem.Ponownie zanurzam sie w cieczy, lecz znow cos wyrzuca mnie na powierzchnie.Probuje rozkopac piasek, ale kazdy rok zbliza mnie do wody.Wpadam - wyskakuje.Zamykam oczy i szybkimi ruchami rąk oram skarpe; po chwili wykopuje dosc duza dziure i wiem, iz jestem juz bezpieczny.

2. Rozmawiam z pracodawca - chyba w Anglii; babeczka mowi po Polsku, wiec nie mam klopotu z porozumiewaniem sie.Mowi, ze jestem pierwszy i czeka jeszcze na 5 osob z innych krajow.Szukam mojego elektronicznego tlumacza, ale nie mam do niego baterii - takich malych, jak do zegarka.

Ogladam jakis magazyn (maly format, dodatek do "Super Expresu" z kosmonauta i Marsem na okladce), gdzie zauwazam na jednej stronie kilka węży.

16/17 lutego 2004

KONTROLOWANY SEN

Wczoraj powiedzialem sobie tylko BEDE MIAL SWIADOMY SEN I TO NIE JEDEN, ALE KILKA, a dzis rano... NIESAMOWITE!

Mialem chyba 4 lub 5, do tego po obudzeniu wracalem do tego samego pomieszczenia!


1. Znalazlem sie na korytarzu w bloq u mojej babki, zaczalem szukac rodziny i w miejscu, gdzie nigdy nie bylo drzwi nagle znalazlem ich wlasne, ze stara wizytowka - cos jak odbicie lustrzane, ale czesto sie to zdarza.Okazalo sie, ze babka wyglada na 30 lat (znow kontrast) i lezy sobie w lozku przy oknie.Zaczalem z nia gadac i spytalem, czy moge cos stad wyniesc, czy chce mi cos przekazac, a ta po chwili powiedziala jakies zdanie, ale nie pamietam :( Potem wyszedlem z tego stanu, ale wrocilem.Wszystko zaczelo ciemniec, a ja podnioslem lewa dlon i wyostrzylem kontury.Zaczalem sie smiac, poniewaz znow mi sie udalo; podszedlem do okna i patrzylem w dal.Byl chyba pozny wieczor badz tez noc.Widzialem 2 oswietlone (tzn.w srodq palily sie swiatla) bloki, cos jak WTC.Potem sen zaczal zanikac; kiedy znow sie tam pojawilem - zawolal mnie dziadek z sasiedniego pomieszczenia, wiec odpowiedzialem, iz zaraz z nim pogadam.Bylem jeszcze u babki, kiedy znow zaczalem tracic kontrole i wszystko moglem widziec tylko w malym lusterku (nawet nie wiem gdzie je zdobylem), tzn.patrzylem w nie i widzialem co sie dzieje za mna.Kiedy oderwalem wzrok od lustra - zaczelo sie sciemniac i znow obudzilem sie.

2. Odzyskalem kontrole na tym samym korytarz - tym razem otwieralem kolejne drzwi; wewnatrz siedzialo kilku chlopakow (szukalem dziewczyny :) Mieszkanie nowoczesnie umeblowane, luxusowe.Powiedzialem "SORY, POMYLKA", a ci zaczeli sie smiac.Nastepne drzwi byly 2x szersze, metalowe i obite cwiekami, cos na ksztalt sredniowecznej bramy.Te takze otworzylem bez trudu, lecz nic ciekawego tam nie bylo.Nastepne wrota to wejscie do jakiejs pracowni artystycznej - przy kompie siedziala babeczka i obslugiowala klienta, pamietam tylko wyrzezbione w kamieniu muszle slimakow, moze wielkosci piesci, stalo tez kilka polek z chromowanego metalu.Laska spodobala mi sie i chcialem pobaraszkowac, a ze musialem czekac - wyszedlem na zewnatrz i wydawalo sie, iz drzwi nie posiadaja juz skrzydel (tzn.czesci otwieranej).

3. ZWYKLY SEN: ktos tanczy na moim balkonie - na pierwszy rzut oka jakis chlopak z dziewczyna; mowie im, zeby uwazali na kupy mojego psa, poniewaz bylo ich dosc duzo, poza tym suka wlasnie robila kolejne qpsko, ale ci -o dziwo- nawet nie drasneli zadnego.Kiedys skonczyli tanczyc - zaczalem zrzucac odchody przez barierki.

4. Nastepny, zwykly sen - biegalem po jakims starym bunkrze z moim znajomym Pablem - to bylo na wsi u jego babki.Znalazlem malego pisklaka na kawalq betonu (bunkier byl wysadzony, wszedzie wystawaly prety zbrojeniowe), ktory nie chcial sie odczepic, zreszta byl jakis sztywny.Przypadkowo przygniotlem go i wtedy odpadl od gruzu.Ojciec Pabla powiedzial, ze "byl juz martwy, bo piora nie blyszczaly jak dawniej".Przypadkowo wlozylem reke w jego mala kupe (czyzbym wdepnal w jakies gowno??!) i zauwazylem zblizajacego sie kota, ktory zaczal lizac zoltego pisklaka.


Po przebudzeniu - wracalem z przystanku i zauwazylem Pabla z jego ojcem - szykowali sie wlasnie do wyjazdu autem, poza tym bedac na przystanku spostrzeglem, ze jakis wilczur robi wlasnie... kupala :)

27/28 stycznia 2004

Rozmawiam po angielsku z aktorem o nazwisku Nicolas Cage.
W nastepnej scenie znajduje sie w jakiejs dziurze, niczym studni bardzo szerokiej, gdzie widze jakis kanal, po ktorym z latwoscia moga plywac statki.Skacze do srodka.Okazuje sie, iz jestem w miescie przyszlosci, w sklepie widze w lozkach dzieci, ktore sa piilnowane przez kobietyw dziwnych strojach.

W ciagu dnia, dokladnie o 13:55 dzwoni gosciowka z katowickiej formy z info, iz ma dla mnie prace w hotelu na wyspie Wight.Dokladna odwrotnosc snu w porownaniu z rzeczywistoscia: wyspa - otoczona z kazdej strony woda, studnia - woda otoczona ziemia.

27 stycznia 2004

- moze 2 godziny temu wychodze spod prysznica powtarzajac slowo VERITAS.Zastanawiam sie, gdzie to slyszalem i dochodze do wiosq, ze moze to byc jakies nazwisko.O 21:12 w programie AXN zapowiadaja film (chyba "Klatwa"), gdzie wstep zaczyna sie m.in.od slow "....organizacja nazwana VERITAS, co oznacza PRAWDĘ...").

- jakies 2 dni temu mysle o wujq, ktory dawno do nas nie zagladal, az tu nagle kilka minut potem puka do drzwi.

- dzis snily mi sie dziwne rzeczy, m.in.odkurzacz, ktorym wciagam mysze, ale ta jest za duza, aby przejsc przez rurke.Widze, ze ssanie powietrza wyciagnelo jej oczy, a z dolkow po nich leci krew.Potem znajomy czestowal mnie golonka i obudzilem sie.


Na targu kupilem jajko z niespodzianka - wewnatrz znajdowala sie myszka komputerowa, a nastepna zabawka w pudelku ze starociami okazala sie mysza w pozie surfingowca.Idziemy dalej, az tu przy stanowisku dla psow widze ogrooomny kosz z golonkami :)

29/30 grudnia 2003

Po przebudzeniu mysle, ze M.H. nie zalatwil zadnego wyjazdu na Sylwestra i pewnie spedzi go w aszym miescie.
Przed poludniem zjawia sie u mnie oznajmiajac, ze Sylvestra wyprawia u siebie, bo niby wszystko jest juz pozajmowane.


SNY

1. Jakas dziewczyna zalatwiła sie i osikala mi dlon.

2. Znajduje sie na dworze, siedze na ziemii, obok mnie jest 3 Niemcow w mundurach, trzymaja karabiny.Jeden z nich zaklada sobie jeden na plecy.Zaatakowalem go, sciagnalem karabin i zastrzelilem.Jacys ludzie bedacy ze mna postapili podobnie z 2 pozostalymi szkopkami.Przebralem sie w mundur, jakis Polak wygladal troche zaniedbale, ale zalozyl helm i trudno bylo go rozpoznac, tzn.czy jest Niemcem czy nie.Po chwili znalezlismy sie na slonecznym placu, gdzie biegalismy dookola jakiegos boiska; na plecach mialem plecak.Zolnierzy bylo kilkudziesieciu, wszyscy byli Niemcami, nawet rozmawiali w tym jezyku.Za mna biegl Polak w przebraniu.W pewnym momencie szkop za nim zaczal mu sie przygladac i o cos wypytywac, a ze ten nie znal niemieckiego - wyprzedzi mnie, aby nie miec klopotow z tamtym i teraz biegl przede mna.Kiedy wiecej zolnierzy zaczelo nam sie przypatrywac - zaczelismy strzelac zabijajac ich.Co prawda bylo slychac strzaly, ale kule nie wylatywaly z karabinow, jednakze Niemcy wywracali sie i juz nie podnosili.Nie bylo tez zadnej krwi; po chwili znalazlem ludzi ukrywajacych sie w krzakach/wlazie do kanalu przy plocie domu samopomocy - na moj widok wyskoczyli; byly tam tez dziewczyny z bialymi kokardkami we wlosach, ubrane w biale sukienki z falbankami.Zaczely uciekac smiejac sie, traktowaly wszystko jak zabawe.Nagle znalazlem sie przed moja klatka wejsciowa w pelnym umundurowaniu, na ziemii postrzeglem kilka kropel krwi.SDziwna sprawa, gdyz zaraz pojawilo sie jakies lusterko na drzwiach i zauwazylem, ze mam drobne zadrapania, moze male naciecia na ustach - krew na ziemii byla moja.Odchylilem drzwi i wszedlem do srodka.

3. ....podchodze do skrzynki na listy i przez szpary widze jakies 2 koperty - jedna zwykla, szara, druga formatu A4 tego samego koloru, mniejsza popisana czarnym mazakiem, ale nie chaotycznie, tylko jakies tabelki, adres itp.Otwieram skrzynke wyciagajac jej zawartosc i wychodze na zawnatrz siadajac na lawce, ktorej tam w rzeczywistosci nie ma.Po obu stronach przysiadaja sie jacych ludzie, ktorzy z zaciekawieniem spogladaja na korespondencje.Okazuje sie, ze byly to 4 listy: Jeden z Anglii od Kariny (nie znam nikogo o takim imieniu) do mnie i jakiegos jeszcze chlopaka, nastepny z Danii, a 2 ostatnie -z Australii- zawieraly formularze do Reality Show "Rozbitkowie" - wygladalo to tak, ze zakwalifikowalem sie dalej, poniewaz przypomialo mi sie we snie, iz juz wczesniej cos im wysylalem.

23/24 grudnia 2003

1. Jestem z nieznanym facetem w lesie, widzimy nadchodzacego wilka.Wchodze na drzewo, facet siedzi juz na innym.Wilk podchodzi do uwiazanego za noge kozla, ale nie rusza go.Strzelam z dwururki, trafiam go w ucho - wilkiem okazal sie jakis gostek.Zaczal krzyczec.Laduje jedna komore i strzelajac ponownie trafiam go w brzuch, ale ten nie chce umierac.Ide potem (wraz z facetem z drzewa) do naszej malej chatki z balkonem, chociaz budynek jest parterowy.Na zewnatrz burza z piorunami, ranny facet krazy gdzies dookola domq chcac wejsc.Mowie mojemy sasiadowi, ze tamten moze schronic sie przed burza u nas i przespac sie na balkonie - tzn.nie mowie, ale sugeruje, poniewaz chyba nie potrafie mowic w tym snie lub nie mam jezyka.Facet wpuszcza "wilka", a ten chce zobaczyc moja twarz, ktora zaslaniam lokciem.Nastepnie oglada dom, ale przy kazdej okazji obraca sie znienacka chcac zauwazyc rysy mojej twarzy - nie udaje mu sie to, poniewaz caly czas zaslaniam sie reka.

2. Znajduje sie w kosciele baptystow w Glogowie, jest chyba jakas konferencja.Wyglada na to, ze dziela sie oplatkiem, w pewnym momencie zjawia sie O., a ja wskazuje jej pastora i mowie, zeby podzielila sie z nim.Przeciska sie miedzy innymi ludzmi.

3. Jestem z O. przy szkole podstawowej (tzw.'czerwonka'), ktora widac z mojego okna.Stoimy przy bramie wejsciowej, na ziemi znajduja sie 3 duze butelki piwa + szklanka/kufer Redds'a i cos jeszcze, ale poniewaz niose plecak - moge tylko chwycic dwie butelki i niose je dziwnie pod pachami; biore tez Redds'a i chowam za koszule.Dochodze do klatki wejsciowej w moim bloku i zerkam na piwo - w butelkach podnosi sie piana, ale nie wylatuje z nich.Wchodze do mieszkania i wreczam butelke mojemu ojcu pytajac, czy chce piwo, a ten chwyta butelke.

22/23 grudnia 2003

1. Ogladam cos w rodzaju komixu o rycerzach, ktorzy jada przez las.Jeden z nich na rysunku trzyma 16 malych bochenkow chleba (policzylem je), a nastepnie kladzie sie spac.Rycerzy tropi grupa wilkow, jednak nie ruszaja koni, a zjadaja wszystkich pozostalych rycerzy.

2. Nastepny sen zblizony do "Matrixa" - podziemny okragly tunel, w ktorym widze setki, a moze tysiace oczu lecacych w moja stron, wszystkie maja cos przytwierdzone, co pozwala im latac i byc moze takze jakies matalowe czesci.Slysze muzyke, ktora znam.Naprzeciw oczom biegnie grupa jakby wilkow/duzych psow, ktore maja stoczyc z nimi walke.W tunelu obok widze jakby grubego (sama glowa) policjanta, lub przywodce grupy wilkow, ktory cos sobie spiewa i bardzo wolno porusza sie.

Potem widze jadacych na motorze 2-3 facetow (dokladnie nie pamietam), ktorzy z niego spadaja - jednym z nich byl aktor Threat Williams (powiedzialem to we snie).

W ciagu dnia gralem w "Codename: Outbreak".Misja polegala na znalezieniu wejscia do jaskini, gdzie znajdowal sie stwor-matka.Okazalo sie, iz jaskinia sklada sie z okraglych tuneli, a w kazdym migaja jakies okragle i swiecace wypustki, na poczatq kojarzyly mi sie z oczami.Sama matka okazala sie dosc duzym i powolnym stworem.Nie moglem o tym wczesiej wiedziec, zreszta byla to ostatnia, 14 misja.

18/19 grudnia 2003

1. Pierwszy sen z dwoma Indianami; jeden byl juz stary, chyba jakis czarownik, drugi wygladal na wojownika.Obaj mieli identyczne blizny na brzuchu - w okolicy pepka po obu stronach brzucha 2 linie poziome dlugosci moze 10 cm kazda, dodatkowo nad nimi szly jakies ukosne, zbiegajace sie do wewnatrz, troche dluzsze.Na plecach, po lewej stronie dluga, maze 30 cm rana (blizna, poniewaz wszystkie byly pozaszywane).Ten mlodszy mial kamienny noz, ktorym chcial wykonac na moich plecach podobne ciecie, a stary mial to zaszyc.Powiedzieli mi, ze to ma symbolizowac miejsce po skrzydle, ktore ludzie utracili.

(Przypomina mi sie pewien cytat: "Kazdy jest aniolem z jednym skrzydlem; potrafimy latac tylko wtedy, gy obejmujemy innego czlowieka")

2. Sen drugi: jestem w moim domu - lazienka, pelna wanna cieplej wody, zanurzam sie w niej, a razem ze mna kapie sie jakas extra laska z duzymi piersiami.Przy drzwiach stoi kamerdyner, po chwili wchodzi jakis stary gosciu; okazuje sie, iz kapie sie z jego zona, a tez narzeka, ze nie bedzie sie juz mogl bawic jej koncowkami :) Witam sie z nim mowiac dzien dobry i szukam jablek, ktore byly gdzies w wodzie.Zauwazylem, ze babeczka obrala je i pokroila w plastry - lezaly na brzegu wanny.Mialy byc dla jej meza.Potem jade z babka i wujaszkiem samochodem, kieruje chyba kamerdyner, bo wydaje mi sie, ze przejalem wszystko od starego gostka; w oddali widzimy dziwne explozje oraz po chwili duzy grzyb unoszacy sie w powietrzu.Kiedy podjezdzamy blizej - oczom naszym ukazuje sie gejzer wyrzucajacy slona wode i kawalki soli.W wodzie kapie sie mnostwo starszych ludzi, niektorzy siedza przy wylocie, z glow zwisaja im stalaktyty solne, kilkucentymetrowe.Okazalo sie, iz jest to jakies uzdrowisko.Rodzinka zanurza sie cala, mnie smieszy ta sytuacja, ale nie zauwazylem, jak do pasa bylem juz w wodzie - stanalem na palcach, aby byc suchym.Wyszedlem z solanki i udalem sie pod goracy prysznic, ktory zmyl ze mnie sol.Rodzinka rozsiadla sie na lezakach, ale zaraz przyszli ich wlasciciele i musielismy stamtad splywac :)

3. Sen trzeci: jezdze po duzym miescie na motorze, przy prawej rece gaz, przy lewej hamulec.Na plecach mam jakis plecak.Podjezdzam do kilku budek telefonicznych usytuowanych w roznych miejscach miasta, ale zawsze mijam jakiegos mlodego chinczyka z fryzura na "grzybka".Zawsze usmiecha sie widzac mnie.W koncu zatrzymuje sie przy jednej z budek, gdzie i ten na cos czeka.Wchodze do srodka, a raczej zblizam sie na motorze i wyciagam kilka kart telefonicznych, zostawionych tam przypadkiem.Potem pytam chinczyka, czy nie chce qpic moich, poniewaz mam pelne na sprzedaz.


O godz.13:00 na programie "Discovery" ogladam dokument o kosmitach, w pewnym momencie pokazywane sa zdjecia ludzi z ranami na plecach, prawie dokladnie takimi, jakie mial Indianin, ale byly one poziome, a nie pionowe.
Godz.16:40 chyba TVP1 - wiadomosci o nurkach, ktorzy oczyszczaja Wieliczke z metalowych pretow znajdujacych sie pod woda i innych smieci.

14 grudnia 2003

Dzis snila mi sie szkola filmowa - zaliczylem scenka z jakas babeczka (takie male przedstawienie, nawet nie erotyczne) na 5, ale zaczalem sie klocic z rezyserem mowiac, iz juz nie moge miec wlasnego zdania, a on jest taki cudowny i wszystko wie najlepiej; ten obrazil sie i postanowil wpisac mi 1.

11 grudnia 2003

I znow moj sen sie sprawdza, bo znalazlem jakas mala beczulke (we snie!), taka podobna do tych czekoladowych z rumem i kapitan odciagal mnie od tego mowiac, iz zaraz wybuchnie.Znajdowalem sie w tym czasie w jakims pomieszczeniu wykonanym z cegiel, cos naksztalt piwnicy w bunkrze.Okazalo sie, iz... bylismy na koncu piwnicy w moim bloku (przebieglismy cala droge wzdluz), kiedy ten pchnal mnie na sciane, a sam upadl mowiac, iz zaraz spali mu twarz.W tej samej chwili zauwazylem kule ognia lecaca w jago kierunku, a nastepnie jego krzyk (w grze "Codename: Outbreak" potwory skacza na twarz).
Wczesniej kazalem usuwac ziemie sprzed bunkra i odslonila sie granitowa posadzka z jakimis napisami ruskimi i data 1947.W poprzednim snie bylo chyba 1965, wiec jakby odjac je od siebie wyjdzie 18.Ciekawe co to znaczy, moze dzien grudnia?A gdyby dodac je do siebie - otrzymamy 3912, co po podliczeniu daje cyfre 15 czyli 6 (moja liczbe zycia).


Wczoraj w TV mowili o wyjazdach za granice, programy nazywaja sie Work & Travel (moj Work & Travel Exchange), a potem gosciowa zaczela zdanie od: "Jedyny..." i tak sobie pomyslalem, ze moze to jednak cos znaczy i ma zwiaze z moim wyjazdem do Anglii.

10 grudnia 2003

Chodze po moim miescie w okolicy dworca PKP i poczty wraz z kapitanem Borewiczem ("07 zglos sie"); stoimy obok kiosku RUCHu, gdzie kupuje napoj w butelce.Patrze na date wybita na etykiecie - rok 1965.Pytam go o to, a ten potwierdza."Co? 1965 rok?! Jak ja sie tu znalazlem? Jestem z przyszlosci!" - komentuje, a Borewicz znizonym glosem oznajmia, zebym glosno tego nie mowil.

4 grudnia 2003

Grzebalem, a dokladniej kopalem w gorce obok mojego bloku (zaraz przy schodach), gdzie zlecil mi prace jakis brodaty archeolog.Zaczalem wyciagac czesci srebrnych naczyn, coraz wieksze i wieksze, az do kompletnych, np.czajnik (z wygladu chinski) z przykrywka, wszystko ze srebra, aczkolwiek lekko przybrudzone ziemia oraz piaskiem.Chcialem cos "zakosic", lecz krecilo sie kilka
osob uniemozliwiajac pozniejszy zysk :) Potem znalazlem sie w szkole, gdzie siedzialem w 3-eciej lawce w rzedzie od sciany.Obok mnie znajdowal sie moj niezyjacy kolega, ktorego pobili w rzeczywistosci na ulicy i peklo mu cos w mozgu, jakis tetniak lub cos w tym stylu.Zostal wywolany do tablicy, lecz raczej nie mogl rozwiazac zadania.Nastepny mialem byc ja, lecz nikt mnie nie wywolywal.

22 października 2003

W skrocie: uciekalem ze znajomymi przed pracownikami budowlanymi, bo weszlismy na teren budowy i byly jakies "dymy".No wiec biegne z qmplami i wpadam do przychodni, gdzie przy drzwiach do ginekologa stoi sobie nieznana mi rodzinka, tzn.matka z jedna corka i chyba mezem, trzymaja kwiaty i jakies ubranka dla dziecka.Wychodzi ich najstarsza corka w ciazy i matka pyta: "To jak, nie bedziesz miala tego dziecka?" Corka odpowiada: "Bede miala.I to piec razy".Chodzilo jej pewnie o piecioraczki, a ja tam stalem i smialem sie z miny jej matki :-)

21 października 2003

Dzis snilo mi sie, iz otrzymalem jakis wiersz od Lukasza (jakiegos tam), poza tym calowalem sie z babeczka i dowodzilem policjantami rozkazujac im, aby pilnowali drogi tak, zeby nikt nie mogl przejechac.

16 października 2003

KONTROLOWANY SEN

1. Dzis snila mi sie A.K.Obudzilem sie, ale lezalem na lozq w duzym pokoju odwrotnie, tzn.glowa w miejscu nog.Otwieram oczy - lezy na mnie jakas dziewczyna.Odgarniam jej wlosy z czola, a ta otwiera oczy.Spytalem, co tu robi a ta odparla, iz wlasnie zastanawia sie co robi w pokoju
Luka.Stwierdzilem, ze nigdy juz nie bedziemy razem, a ona patrzac mi w oczy szepnela, iz nie wie tego i kladac glowe na moyey klatce piersiowej przytulila sie.

2. Potem bylem w szkole i otrzymalem sms'a.Najpierw nic ciekawego, bo wszystko zniknelo z wyswietlacza, a potem pojawil sie na nim maly motyl, ktory pozostawial za soba znikajacy slad.Po chwili wszedlem w menu, ale grafika zmienila sie, potem doszly kolory, po chwili wyswietlacz byl 2x wiekszy, a komorka przypominala raczej laptop.Ekran byl dotykowy, pojawily sie zdjecia aktorow, ktore obracaly sie (byly chyba trzy i na 100% Dustin Hoffman z
filmu "Tootsie" przebrany za babeczke w okularach).Siedzialem tak na korytarzu, kiedy podeszly 2 dziewczyny i siadly po mojej lewej stronie.Jedna z nich przycupnela tak blisko, ze siedziala mi prawie na kolanie, a kiedy odeszla - rozpoczal sie LD i zaczalem rozmawiac z druga, ktora znam z widzenia w rzeczywistosci.Zaprowadzilem ja do lazienki... i bylo milo :-D

15 października 2003

Najnowsze paranomale - snily mi sie jakies vampiry, cos na ksztalt "Od zmierzchu do switu 1", ale zamiast Clooneya gral Jet Lee (Li?).Bylem potem w jakims bloku, ktory plonal i wychodzilem trzymajac sie okien oraz zewnetrznych kondygnacji.Wczesniej jakas najpierw dziewczyna, a potem kobieta mowila, iz nastepny razem stworzy sie/zrobi na niebiesko; wtedy
bedzie sie bardziej podobac mezczyznom.Niemal w tej samej chwili znalazlem sie w fabryce, gdzie kobieta byla montowana - tzn.cyborg; do ciala dochodzily jakies przewody, czesci organizmu wybrzuszaly sie, jakby zyly.

Budze sie rano - niby nic takiego, ale na GG zauwazylem opis u znajomej: "Cala na niebiesko :)"

13 października 2003

PRZECZUCIA

- u qmpeli (na pizzy) rzucilem qrtke na podloge i lezakowala tam moze 3 godziny.W pewnym momencie pomyslalem sobie, ze nalezaloby podniesc moje wdzianko.Kilka sekund potem znajoma chwyta qrtke i kladzie ja na kanapie

- budze sie rano z mysla, ze nie mam ochoty na wyjazd do Karpacza - tego samego dnia dzwoni O. z info, iz nic z tego nie wyszlo

- siedze przy kompie grajac w "Settlersow"; w pewnej chwili stwierdzam, iz nie dostalem od qmpeli sygnalu telefonicznego.Odwracam glowe od komorki - w tym momencie slysze dzwiek, dokladnie od tej samej dziewczyny :)

11 października 2003

Dzis we snie widzialem jakiegos gostka z dwukolorowymi oczami (oczyma?).Prawe zielone, lewe niebieskie.Ciekawe, co to moze znaczyc? Poza tym kapalem sie w jakms basenie i co bylo dziwne - budowla byla kryta, ale znajdowal sie tam drewniany pomost.Potem kapalem sie pod prysznicem, namydlajac cialo mydlem i polewajac czysta, letnia woda z malego, bialego i
czesciowo przezroczystego wiaderka.W senniku cos o zmywaniu z siebie starych brudow, oczyszczenie, a oczy: "szczescie".

2/3 października 2003

Znajduje sie w szpitalu, byc moze jest to moje miasto.Przychodzi jakas babka i mowi o integracji, co chwile dochodza jakies pielegniarki i znikaja w gabinecie obok.Razem ze mna siedzi kilka osob przy oknie - sa one skierowane do sluzby zastepczej.Jakas babeczka robi szpagat na korytarzu.
Znalazlem sie na postoju taxowek przed szpitalem.Kobieta-dyrektor szpitala mowi, zeby uwazac na jednego z nowo przyjetych, bo nie za bardzo chce mu sie dobrze pracowac.

O 10:50 w radio plus slysze o "sluzbie zastepczej w gxxxxxxxxx szpitalu - wiecej mozna przeczytac na stronie internetowej".

1/2 pazdziernika 2003

KONTROLOWANY SEN

Znalazlem sie na moim balkonie, gdzie cos -za czym bieglem- zeskoczylo z niego.Na pewno nie byl to czlowiek, raczej nieokreslone zwierze nie wystepujace w tym swiecie.Zlapalem za piorunochron przebiegajacy obok barierki i skoczylem - wszystko po to, abym nie spadal za szybko.Kiedy lecialem w dol - w prawej dloni sciskalem czerwony krysztal, nie byl przezroczysty, a jego konce byly jakby ostre, zbiegaly sie w jednym punkcie.Kiedy przyjrzalem mu sie na dole, gdy juz opadlem - mniej wiecej w polowie byl odksztalcony, tzn.wezszy niz przy koncach, jakbym za mocna go sciskal lub pocieral.

Pamietam, ze znalazlem sie obok wejscia do domu mieszkalnego; biegalem kolo mojego bloku za jakims wilkiem; wbiegl do klatki wejsciowej, a ja nie wiedzialem, czy jest w piwnicy, do ktorej drzwi byly otwarte, czy tez wbiegl na schody.Zdalem sobie sprawe, ze powinienem postepowac wedlug jakiegos scenariusza - stad tez bylem pewien, ze cala bieganina miala juz miejsce i udalem sie na schody.Wilk czekal na mnie na polpietrze zagladajac przez szczebelki.Nie chcialem sie za bardzo do niego zblizac, ale wszedlem po poreczy nie dotykajac schodow i w taki sposob dostalem sie na 3-ecie pietro, gdzie mieszkam.Zwierze usiadlo na wycieraczce sasiada wpatrujac sie w jego drzwi.Zszedlem z metalowej konstrukcji i podeszlem do niego.Zaczal warczec.Wyciagnalem reke, a ten na chwile przestal.Wszedlem ponownie na konstrukcje pukajac do sasiada - po prostu wiedzialem co mam robic, jakbym gral jakas wielokrotnie powtarzana scenke.Otworzyl Maciej Orłoś (ten z Teleexpresu) - wilk wbieg do srodka i skierowal sie widocznie na balkon.Wlasciciel zamknal mi drzwi przed nosem jakby zly.Po chwili otworzyl je i smiejac sie zaprosil mnie do wnetrza.Wszedlem, ale kiedy ten zamykal drzwi przytrzasnal mi reke, tzn.lokiec znajdowal sie przy futrynie, a dlon dotykala drzwi.Po chwili odchylil je, a ja wyciagnalem czesc ciala.Wszedlem do przedpokoju.Nie wiem, czy DLOŃ byla znakiem, aby sie w nia wpatrywac, ale popatrzylem na wnetrze prawej reki.Znalazlem sie w kontrolowanym snie.Wywiazal sie miedzy nami krotki dialog:

- Chcialbym, zebys odpowiedzial na kilka moich pytan -odparlem.

- Nie mam zamiaru na nic odpowiadac -odparl wchodzac do pokoju po lewej stronie i zamykajac drzwi.

- Prosze, tylko kilka pytan -powstrzymywalem drzwi przed zamknieciem.

- Dobrze.

Wyszedl do przedpokoju, a ja zaczalem tracic kontakt z LD.Ponownie spogladalem na prawa reke wyostrzajac linie papilarne.Popatrzylem na Orlosia, ale to nie byl ten sam facet - nie mial juz okularow: mala brodka, troche wiecej wazyl (grubsza twarz).Po chwili zmienil sie w "siebie" i powiedzial:

- Co z tego, ze poswiece ci 6 minut; nie odpowiedzialem jeszcze nigdy na zadne pytanie i zadnego nie zadalem.

W tej chwili obudzilem sie patrzac na zegarek.Byla godzina 8:51.

27/28 września 2003

KONTROLOWANY SEN

Kolejny LD w kolekcji, ale jakis dziwny: poklucilem sie z kilkoma gostkami (zwykly sen) i zaczalem uciekac.Pamietam, ze jeden z nich nosil skorzana kurtke z jakimis metalowymi elementami, na jakies 90% byly to cwieki.Wchodze na jakas metalowa drabine (metalowa konstrukcja ze stopniali - gdybym puscil sie stopni nie spadlbym, poniewaz byla to zabezpieczona konstrukcja, tzn.opieralem sie plecami o metalowe druty), od ktorej oderwalaem czesc po ktorej juz wszedlem tak, ze tamci nie mogli sie wspinac, ale strzelali do mnie z luku.Jeden trafil mnie od dolu w prawa stope i czulem bol, zreszta wyciagnalem jakies 10 cm strzaly.Dziwne, bo nie mialem na sobie obuwia.Polizalem strzale, ale poczulem... czekolade! Wszedlem na dach budynku i znalazlem sie automatycznie w pomieszczeniu kuchennym - zdalem sobie sprawe z LD i staralem sie zapamietac rozklad pomieszczen oraz architekture, bo wszystko to bardzo mi sie podobalo.Byla to duza kuchnia z podzialem na mniejsze pokoje.Byly tam male pomieszczenia, do ktorych wchodzilo sie po 2-3 stopniach - w jednym byl brodzik do mycia ziemniakow, wysuwana szuflada z kartoflami, blat od obierania itp., jakby kazde pomieszczonko przeznaczone bylo do innego rodzaju warzyw lub owocow.

Powiedzialem na glos, ze chcialbym z kims porozmawiac.Nie wiem jak sie tam znalazlem, bo bylem nagle w lazience, gdzie moja kolezanka ze szkoly -Magda Maraxxxxxx- brala prysznic.Znajdowala sie po prawej stronie, kiedy stalem w drzwiach, a kilka metrow na wprost mnie kapal sie jakis facet zakrywajac kotare innego typu, poniewaz widzialem tylko jego zarys.U znajomej widzialem glowe, poniewaz oslone prysznica stanowila kotara zakrywajaca jej cialo z 4 stron, ale od szyi w dol.Powitalem ja, na co ta odpowiedziala "Czesc".Powiedzialem, ze jest tylko postacia z mojego snu, ze nie jest autentyczna - ta zaczela zaprzeczac, iz to niemozliwe.Spytalem, gdzie tu maja komputer (?), poniewaz chcialbym wyniesc z tego swiata jakies ciekawe dane/informacje.Odparla, iz nie maja tu komputera i skazala mi drzwi do pokoju.Wszedlem do srodka.Przy okraglym stole siedzial jakis maly hindus, chyba w turbanie, amerykanian w garniturze i ktos jeszcze, moze murzyn, ale watpie.Albo w cos grali, albo nad czyms dyskutowali.Ponownie spytalem o komputer, ale ci takze odparli, iz nie posiadaja tu komputerow.Bylem zdziwiony, iz do tego LD nie potrzebowalem wpatrywanie sie w dlon, nie mialem tez trudnosci z utrzymaniem go - zaczalem sie nudzic, wiec obudzilem sie.

7/8 wrzesnia 2003

KONTROLOWANY SEN

1. Siedze w mojej klasie z podstawowki, wewnatrz wszyscy znajomi z tamtej klasy.Jezyk polski, wychowawczyni Anna Nyk rozdaje sprawdziany ortograficzne.Na poczatku sa same jedynki.Kiedy tak na nia patrze - zaczyna cos po cichu liczyc; stwierdza po chwili, iz na 10 bledow ktos popelnil 34.Jestem chyba trzecia lub czwarta wywolana osoba.Podchodze do niej, a ta wydaje sie bardzo niska.Po chwili patrzy i mowi, ze bardzo uroslem.Stwierdzam, iz mam grube obcasy, tzn.podeszwy.Kilka osob smieje sie z tego, ja takze.Nauczycielka wyglada z poziomu moich oczu na bardzo mala.Trzyma moja kartke, na ktorej zauwazam cyfre 1/2 co oznacza, iz dostalem albo 1+ lub 2-


2. Jestem na jakims balkonie w Kozuchowie, tam gdzie mieszkala kiedys babcia, czyli na 3-ecim pietrze.Widok z balkonu wyglada tak, jak z okna od strony wschodniej.Nie za bardzo widze miasto, poniewaz zaslaniaja mi wysokie drzewa.po drugiej stronie ulicy widze fundamenty, z ktorych bardzo szybko wyrastaja gotowe domy; powstaje rzadek podobnych, a wrecz takich samych budowli z 2 wysokimi (moze 2,5-3 metry) kolumnami przy wejsciu.Na dole, prawie pod balkonami - tak, ze ledwo ich widze, gra jakis zespol; dostrzegam mojego znajomego Machola (M.K.), ktory w rzeczywistosci gra na gitarze.Bardzo podobaja mi sie ich dzwieki.Ktos stoi ze mna na balkonie, a ja pytam M. od ktorej graja.Odpowiada, ze od 5:00 (lub 5:30 - nie za dobrze pamietam).Wiem, iz jest godzina 6:00, wiec dodaje, czy nie przeszkadzali komus, nie bylo wyzwisk itp.Odpral, iz wszystko w porzadku.Pytam ile kosztuja struny, bo chcialbym nauczyc sie grac.

3. Teraz jestem w pokoju, stoje obrocony plecami do drzwi, a po prawej stronie na lozku spi moj dziadek z Kozuchowa.Ma na sobie garnitur, przykryty jest bialo-zolto posciela w male kwiatki.Mowi przez sen: "Kochany synu".Po drugiej stronie lezy Szpaczek, z ktorym rozmawiam o telefonie (w rzeczywistosci dzien wczesniej wyslalem mu sms'a z pytaniem, czy chce kupic Nokie 3310 za 200 pln).Stwierdzil, ze nie interesuje go ruski telefon.Kloce sie z nim, poniewaz Nokia to chyba firma z Danii, skad zreszta pochodzi Bjork (nie wiem, czy to prawda).

4. Znajduje sie raczej w tym samym mieszkaniu babki, gdzie przez okno obserwuje okolice, podziwiam widoki.Uswiadamiam sobie, ze zaczynam przechodzic do kontrolowanego snu.Dotykam szyby, ale nie moge wlozyc dloni w szklo.Trzymam ja na wysokosci oczu plasko, palcami dotykajac przezroczystej powierzchni.Wmawiam sobie, ze jest to sen, a w nim moge wszystko.Czuje opor szkla, ale po chwili palce baaardzo wolno przenikaja przez szybe; czuje lekki opor, tak jak opisalem to we wczesniejszym snie i przypadku z szybka: czuje jakby nacisk na skore lodu, ktory nie zdazyl sie jeszcze utworzyc np.w kaluzy.Dziwne uczucie.Dlon wchodzi cala.Po krotkiej chwili mysle, ze przeciez nie powinienem czuc zadnego oporu, bo to sen i moja wola.Kiedy przymykam oczy tracac kontakt z lucid dream - rozmazuje mi sie tlo, a reka swobodnie krazy po szybie bez jakiegokolwiek problemu.Kiedy otwieram oczy wzmacniajac sen - czuje opor szkla, a dlon przemieszcza sie juz z trudnoscia i bardzo powoli.

Budze sie po chwili patrzac na zegarek: jest punktualnie 7:30

Dowodzi to tylko tego, iz w rzeczywiscie kontrolownym oraz "twardym" snie bardzo trudno o "nienormalne" zachowania, a stan porowywaly jest z tym na jawie i jakiekolwiek udziwnienie traktowane jest przez mozg jak cos niemozliwego do wykonania; byc moze stad biora sie wszelkie trudnosci z osiagnieciem zamierzonego celu.

30/31 lipca 2003

1. Znajduje sie w jakims zaglebieniu terenu, sciany wokolo wykopane sa pod lagodnym katem.Nie widze nieba ani lonca, ale calosc jest oswietlona.Zaczynam kopac nizej - dochodze do glebokosci moze 1,8 metra, poniewaz kiedy w nim stoje widze, co dzieje sie wyzej.Wyglada to jak okop, ale ziemi jest ardzo malo - wiekszosc stanowi ubity piasek.Ktos kopioe razem ze mna - wyglada na starszego ogostka, ktory po chwili wychodzi zmeczony.Ide na jego iejsce, gdzie zaczynam delikatnie kopac w scianie na przodzi wykopu.Dokopuje sie do jakiegos szkla, ktore okazuje sie brazowa butelka o ciekawym ksztalcie; do tego ma nalpke, a raczej bialawy nadruk z napisem "voodka".Chowam ja pod koszule, abym mogl zabrac do domu.Szukam dalej i juz po chwili znajdje nastepna - tym razem jest raczej plaska z motywem roslinnym.Glaszcze ja dlonia czujac liscie.Podaje ja komus wyzej, ale ta spada do wykopu.Peka szyjka, ktora lezy obok.Podnosze ja zloszczac sie i narzekajac probuje dopasowac rozbite czesci.Dokopuje sie do jakiejs metalowej konstrukcji, bardzo zlozonej, lecz po chwili scianki zaczynaja sie sypac, przywalajac najpierw moje nogi, a potem dalsza czesc ciala.Kiedys ledwo wydostaje sie z okopu - widze kilku ludzi; jeden z nich oznajmia mi, iz w tym miejscu niedlugo pojawia sie archeolodzy, a calosc ma zostac nienaruszona i nikt nie powinien o tym wiedziec.Po chwili stoje na powierzchni, a po wykopie nie ma ani sladu, do tego jacys ludzie zagrabiaja teren.

2. Rozmawiam z kilkoma osobami.Widze olbrzymia mape - chyba Glogowa oraz okolice, bo ktos wymienia nazwe wioski, gdzie znaleziono metalowa tabliczke z napisem "BERMUDA TRIANGLE" oraz zaszyfrowanymi wspolrzednymi, ktorych nikt nie potrafi odczytac.

3. Patrze na Japonczykow, ktorzy przygotowuja sie do samobojczej misji.Kamikadze.Wszedzie pelno wody - byc moze ocean, ale ja znajduje sie blisko brzegu.Niektorzy z nurkow znajduja sie w wielkich beczkach, do ktorych przymocowany jest silnik oraz ster, inni wchodza i klada sie wyprostowani w karoseriach samochodow o takim samym przeznaczeniu.Wszyscy odpalaja silniki i po chwili ruszaja w kierunku amerykanskiej jednostki.Po jakims czasie pruja w kierunku statku, na ktorym marynarze probuja zestrzelic nieprzyjaciol, ale nie udaje im sie to.Kilka beczek uderza w burte wywolujac explozje i pozar, lecz marynarze dobiegaja z gasnicami.Na lodce plynie dowodca japonczykow, ale nie uderza w statek.Ma na sobie dlugi, gduby plaszcz i wojskowa czapke, jaka nosili rosjanie.Wyskakuje z lodzi, ktora zatrzymuje sie nie explodujac.Wiem, ze ten czlowiek zostal uznany potem za tchorza oraz zdrajce narodu-poniewaz nie umarl w walce.

Ktos pokazuje mi ladunki, ktorych uzywaja do wysadzania.Ulozone sa w ksztalcie piramidy, tzn.na dwoch dlugich rzedach ulozono trzeci.W kilkunastu miejscach widoczne sa zapalniki, sam nie wiem po co.

4. Jestem w jakiejs wiosce, chyba kilkanascie lat po wojnie.Oprowadza mnie jakas kobieta.Dochodzimy do domu "tchorza", ktory wychodzi na zewnatrz.Ubranie raczej swzarawe, na stopach gumowce.Smieje sie, a my zaczynamy wypytywac jak zmienilo sie jego zycie od tamtego czasu.Idziemy dalej.Znajduje sie na zadrzewionej wydmie, w dole plynie strumyk.Przewodniczka mowi, ze teraz idziemy do innego gostka i jesli jej przypuszczenia sie potwierdza - bedziemy wiedzieli kto zabil Lenina i bardzo prawdopodobne, ze to wlasie ten facet byl morderca.Zeskakuje ze skarpy ladujac po drugiej stronie strumyka.Znajduje na malej, zarosnietej chwastami gorce srebrny noz - tepy, raczka zdobiona, ale starta.Obok lezy maly widelec w nieco lepszym stanie.Jesttem w cieniu, ale nie przeszkadza mi to w szukanieu przedmiotow.Po chwili wyciagam kawalki duzej, starej muszli, prawie skamienialej.Kobieta mowi, zebym nei zabieral stad sztućcow, poniewaz nie sa mi potrzebne i nic sie z nimi nie da zrobic, a nalezaly do kogos, kto mieszkal tu dawno.Kazdy o tym wie i szanuje jego rzeczy.Ta gorka to jakby muzeum pamiatek po tej osobie.

5. Teraz jestem chyba gdzies w Indiach lub jakims innym kraju, gdzie znajduja sie ludzie o ciemnych cerach oraz wasach.Moze to ta sama wioska - sam nie wiem.Widze stragan, wlasciciel lekko gruby, ubrany w biala koszulke.Podchodze blizej i widze komix "Asterix" wydny w ksztalcie krzyza, ktorego ramiona stanowia odrebna historie, a calosc otwiera sie do wewnatrz.Ogladam jedna czesc, gdzie widze Asterixa oraz Obelixa w wielkim formacie, bez dymkow - calosc wyglada jak exkluzywne wydanie.Pytam ile kosztuje, a sprzedawca odpowiada 350.Spytalem przewodniczki o co chodzi, bo nie wiem jakiej waluty uzywaja w tym kraju: czy to drahmy, czy stotinki :) Chyba zrozumial, bo zaczal cos przeliczac i pokazal mi na malej, bialej kartce liczbe 4.Okazalo sie, ze byly to 4 pln, wiec kobieta siegnela do kieszeni wreczajac mu kaske.Potem przygladalem sie innym komixoom - jeden byl o Indianach, w srodku mial jakies dodatki.Zauwazylem malpe podobna do Tytusa - zabawka, moze skarbonka.Juz mialem pytac o ceny, kiedy sprzedawca powiedzial, abym podal mu lewa dlon.Troche sie zdziwilem, bo nie do konca wiedzialem w jakim jezyku mowi, ale rozumialem go.Po chwili prawa dlonia zaczal masowac moja reke, a lewa podtrzymywal ja od dolu.Po chwili zauwazylem, ze rece ma tluste i blyszczace, jakby posmarowal je olejkiem.

Wpatruje sie w dlon i oznajmia, ze wszystko dobrze; palcem wodzi po liniach papilarnych i mruczy cos pod nosem.Na dloni widze kobiete, za ktora przebiega jakas linia, ale facet o niej nie mowi mi.Wreszcie spoglada na mnie mowiac, iz posiadam wielkie zdolnosci paranormalne, na co ja przytakuje.Patrzy mi przez jakis czas w oczy: "No dobrze" - mowi przerywajac wrozenie i odwraca sie.Widocznie chcial pogadac, ale nie mialem czasu ani ochoty.Tym razem mowil po Polsku, ale podziekowalem mu (thank you) po angielsq; odwrocilem sie ogladajac pozostale przedmioty na wystawie.

25/26 lipca 2003

1. Bylem w domu u Leszczynskiego, tego gostka z "mopem" na glowie, ktory krytykowal w IDOLU.Stalismy na balkonie, a ten pokazywal mi notatnik elektroniczny, ale nie chcial powiedziec ile kosztowal.Ja pochwalilem sie, iz kjiedys mialem Timexa Indiglo (bo tak bylo), a Leszcz w koncu wyznal, ze dal za niego 9.000.Potem zaczalem gadac z jego zona, a ten rozmawial ze swoim kolega.Zona byla w ciazy, totez nie przesadzalismy z zabawa - po prostu ganialismy sie po pokojach.W pewnym momencie wziela kamera, a ja zakrylem sie jakas posciela, aby nie zostac sfilmowanym.Ta najpierw kucnela, a potem upadla na podloge do tylu uderzajac tylkiem.Jeknela i zlapala sie za brzuch.Stekala, jakby mialal zaczac rodzic!Posadzilem ja na wersalce i krzyknalem glosno, ze porod sie zaczyna.Siedziala na brzegu lozka i nei bylo czasu wiezc jej do szpitala, wiec rozchylila nogi, a ja widzialem juz glowe dziecka.Po chwili wyciagnalem je cale.Nie plakalo, ale ruszalo sie.Po chwili trzymalem je bezpiecznie na rekach podpierajac glowe, druga reka trzymalem plecy.Dzieciak zaczal cicho plakac.Przytulilem go, ale po chwili podalem matce.Ta odparla, zebym nie przystawial go do prawej piersi, bo tam nie ma mleka, wiec przystawilem go do lewej, ktora prawie od razu zaczal ssac.

2. Jestem w jakims mieszkaniu z dziewczyna, nie poznaje jej, ale wiem, iz znam ja od dawna.Po chwili stoje przy oknie i wykonujac gest prawa reka powoduje, ze zachodzi slonce i robi sie ciemno.Ponawiam moj ruch i zalegaja calkowite ciemnosci.Dziewczyna dziwi sie, ale jest pelna uznania dla moich zdolnosci.

3. Potem bylo cos o krukach lub wronach, na jedna mowilem Mateusz (to chyba z Pana Klexa, bo wczoraj czytalem o tym w gazecie).

Oczywiscie kiedy siedzialem rano na kibelq co uslyszalem? KRA, KRA - z przewodu wentylacyjnego :)

19/20 lipca 2003

1. Widze jakis zamek, znajdujacy sie na dosc duzym nasypie.Obok mnie zajduje sie moj wujek z matka oraz matka jego matki.Widze jakichs ludzi wchodzacych po dosc stromych schodach, ale robia to "na czworaka" (na czworakach?), tzn.pomagaja sobie dlonmi.Ciotka chce wejsc po stromym zboczu porosnietym trawa, ale wujek namawia ja na schody, poniewaz moze sie slizgac po zieleninie i spasc.Wszyscy udajemy sie do stopni, po ktoprych jako yedyny wchodze w pozycji wyprostowanej.Na szczycie piekne widoki.Wysokie wieze, mury okalajace je oraz zaglebienia, piwniczki, wszystko z kamienia.Dodatkowo spostrzeglem Niemcow w mundurach z czasow II w.sw.

2. Jechalem jakims wozem -malym fiatem, potem a zakrecie wywrocil sie bialy Mercedes - taxi i lezal na boku w kaluzy.Zatrzymalem woz, podszedlem i pchnalem auto, ktore opadlo na 4
kola.Na pierwszy rzut oka z karoseria OK, ale po chwili zauwazylem male pekniecie.Moze to wazne, wiec dokoncze sen: kiedy przesiadlem sie w fiaciq do tylu, siedzialem za przednim pasazerem, czyli po prawej stronie.Przy drugich drzwiach matka mojego wujka z pierwzego snu, a w srodq jej matka.Potem otworzylem drzwi, nabralem garsc sniegu, z ktorego ulepilem qlke.Rzucilem nia w inny samochod, a ta odbila sie od jego bocznego, lewego oraz tylnego okna.Jechalismy gdzies, kiedy woz stanal - widocznie wujaszek (inny) zatrzymal sie, aby wziac autostopowicza.Otworzyly sie drzwi i zauwazylem czarnoskorego, usmiechnietego, moze 60-o letniego czlowieka w czarnym garniturze i kapeluszu.Mial duze wargi, troche zmarszczek.Wydawalo mi sie, iz jest jakims muzykiem.Przywital sie ze srodkowa osoba calujac ja w kolano, ktore miala przykurczone (malo miejsca w wozie :))))), nastepnie ciotka przy drzwiach pocalowala go w policzek, a na koniec podal reke mnie:

- Hi, how are You?

- I'am good, thanx.And You?

"blabla"... cos tam odparl - nie pamietam...

- You have cold hand.

- Yes, I know.Ice.

Wytlumaczylem mu, iz wlasnie bawilem sie sniegiem, a ten po chwili wsiadl do wozu zamykajac drzwi.

10/11 lipca 2003

1. Siedze obok jakiegos goscia, po mojej lewej stronie "znajomy", ktorego nie poznaje.Obcy gostek nosi okulary, wazy jakies 70-80 kg, wiek okreslilbym na 40-45 lat.Na twarzy ma troche zmarszczek, jest bialy, nosi jasna koszule (chyba w jakies paski) z podwinietymi rekawami.Czyta swoje notatki i kiedy probuje zagladnac - zamyka zeszyt.Mowi, ze pracuje w firmie komputerowej.Przypadkowo przypomina mi sie, iz to on wymyslil komputer, ktory zniszczy swiat, a ten dzien wypada wlasnie dzisiaj.Zaczynaja trzasc mi sie rece, a po chwili mdleje.Odzyskuje przytomnosc w wodzie - jest noc, wszedzie plona szczatki samolotu, ktorym widocznie lecialem; slysze krzyki ludzi i widze kilka osob unoszacych sie w cieczy.Znajduje sie obok kadluba samolotu, ktory unosi sie na wodzie.W srodku znajduja sie ludzie, ktorzy probuja wydostac sie z wraq.Udaje im sie wylamac drzwi, ktorymi wychodza i skacza do wody.Obok zjawia sie jakis statek, z ktorego zwisa metalowa drabinka.Wchodze na gore.Okazuje sie, iz jest to amerykanski lotniskowiec; na gorze mnostwo tlacych sie cial, wraki samolotow itp.zgliszcza.Zastanawiam sie, czy pod pokladem ktos przezyl.Wiem, ze wybuchla bomba o ogromnej mocy, a pod wplywem temperatury czesc ludzi zostala spalona, czesc zmiotl sam podmuch.Podchodze do krawedzi statku, spogladajac w dal.Widze plonace miasto, nad ktorym lataja jakies statki z dwoma swiatlami po bokach.Troche przypominaly te z "Terminatora".Strzelaja do jakichs budynkow.Maja nowa bron - dwa "karabiny" po bokach, ktorych pociski sa w stanie przebic wszytsko.Po chwili jakis wysoki budynek staje w plomieniach.Jeden ze statkow strzela do Statuly Wolnosci, dziurawiac ja na wylot.Nie wiem, czy statki mialy na wyposazeniu czujniki ciepla, ale wszystkie zwracaja sie w moja strone i zaczynaja sie zblizac.Kiedy podlecialy - ostrzeliwuja poklad, a reszta ludzi, ktora sie na niego wspiela - skacze do wody.

2. Jestem na jakiejs wyspie, gdzie maszyny pozwolily zyc w spokoju ocalalym ludziom.Jest tam wszystko - od sklepow, po samochody, ktorymi zjezdza sie coraz wiecej osob.Niektore z nich maja przyczepki.Auta sa wspolne.Swieci slonce, na niebie kilka jasnych chmur.Szukam czegos do jedzenia.Na wyspie jest duzo lasow, przedzieram sie przez dzungle.

3. Znajduje sie u babki w Chrobrowie, gdzie wykupilem kawalek jej pola.Po chwili zaznaczam inna czesc przy plocie, gdzie kiedys lezal dzip wojskowy.Mowie, ze ten kawalek takze qpuje.Po chwili znajduje sie nad polem, gdzie widze -jakby na mapie- zaznaczone moye obszary.Oznajmiam, ze qpuje dalsza czesc pola, ktora zaznaczam.Przy koncu plota widze jakies granitowe plyty i pytam, czy w tym miejscu stal kiedys jakis dom.Zauwazam polna droge.Wchodze na nia i juz po chwili po prawej stronie odkopuje kawalek kla sloniowego.Okazuje sie jednak, z jego koniec powieksza sie, a sam kiel ma kilka metrow dlugosci, ale rozpada sie kiedy probuje go podniesc, tak ze wyciagam tylko jego kawalki.Kiedy caly jest odsloniony, tzn.oczyszczony z ziemii - widze wzdluz niego jakies wloka, ktore znajduja sie we wnetrzu - 3 moze 4 sploty, jakby warkocze.Pytam jakiegos czlowieka, czy sadzi, iz jest to kiel mamuta, na co on odpowieda, ze z przodu jest wejscie do piwnicy.Schodze do jakiegos wybetonowanego pomieszczenia, do ktorego wejscie znajdowalo sie tam, gdzie zauwazylem po raz pierwszy kiel.Piwniczka ciagnie sie na calej dlugosci kosci sloniowej, a gostek oznajmia mi, iz kiedys tam trzymano lwa, ktory uciekl i biega gdzies po okolicy.

4. Wspinam sie po jakims dziwnym materiale, w prawej rece mam karabin; w oddali slysze ryk lwa.Ktos mowi mi, abym nigdy nie nosil nabitej broni.Lamie wiec karabin (tak jak wiatrowke) i wyciagam naboj, ale okazuje sie, iz jest to luska od pocisku do mausera (niemiecki pistolet).

5. Jade pociagiem z jakas polityczna ekipa oraz doradcami.Kiedy mijamy jakies miasteczko - pociag nie zatrzymuje sie na stacji; na peronach widac wielu ludzi, orkiestre, niedaleko wesole miasteczko.Nagle w tlum uderza jakis latajacy pocisk.Widze olbrzymi ogien, a kiedy wychylam sie bardziej z okna pociagu - widze chmure podobna do grzyba.Przez to samo okno wychyla sie ow polityk; mowie, iz teraz mozemy rzadzic swiatem, jesli zastosujemy odpowiednia polityke.

- Jak szybko? -pyta jakas staruszka, przy ktorej stoi jej stary maz w kapeluszu dzialkowym.

- Co jak szybko? - spytalem.

- Jak szybko bedziecie rzadziac swiatem.

- Moze za tydzien, miesiac lub rok - odparlem.

- Jak za tydzien, to za pozno.

Polityk zlecil mi rozprowadzanie ulotek i spytal ile trzeba by zamowic.Jeden z jego doradcow mowi, ze 2800.Ja dodaje, iz przydaloby sie 3000 tygodniowo, co po chwili notuje jakas babeczka.Mowie jej takze, iz na nastepnej stacji ma qpic xero oraz drukarke laserowa.Jesli zabraknie nam ulotek, to szybko dodrukujemu.
Przejezdzajac przez kolejne stacje rozrzucam biale papierki zadrukowane z jednej stroony.Mozliwe, iz bylo to wspomniane wczesniej ulotki.

6. Znajduje sie w jakims sklepie spozywczym, gdzie czekam na wozek.Widze Pyoya, ktory przyjechal z Anglii,ale nic nie mowie.Ma na sobie wylacznie majtki oraz koszule.Potem przy kasie okazuje sie, iz gostek przede mna to wlasnie Pyoyo - obraca sie i sciska mnie jak stary znajomy smiejac sie.


Ogladam program "Comming Soon", gdzie wlasnie mowia o filmie "Terminator 1, 3", pokazuja takze latajace maszyny.

9/10 czerwca 2003

1. Dzis mialem jakis religijny sen, tzn.na poczatku bylem jakims dzieckiem z sierocinca, a potem ratowalem inne dzieciaki.Bieglismy po ulicy, a za nami jakby policjanci lub zolnierze ubrani na czarno.Sprawdzali domu w poszukiwaniu zywych ludzi, za nimi panowala ciemnosc.Byla noc i cos poteznego wysysalo energie elektryczna, tzn.pogasly wszystkie swiatla, ale palily sie lampy wskazujac nam droge oraz kierunek, gdzie podazalem z dzieciakami.Bylem w ich wieku.Potem dobieglem do mojego bloku i wszystko ucichlo.Nagle w
miejscu, w ktorym rosla trawa zaczal wyrastac koper i buraki czerwone, ogromne pola.Po chwili cos sie w nich poruszalo, a ja odsuwalem sie coraz dalej.Kiedy uciekalem po ulicy w gore mojego osiedla - pojawil sie jakis chlopak - caly czerwony; w takim samym kolorze mial skore oraz jednorozca, na ktorym jechal.Na koszuli zauwazylem pentagram.Usmiechnalem sie.

2. Nastepnie znalazlem sie na klatce schodowej, gdzie ktos narysowal linie od metalowej konstrucji do sciany; na tej linii bylem bezpieczny.Po kazdej stronie pojawilo sie kilka osob - po lewej bylo ich 7 (lub 9), po prawej 4 i jakis starszy gostek, tez caly czerwony.Te postacie po lewej bylo jakby bardzo drobne, moze w ich ubiorze przewazal kolor niebieski.

Pieklo - niebo? Mozliwe.Sen psychodeliczny, ale najlepsza czesc zaraz:
te strony walczyly o mnie, poniewaz okazalo sie, iz jestem jakims wybrancem - wygra ta strona, ktora przekona mnie, abym przeszedl do nich.Niektore z tych "dobrych" postaci zastanawialy sie nade mna, poniewaz nie byly pewne - bylem dla nich za bardzo zly lub cos w tym rodzaju.Gostek w czerwonej szacie
zaczal sie zblizac, a ja cofalem sie na lewa strone.On takze sie cofnal, poniewaz prawie przekroczyl linie.Spytalem, co bedzie jesli pojde z nim.Male osoby odparly, ze "historia ludzkosci sie powtorzy i trzeba
bedzie zaczynac wszystko od poczatku." Spytalem skad one sie biora (no, te drobne osoby) - dowiedzialem sie, ze z burakow."A skad sie biora buraki?" -spytalem.Odparly, iz tego nikt nie wie.Na koniec zdecydowalem sie zostac z niebieskimi osobami oraz szedlem gdzies trzymajac jedna z nich za reke (byla to jakas dziewczyna).Rozmawialem z nia, a ta smiala sie czy raczej byla wesola i zadowolona; wygladala, jakby miala przezroczyste skrzydla na plecach, cos na ksztalt wazki.Piersi nie byly niczym okryte.

3. Licze pieniadze i wyciagam zlotowke.Stoje przy ladzie, za ktora znajduje sie stanowisko komputerowe.Zamawiam internet na 10 minut, a kobieta przepuszcza mnie i kaze usiasc.Nie moge pobrac niczego z konta (zadnych listow), poniewaz za zalogowanie pobierana jest oplata 0,01 pln.Monitor dziala, ale ekran jest dziurawy, tzn.widze okno zajdujace sie z nim.Ogladam jakas bajke, a kobieta przekrzywia mi monitor mowiac, iz nie za dobrze widac.Obrocila go w kierunku ludzi przy ladzie, dlatego teraz nie widzialem prawie niczego.Sprzeciwiam sie jej obracajac ekran w moja strone i kontynuje ogladanie bajki animowanej.

Kiedy zapisywalem ten sen - w radio uslyszalem slowa piosenki spiewanej przez jakas babke:

"Jestem slodka - daje niebo, jestem gorzka - daje pieklo."

"Do nieba, do piekla za toba bede szla."

19/20 maja 2003

KONTROLOWANY SEN

Tym razem LD, ale bardzo krotki.Znalazlem sie w mieszkaniu na parterze, gdzie przez okno zauwazylem biegnaca dziewczyne w wieku do 20 lat.Kiedy wspinalem sie na parapet zaczalem wpatrywac sie w dlonie, szczegolnie lewa.Wyostrzylem jej kontury i zaczalem sieszyc sie z faktu, iz po dosc dlugim czasie osiagnalem kontroloany sen.Wyskoczylem przez okno, a dziewczyna zrobila zwrot o 90* biegnac teraz sciazka wzdluz budynku.zawolalem: "Poczekaj, moge cie o cos spytac?".Nie odpowiedziala, a po chwili zapytalem: "Dokad biegniemy?" Zlapala mnie za reke nie pogladajac nawet na mnie i przyspieszyla.Po kilku sekundach biegu zauwazylem jakies bloki, a przy drodze po ktorej bieglismy znaki drogowe - biale strzalki na niebieskim tle.Nie jestem pewny, ale sa 3 mozliwosci:

- na lewym znaku strzalka zwrocona byla w lewo, na prawym wskazywala gore, czyli prosto

- na lewym znaku strzalka zwrocona byla w gore, na prawym wskazywala lewa strone

- na lewym znaku strzalka zwrocona byla w gore, na prawym wskazywala prawa strone (i to jest chyba najbardziej prawdopodobne)

Obudzilem sie nagle po godzinie 7:00 rano, moze 7:21

piątek, listopada 11, 2005

12/13 kwietnia 2003

A wszystko zaczelo sie, kiedy przeczytalem ostatni list Evy o Zydach, no i we snie.... bylem jednym z nich!

Ukrywalem sie w jakiejs willi stojacej na polanie porosnietej trawa, w dole plynela rzeczka, a calosc nalezala do jakiegos niemieckiego doktora (!).Ukrywalem sie u niego na pietrze na tapczanie, pod recznikiem, ktory trzymalem rozpiety.Jakas baba co chwile wpadala do pokoju (chyba jego zona) mowiac, ze to niebezpieczne i przysypujac mnie innym praniem.Co jakis czas sprawdzala, czy moge oddychac.Naprzeciw tapczanu znajdowaly sie drzi, wiec widzieli mnie inni Niemcy, kiedy wychodzili z mieszkania.Zauwazyl mnie takze jeden starszy, lekko lysiejacy na czubq glowy.Po domu chodzilem na czworaka, aby nikt mnie nie zobaczyl przez szybe.Kiedy zajrzalem na dwor - z kazdej strony ustawiali sie 3 Niemcy, ktorymi kierowal ten, ktory mnie obczail.

Potem bylem w jakims zniszczonym miescie, gdzie wisialem za oknem, a podemna kilkunastometrowa przepasc; trzymalem sie jakiejs instalacji (rur) wystajacej ze sciany.Sen czesciowo swiadomy, poniewaz czulem ciezar ciala, ktory utrzymuje na lewej rece, bo tylko nia sie trzymalem.Obok glowy mialem otwor okienny, w ktorym lezaly jakies metalowe odlamki.Podnioslem jeden z nich i chcialem wyrzucic, ale zdalem sobie sprawe, iz jest to czesc karabinu.Pode mna w gruzach znajdowal sie moj znajomy.Zyl i patrzyl na mnie.Zauwazylem takze samolot ze spalonym pilotem.Widzialem jego czaszke z rozchylonymi szczekami.

Potem udawalem niepelnosprawnego-chorego umyslowo Niemca, bo biegalem po miescie podskakujac i wykrzykujac "Hail, hail Hitler!".Znalem troche jezyk, wiec moglem "poszalec" :) Kiedy widzialem grupke oficerow (badz innych w okraglych czapeczkach - salutowalem im, na co oni odpowiadali tym samym).

Znalazlem sie na dworcu, gdzie pod pociag rzucali sie Zydzi (dobrowolnie!).Niemcy nie chcieli do tego dopuscic, wiec strzelali do nich jeszcze na peronie.Ciala znajdowaly sie miedzy mna a hitlerowcami.Zaczalem krzyczen po niemiecku: "Nicht schisen, ich bin - Hans" (bo wtedy tak sie nazywalem - nie wiem jak z pisowania, poniewaz mialem kilkuletnia przerwe w nauce...).Opuscili bron.Na torach zauwazylem kilka cial.Kiedy minalem Niemcow - szedlem do konca wzdluz peronu.Okazalo sie, iz znajduje sie tam ciemne pomieszczenie, do ktorego dochodza tory, lecz tam sie koncza.Lokomotywa zblizala sie do swoistego "pokoju", kiedy wewnatrz oswietlila kilkunastu ukrywajacych sie Zydow.Nie mieli butow, ubrania raczej postrzepione.Jedna z kobiet trzymala na rekach dziecko, inne siedzialy na torach placzac.Lokomotywa zblizala sie coraz bardzie oslepiajac ich swiatlami.Zauwazylem chuda dziewczynke o dziwnej twarzy, jakby doroslej kobiety.Wszyscy zaczeli krzyczec, coraz glosniej i glosniej, a po chwii slyszalem trzask pekajacych kosci.


Znalazlem sie na jakiejs wiosce, gdzie na slupie ogloszeniowym zauwazylem plakat z mala dziewczynka, ktora widzialem na torach.Kilku ludzi przygladalo sie ogloszeniu.W pewnym momencie podszedl maly (niecale 1,5 m wysokosci), gruby czlowieczek o czaszce spiczastej, porosnietej wlosami.Nosil wasy.Przypatrzyl sie i po chwili odszedl.Wiedzialem, ze przetrzymuje dziecko w zamknietym pokoju, wiec bodbieglem do niego od tylu i skoczylem.Powalilem go na ziemie, a ten po chwili prowadzil mnie do swego domu.Po drodze zauwazylem pien drzewa lekko zaostrzony, kory wygladal jak piramida.Obwiazany byl grupa lina, jakims sznurem.Grubas powiedzial, ze drzewo nie moze rosnac, musi umrzec - to jest kara.Wykonalem kilka ruchow dlonmi (w powietrzu, jakbym czarowal); lina opadla, a ja ucieszylem sie.Przeszlismy obok pnia jakies 2 metry dalej.Obrocilem sie mowiac, iz teraz drzewo zacznie rosnac.Po chwili mialo kilka metrow wysokosci i dosc gruby pien, ale nie wypuszczalo jeszcze lisci.Grubasemk powiedzial cos w stylu, ze i tak kiedys uschnie, ale jak na razie to nie nastapilo i powiekszalo sie dalej.

Doszlismy do jakiegos obsianego pola, gdzie zielenina zdazyla wykielkowac na kilka cm.Byla tam jakis inny gostek, ktory zaproponowal mi kilka pelnych przedmiotow skrzyn w zamian za puszczenie karla wolno.W jednaj z nich znajdowaly sie zolnierzyki oraz jakies zabawki, w nastepnej bizuteria srebrna z drogimi kamykami.Zaczalem ja ogladac.Po chwili skladalem bransolete z bialych, plastikowych czesci, ktore laczylem ze soba.

2/3 kwietnia 2003

1. Znajduje sie w Kozuchowie, miescie mojej babki.Jestem na posesji, gdzie kiedys hodowali kroliki.Wzdluz sciany stodoly, widze dol melioracyjny.Nie ma plotu, wiec szbko podbiegam do jakiegos malego dziecka, ktore idzie w strone ulicy i lapie je.Dzieciak idzie w strone rowu i wpada do wody.Skacze za nim, aby go ratowac.Jestem pod woda, nie moge zlapac powietrza, ale nie dotykam dna.Row okazuje sie bardzo gleboki.Wypycham dziecko w gore i trzymam je na wyprostowanych rekach nad woda, samemu bedac zanurzonym.Po chwili udaje mi sie wynurzyc.Nie moge sie wydostac, wiec plecami opieram sie o jeden bok, a stopami o drugi i w takiej pozycji czekam na pomoc.

2. Stoje na gorce za moim blokiem, obok mnie widze kilku sasiadow oraz jakies obce osoby.Wszyscy wpatruja sie na balkony, gdzie przewaznie na ostatnich pietrach pojawiaja sie jakies zjawy, ludzie na koniach, polprzezroczyste istoty.

3. Rzucam malymi brylkami ziemi w balkon Sandrka, ktory znajduje sie obok mojego.

4. Stoje na wzniesienu obok mojej klatki schodowej, prz plocie dawnego zlobka.Przez plot przechodzi Jackie Chan z grupa ludzi, najwyrazniej sa to osoby z ekipy filmowej.Niosa jakiegos rannego kaskadera.

Aresztowano czlowieka, ktory wrzucil siostrzenca do potoku w Czarnym Dunajcu.

29/30 marca 2003

1. Prowadze TIRa z przyczepa, tzn.mam doczepiona cysterne.Wjechalem w jakas uliczke, ale po chwili zaczalem zakrecac wjezdzajac na pole.Po zrobieniu dosc duzego kolka wjezdzam ponownie na ulice, ale tym razem jade w innym kierunku.Po chwili chamuje, a naczepa slizga sie po ulicy, uniemozliwiajac przejazd innym samochodom, czyli po prostu blokuje oba pasy stajac bokiem.Ktos smieje sie ze mnie mowiac, iz trzeba przewidywac takie sytuacje.

2. Wchodze na bardzo wysokie wzniesienie, szczyt jest plaski.Kiedy kieruje sie w jakas strone, aby zejsc z gory - trafiam na tony popiolow ludzkich, jakby formujacych krajobraz, tzn.zdaje sobie sprawe z faktu, iz gora na ktorej sie znajduje powstala ze szczatkow spalonych cial.Podchodze do jedenej z kupek, gdzie widze ludzka czaszke.Dziwne, poniewaz nie ma tam zadnych innych kosci, a wylacznie czaszki.Kieruje sie w lewa strone dalej przegladajac popioly.Znajduje inne czaszki, tym razem uszkodzone, z malymi wglebieniami (po uderzeniu), jakby cos wyrywalo kawalki tkanki.Posuwam sie dalej, ale czaszki staja sie coraz bardziej znieksztalcone oraz wieksze.Znajduje jedna z podluzna, ostro zakonczona broda, szczyt czaszki takze jest ostry, przypominajacy piramide.Dalej na 4 moze metrowej wysokosci kopcach z popiolow ktos ustawil 4 duze jednakowe czachy, przynajmniej 2x wieksze od ludzkich.Nie widze oczodolow, lecz wylacznie male wglebienia.Posuwajac sie nadal w lewo znajduje glowy zwierzat, tzn.cos na ksztalt wieloryba lub olbrzymiej ryby.Innych czaszek nie rozpoznaje, poniewaz sa za bardzo znieksztalcone.Dochodze do zbocza wzniesienia, gdzie w oddali widze grupke kobiet ubranych na czarno - maja zasloniete twarze; niektore z nich patrza na mnie, inne wysypuja popioly z glinianych, szerokich naczyn.Slysze jakies odglosy dobiegajace z dolu.Okazuje sie, iz jest to procesja.Wiekszosc ludzi nosi czarne szaty, ktore siegaja im do kostek, niektorzy ubrani sa na bialo.


3. Wchodze do nieznanego mi mieszkania, gdzie spotykam moja siostre.Razem z nia jest jakis gostek.Po chwili dowiaduje sie, iz jest to jej nowy chlopak.


Po 10:00 odwiedzila mnie moja siostra, ktora nie mieszka z nami.Okolo godziny 16:30 ogladam w telewizji relacje z wypadku: pociag staranowal TIRa z naczepa, ktora zawadzila o cos na przejezdzie.

28/29 marca 2003

KONTROLOWANY SEN

1. Moj blok.Znajduje sie przed srodkowa klatka, kiedy dostrzegam znajoma Brygide.Stoi obok lampy, jest dzien.Wchodze do klatki naciskajac prawa dlonia na klamke, kiedy uswiadamiam sobie, iz jest to kontrolowany sen (jak zwykle zwrocilem uwage na reke)."Chodz ze mna" -odzywam sie do kolezanki.Ta poslusznie wykonuje rozkaz.W klatce najpierw kuca, a potem siada pod sciana z wyciagietymi nogami.Utwiera usta i udbywam sex oralny.Po jakims czasie pytam, czy poda mi numery w losowaniu Duzego Lotka."Tak, zrobie to" -odpowiada ciagle kucajac.Po chwili znajduje w swojej dloni czerwony, plaski olowek techniczny.Stoje przed szyba, na ktorej wisi jakas ulotka, ale nie czytam tresci.Kartka ma bialy kolor.Pytam wiec o numery z zakresu od 1 do 48 (zastanawialem sie potem dlaczego nie powiedzialem 49).Ta odpowiada:

- 512.

- Mowilem ci, ze to numery od 1 do 48.

- Wiem, wiem... 155.

- Nie sluchasz mnie, wiesz jakie liczby masz mi podac? Przedzial od 1 do 48 to liczby nie wieksze niz 48 i nie mniejsze niz 1.

Ta nie odpowiada, a ja powoli wychodze z tego stanu.Budze sie o godzinie 7:43.

2. Znajduje sie w kuchni, ktora jakby przypominala moja, ale meble sa poprzestawiane.Obok jakas starsza chinska para przyrzadza danie obiadowe.Widze duza miske z kiszona kapusta, ktora doprawia.Mowie, ze jestem glodny i nie bede dluzej czekal.Gostek troche sie wqrza, ale pozwala mi wziac mieso.Mowie, ze odkroje tylko polowe, a reszte zostawie na obiad.W zlewie widze 4 postokatne paski miesa, grubosci moze 1,5 cm, dlugosci 14 cm, szerokie na jakies 4 cm.Mieso jest swieze i czerwone, miejscami widac tluszcz.Podnosze ostry noz i od innego, kwdratowego kawalka odcinam polowe.Para nie przerywa pracy, ciagle cos tnac i przyrzadzajac.Nakladam mieso na talerz, ale jest surowe."Myslalem, ze bylo ugotowane" -mowie.Odkladam moja przekaske nakladajac sobie kapuste.Kosztuje ja."Jest slodka" -oznajmiam.Kobieta takze kosztuje, ale przyznaje, iz slodka nie jest.Chinczyk pyta, czy chce troche przypraw.Odmawiam.Ten posypuje warzywo jakimis malymi kuleczkami.Kobieta kosztuje, ale calosc okazuje sie dla niej za ostra.

3. Spoczywam w swoim lozku, obok -na podlodze- na materacu lezy Maryo.Patrze przez okno, gdzie widze inny blok stojacy bokiem.Oznajmiam mu, ze ten budynek nie powinien miec okien po tej stronie.Ten nic nie odpowiada - widocznie zasnal.Otoczenie robi sie coraz ciemniejsze, a moje powieki same opadaja.Zasypiam we snie.

4. Ide chodnikiem z jakims gostkiem, po prawej stronie znajduje sie ulica.dostrzegam cos przy krawezniku.Okazuje sie to dlugim kawalkiem metalu, jakby pozlacanym lub wykonanym ze zlota.Na jednym koncu jest plaski i lekko wygiety.Zastanawiam sie co to moze byc.Stawiam "przyrzad" na chodniku ciagle trzymajac.Teraz mam 100% pewnosc, iz jest to tzw."nozka" od roweru.

24/25 marca 2003

KONTROLOWANY SEN

1. Znajduje sie na jakims malym wzniesieniu pokrytym trawa, gdzieniegdzie rozlozone sa koce, na ktorych leza ludzie.Nie moge powiedziec, ze sie opalaja, poniewaz nie ma slonca.W dole plynie jakas rzeczka, jest tez kilka malych stawow.Przychodzi jakas dziewczyna i kladzie sie na kocu.Mowie jej, ze bedzie niewygodnie i pod jeden koc wsuwam poduszki, aby miala miekko.Wchodze do wody, a potem przechodze przez jakas furtke (chyba ja przeskoczylem) obok domku jednorodzinnego.Ide sciezka, ale nie chce jej zablocic.
Szukam mojego psa, ktory po chwili przychodzi mokry.Oznajmia mi, iz wlasnie kapal sie, ale nieco dalej.Pokazuje mi to miejsce z daleka.Ide w tamta strone.
Widze wejscie do jakiejs jaskini; po chwili wchodze do niej, obawiam sie, iz niedlugo sie zawali.Jaskinia takze jest wypelniona woda do kostek.We wnetrzu widze innych ludzi zwiedzajacych korytarze.Jest tam kilkaset prostokatnych tuneli z odchodzacymi po bokach pokojami; w scianach wykute sa miejscami prostokatne, pionowe otwory, nie za szerokie, aby moc zobaczyc co jest w sali obok.Wszedzie jest woda.Zagladam przez jeden otwor, gdzie za sciana spi jakiej olbrzymie cielsko, cos na ksztal wieloryba z ostrymi zebami i okraglymi, duzymi oczami.Ide wzdluz tej sciany, ale okazuje sie, iz potwor moze w kazdej chwili wyjsc, poniewaz mur sie konczy.Odchodze cicho w przeciwna strone.Zwiedzam nadal "grote", a raczej jakis podziemny komplex.Spotykam kilq znajomych ze szkoly.W scianie znajdujemy okno, ktorego szyba oddziela nastepne pomieszczenie - ogromne, wieksze od hali sportowej.Zagladamy do srodka, gdzie widac mnostwo ludzkich kosci, cos na ksztalt niekompletnych szkieletow, a jakies kilkanascie metrow od nas widac olbrzymie jajo wysokosci pilki plazowej oraz podwojnej dlugosci, ktore spoczywa we wnetrzu cmentarzyska.Nie widac konca sali, ale jest duzo zalaman, jakby innych pomieszczen po bokach.2 osoby przechodza przez okno, aby przyjrzec sie blizej znaleziskom.Ostrzegam, ze ze wzgledu na kosci moze byc niebezpiecznie.Jeden z ludzi idzie dalej mijajac jajo i znika za zakretem.Drugi podchodzi do jajka kopiac je, w nastepstwie czego rozlatuje sie na male czesci.Nastepuje cisza.Po chwili widze biegnacego czlowieka - jest to nasz znajomy, ktory zninkal za sciana.Krzyczy, ze ktos go goni.Uciekaja oboje w kierunku okna, a my probujemy tak ustawic szybe, aby szybko przeszli.Okno posiada jedna szybe, ktora zamocowana jest na 2 zawiasach po bokach i mozna je przechylic w poziomie, a nie w pionie.Kiedy koledzy jakos przecisneli sie przez okno - szybko z innym czlowiekiem przymocowalismy sznurki do klamek, ktore mocno trzymalismy.Goniacy ich czlowiek mocno uderzal w szybe, a my nie dawalismy juz rady, poza tym z grubego, 4 linkowego sznura powoli robil sie 2 linowy.Powiedzialem, ze nie uda nam sie dluzej utrzymac, wiec zeskoczylismy z parapetu uciekajac z jaskini.Powoli zaczely otwierac sie sciany, wypuszczajac wszystko, co bylo za nimi uwiezione.Ludzie w poplochu zaczeli biec ku wyjsciu.Kiedy dobieglismy do wyjscia - byli juz tam zmarli, ktorzy powstali z grobow.Wymijalismy ich biegnac dalej wzdluz plazy, na ktorej rowniez pojawily sie martwe osoby.Atakowaly ludzi, ale byly zbyt powolne, wiec moglismy je omijac unikajac ciosow.Jeden ze zmarlych chcial uderzyc mnie w brzuch dlugim, okraglym kijem, ale nie udalo mu sie to.


2. Chodze z dziewczyna do jakiejs piwnicy, a raczej lochu.Sciany wykonane sa z cegiel, strop zaokraglony, przez srodek piwnicy plynie... lawa.Po bokach magma stwardniala, wiec mozna po niej przechodzic.Po chwili w rece trzymam plastikowe, biale naczynie, ktorym zaczerpnalem wody polewajac zstygajaca lawe.Po lewej stronie lawa wyglada normalnie, jednak po prawej wygiela sie ku gorze i w bok, wiec przechodzac ta strona trzeba sie wyginac do tylu, trzymajac mocna reka plaskiej powierzchni.Przechodze wiec wzdluz scian jako drugi, pierwsza idzie jakas japonka w sukience w kwiatki, ktora po przejsciu kilku krokow staje we wnece po prawej stronie piwniczki, tylem do mnie.Podchodze do niej lapiac za biodra.Obracam ja i sadzam na ceglanej polce.Ma biale podkolanowki.Po chwili rozchyla nogi, a ja widze biala bielizne.Scigam jej powoli skarpetki.Zaczynam wpatrywac sie (przypadkiem :) w swa prawa dlon; uswiadamiam sobie, ze to sen, a otoczenie jest tylko moja wyobraznia.Nareszcie LD po tak dlugim czasie! Teraz sciagam dziwczyne z polki.Stoi przy mnie wpatrujac sie w moja twarz; zadaje jej pytanie:

- Czy w rzeczywistosci posiadam jakies zdolnosci paranormalne?

Ta odpowieda nie na temat.Chcialbym dodac, iz trzy pierwsze wyrazy wypowiedzialem z trudem, jakbym byl lekko pijany, tzn. "czy w rz..." przyszlo mi z trudem.Cale zdanie wypowiadalem zbyt glosno, wiec balem sie, iz mowie przez sen i ktos z domownikow mnie uslyszy.Po chwili jedak powtarzam pytanie nieco ciszej, na co dziewczyna odpowiada tym samym, co wczesniej.Nie pamietam dokladnie co to byly za slowa.Denerwuje sie, wiec chwytam ja za ramiona i uderzajac jej cialem o mur ponawiam pytanie.Bez rezultatu, jakby dzialala wedlug z gory okreslonego scenariusza snu.
Po chwili dalem jej spokoj.Ide dalej wzdluz sciany - tym razem przeskoczylem na lewa strone, az dochodze do schodkow prowadzacych na zewnatrz, skad pada swiatlo.Budze sie.Zasypiam ponownie i tym razem stoje przy wyjsciu z piwnicy wpatrujac sie w prawa dlon.Ciesze sie jak duren, poniewaz ponownie uzyskalem LD i to w tym samym marzeniu sennym! Wyostrzam wiec bardziej kontury wychodzac z piwniczki.Jestem w Glogowie, chyba na jakims trawiastym tarasie.Zauwazam drewniana skrzynie, do ktorej zamocowane sa metalowe stopnie.Wspinam sie po nich.Jestem teraz na jakims wzniesieniu, po prawej stronie widze obrosniety trawa nasyp, w dali za nim dostrzegam dach kosciola, na szczycie ktorego widac krzyz, a na nim dwa male druty w krztalcie litery V (sa tam w rzeczywistosci, to chyba piorunochron).Udaje sie kilka metrow w lewa strone wchodzac na niewielka gorke o lagodnym zboczu.Caly czas powtarzam sobie glosno co kilka sekund: "Nie moge zasnac".Ponownie spogladam na dlon cieszac sie z tak dlugiego LD.Rozgladam sie szukajac jakiejs osoby, ktorej moge zadac kilka pytan lub po prostu porozmawiac, ale nikogo nie widac.Wiem, ze jestem juz w kontrolowanym snie - tak rzeczywistym, iz niemozliwoscia jest tworzenie otoczenia oraz osob.Po raz kolejny juz powtarzam "Nie moge zasnac."Przypomina mi sie text z grupy Oneiro, gdzie ktos pisal o "pamietaniu siebie".Zastanawaim sie jak dlugo utrzymam ten stan.Doszlo do mnie, iz nigdy nie wirowalem jak "baczek" (zabawka), co opisywaly inne osoby na grupie.Zawsze chcialem to zrobic.Zaczynam powoli krecic sie w lewo.Po chwili przyspieszam, ale nie dotykam juz ziemi unoszac sie w powietrzu! Otoczenie smiaga jak tory podczas jazdy pociagiem, tzn.widze tylko rozmywajace sie kontury, nie moge rozroznic ksztaltow.Wyciagam prawa dlon do przodu nadal szybko wirujac, ale jej ostrosc sie nie zmienia.Nie moge uwierzyc, iz robie te wszystki rzeczy pozostajac w kontrolowanym snie.Dawniej przechodzilem do stanu najnormalniejszego marzenia sennego po uswiadomwieniu sobie LD, lub po krotkim czasie - teraz jednak bylo inaczej.Jakbym awansowal stopien wyzej... Po chwili zwalniam - chyba cos sie w moim otoczeniu zmienilo jednak nieznacznie, poniewaz dostrzeglem koniki (na placu zabaw), na ktore wczesniej nie zwracalem uwagi lub ktorych po prostu nie bylo.

Obraz zamazuje sie, a ja budze sie.Lekko boli mnie glowa.Dodam jeszcze, iz wirowalem poniewaz chcialem to zrobic, a nie z powodu zanikania LD.